Gdzie w Polsce nad morze (2) – plaże od Kołobrzegu do Ustki

Plaża wschodnia w Ustce - widok z klifu nad morze

Przed Tobą druga część subiektywnego przewodnika po polskich plażach. Pierwszą część – od Świnoujścia do Kołobrzegu – możesz zobaczyć tutaj. Aby go stworzyć, przeszłam całe polskie wybrzeże Bałtyku na piechotę i odwiedziłam niemal wszystkie plaże po drodze. Jeśli więc stoisz przed dylematem dokąd w Polsce pojechać nad morze – to lektura właśnie dla Ciebie 🙂

Tym razem zabiorę Cię na wędrówkę po plażach od Kołobrzegu (z pominięciem tegoż, był w pierwszej części) aż po Ustkę. To była dla mnie nowa część wybrzeża i w większości miejsc tutaj nigdy wcześniej nie byłam. Nie mam pojęcia dlaczego, bo piękno tych okolic bywa powalające. A jeśli ma się trochę szczęścia, można na przykład zobaczyć jak tworzy się rzeka.

Dodatkowo polecam do obejrzenia mój profil na Instagramie, gdzie na bieżąco wrzucałam relacje z wędrówki i poza zdjęciami, można tam w zapisanych relacjach obejrzeć nagrania z fragmentów trasy.

To co? Zaczynamy? 🙂

Tuż za Kołobrzegiem – Podczele

Jak być może pamiętasz, plaże na wschód od Kołobrzegu nie są rewelacyjne. Wąskie, kamieniste, nie zachęcają do dłuższych spacerów, a tym bardziej do plażowania z kocykiem. Na szczęście ten stan rzeczy nie trwa długo i już parę kilometrów dalej plaża prezentuje się o wiele przyjemniej dla oka.

Podczele to niewielka miejscowość jakieś 6 km za Kołobrzegiem. Tego odcinka, ze względu na okrutny upał, nie szłam plażą, ale drogą pieszo-rowerową stanowiącą fragment rowerowego szlaku R10. Nawierzchnia wprawdzie twarda i na dłuższą metę męcząca dla stóp, ale przynajmniej można tu było liczyć na trochę cienia rzucanego przez rosnące po obu stronach drogi drzewa.

Nad morzem w tym miejscu nie było wtedy prawie nikogo, co widać na powyższych zdjęciach. Na drodze rowerowej za to ruch był jak na Marszałkowskiej w stolicy! Ale to dobrze. To znaczy, że szlak rowerowy jest potrzebny, bo ludzie z niego korzystają.

Na tej trasie zejść na plażę nie ma dużo, ale za to wokół tych, co są, nie ma tłumów. Plaże są dość szerokie, o jasnym piasku, dość czyste jeśli chodzi o obecność kamieni, gałęzi i innych „śmieci” pochodzenia naturalnego, które uprzykrzałyby plażowanie. Wzdłuż szlaku rowerowego można dodatkowo liczyć na zorganizowane miejsca odpoczynku ze stolikami, ławkami, w niektórych miejscach nawet zadaszeniem. A przed terenem aeroklubu mieszczą się różnego typu punkty gastronomiczne, od niedużych barów po lody czy inne gofry sprzedawane z samochodu.

Gdybym miała przyjechać nad morze w okolice Kołobrzegu, zdecydowanie zabrałabym ze sobą rower lub go wypożyczyła i opuściła miasto, by udać się na plażę w Podczelu.

Sianożęty i Ustronie Morskie

Obie miejscowości leżą tak blisko siebie, że niemal przechodzą jedna w drugą, dlatego opisuję je razem.

Plaże w tym rejonie nie należą do najszerszych w kraju, ale określiłabym je w większości jako przyzwoitą środkową półkę. Lepiej wygląda to w Sianożętach (dwa pierwsze zdjęcia na górze). W Ustroniu plaża jest na większości odcinków sporo węższa, a na niektórych bardzo kamienista z charakterystycznym usypanym gruzowiskiem kamiennych bloków zamiast pięknych wydm. Taki klimat. Wybrzeże w tym miejscu jest silnie narażone na niszczące działanie morza, stąd też liczne tu falochrony i właśnie tego typu kamienne umocnienia, które znikają zaraz za Ustroniem.

Wszystkie zdjęcia były wykonane w czerwcowy długi weekend, w sobotę, około godziny 14:00 – od razu widać różnicę w zagęszczeniu ludności nad morzem.

Ostatnie zdjęcie pokazuje już plażę kawałek za Ustroniem Morskim. Często plaże w samych miejscowościach omijałam, fotografując je jedynie z perspektywy wejścia, ze względu na obecność ludzi, którzy mogliby nie być zbyt szczęśliwi, że ktoś niepokoi ich podczas beztroskiego wypoczynku obiektywem aparatu. Na tych zaludnionych odcinkach źle się również szło z plecakiem, a powstające na styku plaży i morza wszelkiego rodzaju wykopy, fosy oraz fortece, tylko to utrudniały, gdy co chwilę trzeba było omijać kolejne piaskowe dzieło plażowego inżyniera z plastikową łopatką.

Zarówno w Sianożętach, jak i w Ustroniu Morskim, plaża jest dość wąska i niezbyt łagodnie schodzi do morza. Ostrość brzegu rośnie wraz z oddalaniem się od centrum Ustronia, co doskonale widać na ostatnim zdjęciu. Na całym tym odcinku piasek jest miły w dotyku, drobny, ale jednocześnie grząski i ciężko się po nim idzie, a dodatkowo zejście do morza jest dość strome.

Z ciekawszych miejsc w okolicy, jakieś 2 kilometry za Ustroniem Morskim na wschód uchodzi do morza rzeka Czerwona. Tu woda słodka spotyka się ze słoną, a sama rzeka tworzy tutaj naturalny brodzik, w którym chętnie taplają się dzieci.

Pleśna, Gąski oraz Paprotno

Wstyd się przyznać, ale – choć to podobno dość znana miejscowość nad morzem w Polsce – nigdy chyba nawet o Gąskach nie słyszałam. Tym bardziej o leżącej nieopodal Pleśnej czy o Paprotnie, które znajduje się zaraz na południe i jest tak subtelnie do Gąsek przyklejone, że można przejść przez łąkę i zmienić miejscowość nawet o tym nie wiedząc.

Tymczasem wydaje się to całkiem przyjemnym kawałkiem naszego wybrzeża. Plaże są tu wyraźnie szersze niż w Ustroniu, a zejście do morza nie tak ostre. Jest też o wiele mniej kamieni, które koncentrują się głównie w strefie styku lądu oraz wody i tworzą bardziej żwirek niż kamienne gruzowiska. Piasek w tej okolicy doskonale nadaje się jako tworzywo dla młodych inżynierów, bowiem widziałam tu naprawdę spektakularne budowle i piaskowe rzeźby.

W Gąskach znajduje się też bardzo ładna, ceglana latarnia morska, ale nie widziałam informacji czy można ją zwiedzać.

Ten fragment wybrzeża bardzo mi się spodobał ze względu na liczne tu ujścia niewielkich rzeczek do morza. Strugi, które na mapie nie miały nawet swojej nazwy albo w ogóle nie były zaznaczone, dzielnie pokonywały piaskowe przeszkody, by utorować sobie drogę do wielkiej wody. Niektórym się udawało, innym nie. Szczególnie wzruszyła mnie jedna struga, której bieg kończył się dosłownie ze dwa metry przed wodami Bałtyku. Tu już nie dawała rady pokonać minimalnego wypiętrzenia plaży i… wsiąkała w piasek. Ale postanowiłam docenić jej wysiłek i uwiecznić ją na zdjęciu.

Okolice Mielna – Sarbinowo, Chłopy, Unieście

Muszę przyznać, że odcinek od Gąsek do Sarbinowa szło się plażą bardzo przyjemnie. Lekki żwirek na styku plaży i morza utwardzał grunt, a i skosy tu już łagodnieją, dzięki czemu stopy od razu stają się szczęśliwsze. Plaża w samym Sarbinowie jest bardzo ładna, ale… w uszach nieprzyjemnie brzmiał mi dźwięk, który w pierwszej chwili skojarzył mi się z piłą elektryczną. Długo nie mogłam zlokalizować źródła tego hałasu, do momentu aż dotarłam do Mielna. Tu zagadka się rozwiązała. Dźwięki przypominające piłę pochodziły od skuterów wodnych, które co chwila pruły gładką tego dnia prawie jak lustro taflę morza.

Od Sarbinowa do Mielna jest jakieś 6-7 kilometrów. Na aż taką odległość niesie się po wodzie hałas ze skuterowych silników. I jakkolwiek samo Sarbinowo wydało mi się miejscem całkiem przyjemnym, a plaże tutaj niczego sobie, to jednak buczenie skuterów przez cały dzień zniechęcałoby mnie do dłuższego pobytu.

Zaraz za Sarbinowem jest kolejna miejscowość – Chłopy – gdzie na plaży, poza amatorami piasku i słońca, parkują także rybackie kutry. Plaża w tej okolicy jest nieco węższa, linia brzegowa bardziej urozmaicona, a zejście do morza ma znów nieco więcej kątów, ale sądząc po liczbie ludzi na tutejszej plaży, nie są to wielkie niedogodności.

W Mielnie nie udało mi się zrobić zdjęcia samej plaży, bo trafiłam tam akurat na spore tłumy. To za sprawą nie tylko trwającego weekendu, który był jednocześnie długim weekendem czerwcowym, ale również rozgrywanych tu tego dnia zawodów w nordic walkingu. Na plaży został rozstawiony punkt startowy, przed którym gromadzili się tłumnie zawodnicy w przeróżnych kategoriach, tuż obok była meta, a do tego mnóstwo regularnych plażowiczów wokół. Impreza na całego. Jeśli dodać do tego buczące skutery, to już lato nad morzem w pełni.

Za to warto zaznaczyć, że plaża w Mielnie może poszczycić się Błękitną Flagą w sezonie 2021.

Plaża na zachód od Mielna

Powyższe zdjęcie zrobiłam już za Mielnem, w okolicy Unieścia. Tu tłumów już nie było, a i silniki skuterów nie wgryzały się tak w bębenki uszne. Takim oto przyjemnym kawałkiem plaży ruszyłam dalej w stronę Kanału Jamneńskiego.

Jest w Polsce nad morzem kilka takich miejsc, gdzie Bałtyk oddzielony jest ledwie cienką mierzeją od znajdującego się tuż za nią jeziora. Jednym z takich przybrzeżnych jezior jest Jamno, nad którym położone jest Mielno. To czyni z Mielna miasteczko wszechstronne – można tu przyjechać zarówno nad morze, jak i nad jezioro jednocześnie!

Jezioro Jamno jest połączone z Bałtykiem kanałem nazwanym – co za niespodzianka – Jamneńskim. Wprawdzie od samego Mielna trzeba się doń przespacerować (lub podjechać samochodem tudzież rowerem – tu również wiedzie szlak rowerowy R10!) około 5 kilometrów, ale przyznasz chyba, że to całkiem zacna miejscówka do plażowania.

Na drugą stronę Kanału można przejść mostem, a dalej wąski pas mierzei prowadzi już prosto do Łazów. Na tym odcinku moją uwagę zwróciły charakterystyczne wydmy, o kopulastym kształcie, które przypominały mi garby wielbłądów. Takie to garbate wybrzeże ciągnie się przez następne 5 kilometrów.

Plaża na mierzei za Kanałem Jamneńskim w stronę Łazów

Łazy

Gdybym miała dokądś wrócić, spośród mijanych po drodze punktów, żeby spędzić nad morzem kilka dni, z pewnością Łazy byłyby mocnym kandydatem na liście takich miejsc. I na bank zabrałabym wtedy ze sobą rower, ponieważ okolice wydają mi się doskonałe do rowerowych wycieczek.

Łazy to około 5 kilometrów pięknej plaży zwieńczonej wydmami w stronę Kanału Jamneńskiego i jeszcze więcej równie pięknej plaży na wschód, w stronę Kanału Szczuczego, łączącego Jezioro Bukowo z Bałtykiem. Co to oznacza? Że w okolicy jest nie jedno jezioro, ale nawet dwa! Choć same Łazy bezpośrednio położone są nad Jeziorem Jamno, a do Bukowa jest parę kilometrów. Tu właśnie przydałby się rower, bowiem brzegi obu jezior nie są intensywnie zagospodarowane, więc żeby nad Jamnem (poza Łazami) spędzić trochę czasu, należałoby się wybrać do oddalonych o 3,5 kilometra Osiek, a w sprawie Bukowa to najlepiej byłoby się chyba wybrać do Dąbek albo Bukowa Morskiego. Wycieczka rowerowa plus kąpiel w jeziorze? Brzmi jak dobry pomysł 🙂

Dodatkowym plusem Łazów jest to, że 3 kilometry od samej miejscowości na zachód funkcjonuje w pełni oficjalna plaża dla naturystów. Jest nawet oznaczona i są do niej drogowskazy umieszczone w samych Łazach. Potwierdzam – na tej plaży rzeczywiście znajdują dla siebie miejsce „nietekstylni”. Nie ma takich punktów wiele na mapie polskiego wybrzeża, tym bardziej należy to docenić. Jeśli więc masz ochotę poczuć odrobinę nieskrępowanej wolności nad morzem – Łazy oferują ją z uśmiechem.

I nie bez znaczenia jest również to, że nie jest to duża miejscowość, o wiele mniejsza od pobliskiego Mielna, które bierze na klatę hordy turystów przybywających nad morze w sezonie, więc istnieje szansa, że tu w środku lata nadal jest nieco luźniej.

Dąbkowice, Dąbki i Bobolin

Na całym odcinku od Kanału Jamneńskiego przez Łazy aż po Dąbki, plaże są szerokie, piaszczyste, z lekkim jedynie żwirkiem w strefie styku lądu i wody, a wzdłuż ciągnie się pasmo porośniętych trawami wydm.

Jeśli masz ochotę przyjechać nad morze, ale odstraszają Cię tłumy turystów, Dąbkowice mogą być miejscem dla Ciebie. Położone są na mierzei pomiędzy Bałtykiem a Jeziorem Bukowo i składają się właściwie z pola namiotowego i ośrodka w domkami letniskowymi. W dodatku dojazd tutaj nie jest taki łatwy – od Dąbek prowadzi tu wprawdzie wąska, asfaltowa droga, ale już od strony Łazów nie ma nic. Ja ten odcinek szłam piechotą i nie ma tu innej drogi niż wzdłuż plaży, więc nawet rowerem nie jest tak łatwo się do Dąbkowic dostać od zachodu.

Brak dużych zabudowań i niełatwy dojazd mogą czynić to miejsce rajem w środku lata. Tylko nie wiem czy wówczas ten kawałek asfaltowej drogi nie jest obstawiony do ostatniego centymetra samochodami tych, którym zamarzył się wypoczynek nad morzem. Chociaż może nie jest tak źle, bo kiedy szłam tą trasą, widziałam partol straży miejskiej z Dąbek sprawdzający okolice Kanału Szczuczego, więc jest szansa, że ktoś tam jednak trochę porządku pilnuje.

W czasie, kiedy tam byłam, czyli w pierwszej połowie czerwca, przy pięknej pogodzie, na plaży było ledwie kilka osób.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda w Dąbkach, które są już większą miejscowością, więc i ludzi przyjeżdża tu nieporównywalnie więcej. Nic dziwnego – Dąbki mają piękną, szeroką plażę, która dodatkowo w części zachodniej odznaczona została w sezonie 2021 Błękitną Flagą. Szczególnie podobało mi się tutaj przejście nad morze, które prowadzi przez bór sosnowy. Idealny do niespiesznych spacerów po lesie. Dąbki znajdą więc coś dla każdego – morze, plaża, wydmy, obłędnie pachnące sosnowe lasy, a po drugiej stronie jezioro.

Plaża w Dąbkach

W okolicy Dąbek znajdzie się też coś dla fanów pozostałości z II Wojny Światowej i… nietypowych zjawisk. Jakieś 2 kilometry za Dąbkami, w Bobolinie, można zobaczyć na plaży betonowe bunkry. Same konstrukcje, jak dla mnie, niczym szczególnym nie są, choć być może prawdziwi entuzjaści podobnych klimatów zupełnie by się ze mną nie zgodzili.

Moją uwagę przykuło tu coś zupełnie innego. Oto zza bunkrów zaczynała płynąć rzeka! Jeszcze parę chwil wcześniej jej w tym miejscu nie było, a parę dłuższych chwil potem z pewnością znalazła swoje ujście do morza. Ludzie, którzy beztrosko plażowali sobie w pobliżu, wydawali się zdziwieni faktem, że oto nagle za ich plecami zaczyna płynąć woda!

Mowa tu o Martwej Wodzie, która na mapie oznaczona jest jako ciek wodny i w sumie nawet nie jest rzeką, a strugą. Znalazłam jeszcze inną jej nazwę – Leniwiec.

Doczytałam, że jest to ciek zbierający wodę z polderów za Bobolinem k. Dąbek i że woda jest z tych terenów przepompowywana przez stację pomp, gdyż grawitacja w tym miejscu pozostaje bezsilna i woda nie może ot tak samodzielnie sobie spłynąć do morza. Nie jest to więc taka całkiem naturalna rzeka. Tudzież struga.

I to jest jedna z takich chwil w życiu, kiedy okazuje się, jak istotny jest czas oraz miejsce. Zgranie ich razem. Bo gdybym tam była pół godziny wcześniej – być może minęłabym bunkry, zrobiła im zdjęcie i poszła, nie ujrzawszy tworzącej się właśnie strugi. A gdybym tam przyszła, powiedzmy, godzinę później, być może wpływałaby ona już do morza i sprawiała wrażenie, jakby tam była od zawsze. Ale oto dodreptałam tam w skwarze, po kilometrach grząskiego piachu, cała zziajana i spocona, akurat w tym momencie, żeby zobaczyć jak woda toruje sobie drogę przez plażę. Niesamowite!

Bunkry na plaży w Bobolinie i Martwa Woda - rzeka, która dopiero zaczyna płynąć
Plaża pomiędzy Bobolinem a Darłowem

Darłówko i Darłowo

Darłowo – i jego położona nad morzem część – Darłówko zrobiły na mnie dobre wrażenie. Wprawdzie w samym mieście spędziłam jedynie wieczór i poranek następnego dnia, bo w każdej z dotychczas opisywanych miejscowości na trasie zostawałam najdłużej na jedną noc, a przez większość jedynie przechodziłam po drodze. Ale moje wrażenie na temat Darłowa pozostało proste – to miasto jest ładne.

Z pewnością może być to dobre miejsce do spędzenia urlopu nad morzem, które w dodatku oferuje wiele atrakcji idealnych na te dni, kiedy pogoda mogłaby nie zachęcać do plażowania. Warty zaznaczenia jest tu Zamek Książąt Pomorskich oraz Historyczny Park Rozrywki. Parków rozrywki w Darłowie znajdzie się zresztą kilka. Warto się również przejść po samym mieście, zwłaszcza w rejonie ujścia Wieprzy do morza, gdzie znajduje się port i rozsuwany most.

A dla tych, którzy wybierają się nad morze głównie po głębokie odcienie brązów na skórze – tutejsze plaże są doskonałe. Szerokie, piaszczyste, z nielicznymi kamyczkami. Przy brzegu usypano tutaj kamienne groble, które sprawiają, że tworzą się wzdłuż plaży baseny, w których woda jest spokojniejsza niż na otwartym morzu. Plaża w Darłówku Zachodnim otrzymała na sezon 2021 Błękitną Flagę.

Plaża w Darłowie
Zachód słońca na plaży w Darłowie

Jeden potencjalny minus tutejszych wspaniałości – jeśli przyjdzie Ci ochota przyjechać nad morze właśnie tu, nastaw się na to, że inni prawdopodobnie też wpadli na ten doskonały pomysł. W środku sezonu można liczyć na prawdziwe tłumy. Ale jeżeli nie straszne Ci przejście spacerkiem 2-3 kilometrów na wschód, plaże nadal są tu cudowne, a sąsiadów powinno być wyraźnie mniej.

Plaża na północny-wschód od Darłowa - widok na Darłowo
Plaża na północny-wschód od Darłowa

Wicie – środek nie w środku?

Szukasz nad morzem miejsca, gdzie nie ma prawie nic? A jednocześnie jest wszystko, co poszukiwaczowi „idealnej dziury nad morzem” wystarczy, czyli plaża, las, dużo lasu i nie-tak-znowu-wiele-ludzi? Wicie może być miejscówką dla Ciebie.

Nad morze będziesz tu miał przysłowiowy rzut beretem i to w dodatku w wielu miejscach przez cudowny bór sosnowy. Niestety, musisz mieć swój samochód lub chociaż rower, bowiem z tego, co udało mi się znaleźć – a nie udało się znaleźć nic – nie jeździ tu żaden autobus. W Wiciu na stałe mieszka ok. 50 osób (może nawet mniej) i – jak powiedział mi spotkany po drodze miły pan – nie kupisz tu żadnej prasy. Tego ostatniego nie sprawdzałam, bo jedyny sklep, jaki mijałam po drodze – był jeszcze zamknięty, bo najwyraźniej działa tylko w sezonie. Jest za to kawiarnia i zaraz obok restauracja. Nieopodal szykowała się do otwarcia druga, więc z głodu się tam nie umrze. Był też dmuchany zamek dla dzieci, a jakby się przejść kawałek dalej, głębiej w samo Wicie, znalazłoby się pewnie jeszcze parę atrakcji (i na pewno jakiś działający sklep).

Tablica informująca o środku wybrzeża w Wiciu

Być może Wicie, jako miejscowość nad morzem, czuło się niedostatecznie zauważane na mapie, więc żeby się czymś wyróżnić, oznaczyło się jako „geograficzny środek polskiego wybrzeża„. Postawiono nawet symboliczny kamień z tabliczką o tym informującą. I zrobiła się afera. Już pomijam drobny szczegół, że na kamieniu wyraźnie jest mowa o 262 kilometrze wybrzeża, a jak spojrzeć na mapę, to tak jakby ten kilometr wypada kawałek od miejsca, w którym umieszczono kamień. Mniejsza, umówmy się, że to pewna symbolika, żeby ten kamień nie wylądował w środku lasu i nikt by go tam nigdy nie oglądał. Ale znaleźli się ludzie, którzy zaczęli sprawę analizować, obliczać, wyliczać i rozważać w różnych wariantach, o czym można poczytać sobie na przykład tutaj. Medal z ziemniaka dla tego, co się w tym nie pogubi.

Czy zatem Wicie nie oszukuje przypadkiem z tym swoim środkiem wybrzeża? Może tak, może nie, a może tylko ciut na potrzeby turystów. Zerknij na mapy i policz sobie sama 😉

Wiem jedno – zaaferowana kwestią kilometrów i zagadana na dobre pół godziny przez przemiłego rowerzystę, który pokonywał trasę z Helu do Świnoujścia – zapomniałam zrobić zdjęcie plaży w samym Wiciu 🙂 Musisz mi więc uwierzyć na słowo, że brzeg morza w Wiciu jest niezbyt szeroki, przeważnie piaszczysty, czasem z drobnymi kamykami, a liczba kamyków jest tym większa, im bliżej wody. W zestawieniu z wyjątkowo spokojnym morzem tego dnia wyglądało to tak ładnie, że zanim zagadał mnie rowerzysta, zrobiłam zdjęcie samego wejścia do morza przy falochronie.

Kamieniste zejście do morza w okolicy miejscowości Wicie

Jak już ochłonęłam z wrażeń, które dostarczyło mi Wicie, ruszyłam w kierunku Jarosławca i po drodze sfotografowałam jeszcze plażę na wysokości Rusinowa. To jakieś 3 km od Wicia, ale plaże w obu miejscach są dość podobne (choć ta koło Rusinowa była jednak już trochę szersza), więc może stanowić obrazek poglądowy w tym zakresie.

Plaża pomiędzy Wiciem a Jarosławcem na wysokości Rusinowa

Jarosławiec – bałtycki Dubaj

Jarosławiec minęłam w zasadzie bez postoju, być może z pewną krzywdą dla miejscowości, ale nie miałam już czasu. Było dość późno, a ja tego dnia musiałam przejść jeszcze parę kilometrów do Jezierzan, gdzie miałam umówiony nocleg. Niestety, za Jarosławcem odbywały się nad morzem ćwiczenia wojskowe i ten odcinek musiałam przejść naokoło przez Korlino, Królewo i Duninowo do Ustki. Podobno ten fragment plaży pomiędzy Jarosławcem a Ustką bywa czasem otwierany dla ludzi, ale nie mogę tego potwierdzić, bo za każdym razem, jak jestem w okolicy, to akurat trwają ćwiczenia 🙂

Może dlatego, że trochę się spieszyłam, ponadto byłam zmęczona całodziennym marszem w upale, ale Jarosławiec jakoś mnie nie porwał. Ani tutejsze sztucznie utworzone plaże, nazwane „polskim Dubajem”, ani sama miejscowość jako taka. Choć to właśnie tu, po ponad 200 kilometrach marszu, widziałam na plaży pierwszą sieweczkę obrożną, o której obecności informowały mnie tablice rozstawione wzdłuż całego wybrzeża już od dalekiego zachodu, ale żadnej nie dane mi było ujrzeć. A tu proszę! Czyli jednak istnieją! Ale porządnego, wyraźnego zdjęcia tym małym pociskom nie udało mi się zrobić (jak to szybko przebiera tymi swoimi cienkimi nóżkami, rety!).

Plaża zachodnia w Jarosławcu

Plaża w Jarosławcu do 2008 roku była kupą kamieni z odrobiną piasku tu i tam. Potem miejscowe władze postanowiły stworzyć tu plażę z prawdziwego zdarzenia i przez kolejne lata umacniano brzeg, budowano kamienne ramiona obejmujące brzeg i mające chronić nie tylko tutejsze klify, ale także… nawiezione tu z Ustki 10 tysięcy metrów sześciennych piasku! Efekt? Największa i podobno najczystsza plaża w Polsce.

Ustka

Czy jest ktoś, kto choć raz nie był nad morzem w Ustce? Jeśli tak, to proszę to czym prędzej nadrobić! bo nie na darmo nazywają Ustkę letnią stolicą Polski. Na spacer po samej Ustce zapraszam Cię do mojej relacji na Instragramie – znajdziesz ją w wyróżnionych pod nazwą Bałtyk 4 (pod koniec) oraz Bałtyk 5.

Relacje na Instagramie

Tu skupię się głównie na plażach i sprzedam Ci jedną ciekawostkę na temat Ustki.

Muszę przyznać, że właśnie od tego miejsca do mniej więcej Białogóry, zaczyna się jeden z moich ulubionych fragmentów polskiego wybrzeża. Zaraz obok Wolina. Plaże tutaj są przepiękne. Szerokie, z mięciutkim piaskiem. Im dalej na wschód, tym piękniejsze. Kąpielisko wschodnie szczyci się bez zbędnej skromności Błękitną Flagą. Ja się nie dziwię!

Poniższe zdjęcia robiłam w połowie czerwca, przed sezonem, w środku tygodnia, około godziny 10:00 rano. Widać wyraźną różnicę w zagęszczeniu ludzi na plaży pomiędzy częścią zachodnią i wschodnią, ale tej zachodniej zupełnie nic nie brakuje!

Plaża zachodnia w Ustce
Plaża zachodnia w Ustce
Plaża wschodnia w Ustce

Ustka ma w sobie wszystko, co jest potrzebne do skonstruowania idealnego pobytu nad morzem. Wakacyjną atmosferę nadmorskiego miasteczka, cudowne plaże, bogatą ofertę noclegową, a nawet pralnię samoobsługową! Kto wybiera się nad morze na kemping lub pod namiot, albo przejść na piechotę całe wybrzeże, z pewnością doceni ten fakt. Ja byłam zachwycona.

A co z obiecaną ciekawostką? Otóż jakiś czas temu, przy okazji obchodów 70-tej rocznicy nadania praw miejskich Ustce, okazało się, że… tak naprawdę nie miała ona nadanych praw miejskich. Podważono uczynienie tego przez Niemców w 1935 roku, bowiem w ówczesnych dokumentach włodarz Ustki stał się tytularnie burmistrzem, ale sama Ustka nie awansowała przez to do rangi miasta i powstał drobny kłopot – po pierwsze: jak tu świętować 70 lat czegoś, czego nie było? A po drugie: jak to teraz odkręcić? Sprawa oczywiście oparła się o Ministerstwo i cały szereg urzędników, którzy odrzucali wniosek o nadanie praw miejskich, bo po co, skoro w papierach Ustka już nim była. Ostatecznie znaleziono jakieś papiery, które pozwalały uznać, że Ustka rzeczywiście jest miastem, ale od 1976 roku. Jak się to miało do obchodów 70-lecia – tego nie wiem.

Na szczęście do miłego spędzenia czasu nad morzem status miasta nie jest potrzebny, więc można bez żadnych trosk cieszyć się tutejszą nadmorską atmosferą 🙂

Ostatnie dwa zdjęcia zrobiłam z klifu we wschodniej części Ustki. Prowadzi tamtędy Czerwony Szlak Nadmorski i odcinek z Ustki do Rowów (ok. 18 km) polecam Ci z całego serca! Jakież tam są widoki! Nawet największy niedowiarek da się po ich ujrzeniu przekonać, że nad morzem w Polsce jest przepięknie! Ale to już w następnym odcinku, w którym opiszę plaże od Ustki do Helu 🙂

Spodobał Ci się mój wpis? Będzie mi bardzo miło, gdy go udostępnisz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *