Góry Grampians i Great Ocean Road – część druga

Great Ocean Road panorama

W poprzednim wpisie opowiadałam Wam o drodze z Adelaide do Melbourne przez Góry Grampians i wzdłuż słynnej Great Ocean Road. Pora na kontynuację tej wędrówki 🙂

Wielka Droga Pamięci

Jak pamiętacie, dojechaliśmy do Bay of Islands, która to zatoka już na dzień dobry urzekła nas swoim pięknem. Widok tych ogromnych skał, z jednej strony tak potężnych, a z drugiej tak kruchych wobec działania wiatru, słońca i wody, robi niesamowite wrażenie.

Nie wiem, czy wiecie, ale tak naprawdę cała Great Ocean Road jest swego rodzaju pomnikiem. A to dlatego, że została zbudowana przez żołnierzy australijskich, którzy brali udział w I Wojnie Światowej, którzy w ten sposób chcieli upamiętnić swoich poległych kolegów. Kilku z nich zmarło w trakcie tego przedsięwzięcia. Drogę budowano przez 13 lat – od 1919 do 1932 roku – przy użyciu prostych narzędzi i materiałów wybuchowych. To nie była łatwa robota, bo i teren był dość wymagający. Dziś Great Ocean Road stanowi jedną z czołowych atrakcji Australii i naprawdę jest to pozycja obowiązkowa, gdyby się tam ktoś z Was wybierał.

Z Bay of Islands udaliśmy się do położonej tuż obok Bay of Martyrs. Kolejne cudowne widoki ukazały się naszym oczom. Spędziliśmy tam parę przyjemnych chwil, spacerując po plaży, zachwycając się bogactwem formacji skalnych i olbrzymimi glonami, które ocean wyrzucił na brzeg 😉

piękna plaża Bay of Martyrs Great Ocean Road Australia
skały wokół Bay of Martyrs Great Ocean Road Australia
człowiek siedzący na skale na plaży w zatoce Bay of Martyrs Great Ocean Road Australia
wielkie glony na plaży Bay of Martyrs Great Ocean Road Australia

Londyński Most runął…

Dalej minęliśmy punkt zwany Grotto, z którego nie mam jakoś zdjęć, najwyraźniej nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia. Co innego formacja skalna na następnym przystanku, zwana London Bridge. Kiedyś te skały rzeczywiście wyglądały jak most z dwoma przęsłami, ale w styczniu 1990 roku jedno z nich runęło i ciągłość skały została przerwana. Nie wiem czy kojarzycie, ale jest taka angielska piosenka „London Bridge is falling down, falling down..” (Most Londyński upada, upada..) – no to ten rzeczywiście „fell down” (upadł) 😉

tablica informacyjna London Bridge Great Ocean Road Australia
skała London Bridge na trasie Great Ocean Road Australia
piaszczysta plaża przy London Bridge na trasie Great Ocean Road Australia
London Bridge Google
Widok z góry na Google Maps – doskonale ukazuje układ plaży i otaczających ją skał

Skały, wraki i prawie romantyczne historie

Następnym popularnym punktem widokowym na tej trasie jest The Arch, czyli Łuk. W sieci można znaleźć wiele zdjęć tej wyrzeźbionej przez wodę skały, która przypomina łuk przyporowy w katedrze albo coś podobnego. Niesamowite wrażenie robią tony wody uderzające z piekielną siłą w tę skałę podczas sztormu albo silniejszego falowania.

W Port Campbell zatrzymaliśmy się na parę chwil, a chętni mogli skusić się na krótką kąpiel w oceanie.

Port Campbell Australia
plecak i ręcznik na plaży w Port Campbell

Wzdłuż Great Ocean Road atrakcje czekają za każdym niemal zakrętem. Spektakularne klifowe wybrzeże jest tak naprawdę jednym wielkim punktem widokowym i każde kolejne miejsce wydaje się jeszcze piękniejsze od poprzedniego.

Nie inaczej było z Loch Ard George. To przepiękne połączenie oceanu, skalistych klifów, niewielkiej plaży, drobnych wysepek oraz jaskini. Miejsce to swoją nazwę zawdzięcza statkowi Loch Ard, który w 1878 roku wracał tędy z Anglii. U wybrzeży Australii panowały tego dnia bardzo gęste mgły i załoga, niewiele mogąc dostrzec, przekonana, że wpływa właśnie do Portu Campbell, skierowała statek na płycizny w okolicach Mutton Bird Island, gdzie rozbił się on o rafę. Podobno tylko dwoje członków załogi przeżyło – młody żeglarz Tom i 19-letnia Irlandka Eva. Historia mówi, że Tom ledwo dopłynął na brzeg, wówczas usłyszał wołanie o pomoc Evy i choć sam nie miał już wiele sił, zdołał jeszcze uratować dziewczynie życie. Romantycznego zakończenia tu jednak brak – para nie pobrała się i każde poszło w swoją stronę. Ku ich pamięci znajduje się w okolicy punkt widokowy nazwany ich imionami (Tom and Eva Lookout). Takich punktów jest w tej okolicy kilka, m.in. Mutton Bird Lookout, Thunder Cave, Island Arch Lookout, The Razorback, znajduje się tu też niewielki cmentarz, gdzie można zobaczyć tablice upamiętniające to wydarzenie.

Dwunastu… albo nie dwunastu

Jeżeli komuś się cokolwiek kojarzy z Great Ocean Road w Australii, to z pewnością jest to 12 Apostołów. Wspaniałe, białożółte skały wapienne, wyłaniające się ze spienionego oceanu. Najczęściej chyba fotografowane o wschodzie bądź zachodzie słońca (i tak też zazwyczaj są układane programy wycieczek). Widoki wielu z Was znane być może z filmów przyrodniczych o wybrzeżu Australii. Sama kiedyś jeden z takich filmów oglądałam i marzyłam, aby pewnego dnia zobaczyć te widoki na własne oczy. I oto byłam tam. Stałam na platformie widokowej i podziwiałam te monumentalne skały tonące powoli w różowawej mgiełce…

Właściwie to tych skał nie jest wcale dwanaście. Nie wiem nawet czy kiedykolwiek tyle było, a kiedy je podziwiałam, już ponad 7 lat temu, było ich chyba tylko osiem. Ocean nie ma dla nich żadnej litości i kiedyś pewnie pochłonie wszystkie, wszak kruchy wapień nie jest w stanie oprzeć się działaniu potężnych fal w nieskończoność. 12 Apostołów jest uważane za absolutny „must see” podczas podróży wzdłuż Great Ocean Road, ale tak szczerze mówiąc, to nie wiem czy właśnie Loch Ard George nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Może najlepiej pojedźcie, zobaczcie i oceńcie sami 😉

ja na tle dwunastu apostołów Great Ocean Road Australia
Dwunastu apostołów skały na trasie Great Ocean Road Australia
Dwunastu Apostołów skały Great Ocean Road Australia
Dwunastu Apostołów zachód słońca zbliżenie na skały Great Ocean Road Australia
Dwunastu Apostołów tablica informacyjna Great Ocean Road Australia

Żeby nie było, że Great Ocean Road to tylko klify i klify, same jakieś skały, urwiska i w ogóle kamieni kupa, w następnym wpisie zabiorę Was na spacer po australijskim lesie, na spotkanie z lokalną fauną w różnych gatunkach i kolorach, poplażujemy trochę, a nawet trafi się morska latarnia. Ale to już nie dziś. Słońce już zaszło, więc czas iść spać i zbierać siły na kolejne wrażenia. Miłych snów o dalekich krainach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *