Home Szarym Okiem Czarny Piątek, Czarny Tydzień, Czarne… życie?

Czarny Piątek, Czarny Tydzień, Czarne… życie?

by Dominika

Wyjątkowa okazja! Tylko teraz! Więcej takiej nie będzie! Za pół ceny! Trzecia sztuka gratis! Rabat. Obniżka. Druga rzecz w prezencie! Tylko do północy! Tylko do jutra! Do poniedziałku! Specjalnie dla Ciebie! Kupując więcej, oszczędzasz! Tylko kup. Kup. Kup więcej! – nie da się uciec przed podobnymi hasłami w Czarny Piątek. Może jedynie gdzieś na daleką pustynię lub w gęsty busz i to jeszcze tylko wtedy, gdy nie włączy się żadnego radia ani nie złapie zasięgu Internetu.

Nie da się przed nimi uciec nawet na tydzień czy dwa przed Czarnym Piątkiem, a zaraz potem jest jeszcze przecież Cyfrowy Poniedziałek (Cyber Monday) i prosta droga do okresu przed Bożym Narodzeniem, w którym – nieważne jakich pięknych słów byśmy użyli – i tak koniec końców najbardziej zdają się liczyć prezenty. Czarny Piątek, odnoszący się niegdyś właściwie do długiego weekendu w Stanach Zjednoczonych, z biegiem lat rozciągnął się do rozmiarów Czarnego Tygodnia (Black Week), poprzedzającego ów długi weekend, a w niektórych przypadkach można odnieść wrażenie, że cały okrągły rok jest “czarny”.

Dlaczego ten piątek jest czarny?

Zastanawiałaś się kiedyś skąd wziął się Czarny Piątek i dlaczego właśnie tak się go nazywa? Pewnie nie będzie to żadnym zaskoczeniem, jak powiem Ci, że tradycja ta miała swój początek w Stanach Zjednoczonych, a stamtąd rozprzestrzeniła się na resztę świata. Czarny Piątek to piątek po amerykańskim Święcie Dziękczynienia, które z kolei przypada zawsze w czwarty czwartek listopada. Rozpoczyna on okres najbardziej intensywnych zakupów przed Świętami Bożego Narodzenia. Sklepy wszelkiej maści zachęcają wtedy swoich klientów rozmaitymi upustami oraz przecenami w ramach wielkiej, przedświątecznej kampanii promocyjnej. Oryginalnie przeceny nie dotyczyły wszystkich produktów, ale raczej końcówek serii, których sprzedawcy chcieli się pozbyć lub produktów z niedługim terminem ważności. Wiadomo – zawsze lepiej sprzedać coś nawet ze stratą (a przy okazji może zarobić na czymś innym) niż zostać z towarem, którego nikt już nie chce. Z czasem i to zostało rozciągnięte na niemal cały asortyment w sklepach, a nierzadko towarzyszy temu wcześniejsza podwyżka cen, by w odpowiednim momencie skutecznie udawać wyjątkową okazję. Niby wszyscy o tym wiedzą, a i tak świetnie to działa. Niesamowite!

A dlaczego ten piątek jest czarny? Wyjaśnień można znaleźć kilka. Pierwsze z nich mówi o tym, że był to dzień masowych nieobecności w pracy czy to z powodu urlopu, czy chwilowego “zachorowania”. Nic dziwnego – Święto Dziękczynienia zawsze jest w czwartek, więc wielu ludzi wpadało na pomysł zrobienia sobie długiego weekendu. Tu i ówdzie pojawia się również teza, że takiego terminu używała amerykańska policja, na określenie wzmożonego ruchu na ulicach tego dnia. Ale chyba najbardziej rozpowszechnione wytłumaczenie pochodzenia tej nazwy pochodzi od… księgowych. Otóż wielu handlarzy sporą część roku ciągnęła na minusie, by w końcówce listopada i przez grudzień osiągnąć przychody pozwalające pokryć straty z poprzednich miesięcy i jeszcze wypracować zysk. Dawniej straty w księgach zapisywano czerwonym tuszem. Piątek po Święcie Dziękczynienia był w handlu tym dniem, kiedy księgowi zaczynali używać tuszu czarnego – wykazując w księgach zyski.

Jak się temu przyjrzeć, to punktem wspólnym wszystkich powyższych wyjaśnień są… zakupy. Ludzie, którzy nie szli tego dnia do pracy, chętnie wybierali się do sklepów, stąd o wiele większy niż zwykle ruch na ulicach i rosnące zyski sprzedawców.

Ogólnie przyjętą kiedyś zasadą było to, że nie rozpoczyna się kampanii bożonarodzeniowej przed Świętem Dziękczynienia. Płynne przejście od jednego do drugiego było realizowane między innymi poprzez uliczne parady z okazji Dziękczynienia, nierzadko organizowane przez największe domy handlowe (które czasem otwierały się dla klientów jeszcze tego samego dnia wieczorem!). Na końcu tychże parad pojawiała się często postać Świętego Mikołaja, symbolicznie przypominającego o zbliżających się kolejnych świętach (i potrzebie zakupu prezentów!).

Swoją drogą Święto Dziękczynienia nie zawsze było tego dnia, kiedy jest obchodzone obecnie. Jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku Dziękczynienie odbywało się w ostatni czwartek listopada, ale lobby handlarzy tak bardzo naciskało, by zerwać z tradycją rozpoczynania okresu bożonarodzeniowego później, że w 1939 roku prezydent Roosevelt wydał dekret, na mocy którego święto to ma do dziś miejsce w każdy czwarty (nie ostatni) czwartek listopada, co przy odpowiednim układzie kalendarza pozwala zacząć handlowe szaleństwo czasem o tydzień wcześniej.

Żeby tylko Czarny Piątek…

Dziś niewielu przejmuje się tak bardzo tradycjami i nawet bożonarodzeniowe ozdoby pojawiające się czasem już we wrześniu nie wywołują żadnego skandalu. Niegdysiejszy wybuch zakupowego szaleństwa, objawiający się w Czarny Piątek, urósł do niebotycznych rozmiarów i już nie mieści się w jednym dniu ani nawet weekendzie. Niedługo po rozpowszechnieniu się na świecie Czarnego Piątku, pojawił się Czarny Tydzień, który tak naprawdę często trwa dłużej. Już na dwa-trzy tygodnie przed tradycyjną datą, sklepy odpalają swoje kampanie reklamowo-informacyjne i codziennie, po milion razy, przypominają, że już zaraz będziesz mógł u nich kupić wszystko, czego dusza zapragnie, po wyjątkowo atrakcyjnej cenie. Często regularnej albo nawet wyższej, która wcześniej została sztucznie podniesiona, by ją móc spektakularnie “obniżyć”. Czego się nie zrobi dla pieniędzy?

Wraz z rozwojem sprzedaży przez Internet, narodził się młodszy brat Czarnego Piątku – Cyfrowy Poniedziałek (Cyber Monday), w czasie którego największy nacisk kładzie się na obniżki cen przy zakupach w sieci. I tu również szybko okazało się, że poniedziałek to zdecydowanie za mało dla żarłocznego sektora handlowego, w związku z czym pod tym hasłem mieści się kolejny tydzień. Tym samym wchodzimy w grudzień i można już pełną parą grzać klimaty bożonarodzeniowe.

Swoją drogą, jak posłuchać czasem niektórych reklam, to można odnieść wrażenie, że w części sklepów (zwłaszcza z elektroniką) “Czarny Piątek” trwa przez cały rok, bo niemal co trzy dni ogłaszają “wyjątkowe okazje, tylko dziś i tak tanio to jeszcze nie było”. A to z okazji Dnia Babci albo Dziadka, z okazji pierwszego dnia wiosny, Dnia Dziecka, początku wakacji, początku roku szkolnego, przesilenia jesiennego, letniego, z okazji poniedziałku, środy, weekendu i co tam jeszcze specjaliści od marketingu wymyślą. Tylko przyjdź i kup. Cokolwiek.

Jesteś tym, co… kupisz?

Faktem jest, że Czarny Piątek działa. I to jeszcze jak! Bywają lata kiedy tylko tego jednego dnia sami Amerykanie potrafią wydać łączną kwotę dorównującą rocznemu PKB niewielkiego kraju. Truizmem będzie powiedzieć, że żyjemy w czasach galopującej konsumpcji. W czasach, w których wartość człowieka określa się na podstawie marek ciuchów, które ma na sobie lub rzeczy, których używa. Dla żądzy posiadania, ludzie są w stanie poświęcić wszystko. To oczywiście w dziejach ludzkości nic nowego, ale natężenie tych zjawisk zdaje się nie mieć precedensu. Oddać życie za pragnienie posiadania nowego telewizora lub kuchenki mikrofalowej? Zadeptać na śmierć człowieka w wyścigu o nowy odkurzacz, sweter czy bransoletkę.? Niepojęte. A jednak co jakiś czas się dzieje!

Niech rzuci kamieniem, kto choć raz nie dał się naciągnąć na jakąś “wyjątkową okazję”. Kto nigdy nie kupił czegoś, co w zasadzie nie było mu nawet potrzebne, ale no jakoś tak. Bo ładne było. Bo w dobrej cenie. Bo coś tam. Sukienka, której nigdy nie założyłaś. Książka, której nigdy nie przeczytałaś. Nowy elektroniczny gadżet, którym pobawiłeś się chwilę, ale chyba jest gdzieś w drugiej szufladzie, nie jesteś pewien, bo nie pamiętasz. Mam kolegę, który zdradził mi kiedyś, że posiada ponad 20 par spodni. I nawet nie wiedział, że je ma! Kupował, chował do szafy i… zapominał. Kiedy je “odkrył”, niektóre miały jeszcze przyczepione oryginalne sklepowe metki.

Zakupy to już nie tylko fizyczne nabywanie jakiegoś produktu czy usługi, bo są nam potrzebne. To emocje. Drobny shopping na poprawę nastroju. Kupowanie dla sprawienia sobie chwilowej przyjemności. Pokaż bliskim jak bardzo ich kochasz – kup im coś wyjątkowego. Przedmioty stają się miarą uczucia. Kreowane i sprzedawane są marzenia. Kup sobie swoją przyszłość. Kup wspomnienia. Kup czas dla swoich bliskich. Kup ich uśmiechy. Kup, kup, kup.

Osobiście staram się ograniczać kupowanie. Czarny Piątek nigdy nie wywoływał we mnie emocji, w ogóle nie lubię chodzić po sklepach, nie lubię galerii handlowych i spacerujących tam tłumów. Nie wyczekuję z wypiekami na twarzy na “wyjątkowe okazje”. Kupuję rzeczy, kiedy są mi faktycznie potrzebne, a te, co mam, staram się naprawić parę razy, zanim wymienię na nowe. Nie dlatego, że jestem skąpa albo jestem jakimś nawiedzonym ekologiem. Dlatego, że nadmiar przedmiotów wokół mnie przytłacza. Ogranicza moją swobodę. Po co mi 20 swetrów? Po co mi 50 par butów? Lepiej jedne, ale porządne, w których mogę wędrować kilometrami aż się rozpadną. Po co mi piękna zastawa stołowa na 12 osób, skoro mieszkamy we dwójkę i wystarczą nam dwa talerze? Po co mi 10 torebek, skoro ta jedna od lat doskonale się sprawdza? Nowy portfel? Bo ten, co mam jest już okrutnie wytarty? Ale ciągle dobrze się sprawuje, jest malutki, więc mieści mi się spokojnie do kieszeni i był ze mną niemal wszędzie przez ostatnią dekadę. Nawet w Australii. A skoro przez ponad 10 lat się nie rozpadł znaczy, że jest dobry. To po co go wymieniać? Zdecydowanie wolę te pieniądze przeznaczać na podróże i na kolekcjonowanie w głowie wspomnień i zachwytów, niż przedmiotów 🙂

Mówią, że od nadmiaru głowa nie boli. Ale koniec końców, te wszystkie kupione w nadmiarze rzeczy, nawet jeśli ładne i markowe, są po prostu śmieciami. Pół biedy, jeśli je oddasz komuś, kto ich naprawdę potrzebuje. Albo sprzedasz. A ile z takich rzeczy po jakimś czasie trafia na śmietnik? Niektóre może nawet mają jeszcze przyczepione sklepowe metki lub nie zdartą naklejkę z kodem kreskowym i ceną… Więc kiedy następnym razem poczujesz jak rozszerzają Ci się źrenice na widok “niepowtarzalnej okazji”, zapytaj siebie, tak uczciwie – naprawdę tego właśnie potrzebujesz?

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, będzie mi bardzo miło, gdy go udostępnisz dalej światu 🙂

A jeśli masz ochotę na więcej zdjęć i przemyśleń różnej maści, zapraszam Cię na mojego Instagrama 🙂

Leave a Comment

* Używając tego formularza, wyrażasz zgodę na przechowywanie Twoich danych przez tę stronę zgodnie z polityką prywatności.

You may also like

Ta strona potrzebuje ciastek (cookies), żeby poprawnie działać. Bez tego ciężko ją zapędzić do roboty :) Niech żre na zdrowie! Co to za ciastka?