Latem nad morze, a jesienią… Korona Gór Polski

Jesienne liście na mapie gór Izerskich

Zmieniamy krajobraz diametralnie. W tym roku tak się złożyło, że nad morzem przebywaliśmy więcej czasu niż zazwyczaj, z związku z tym nasz jesienny urlop postanowiliśmy spędzić w górach kontynuując nasze wyzwanie związane z Koroną Gór Polski. Wprawdzie w październiku potrafi być już dość chłodno, a pogoda to już zupełna loteria, ale za to góry jesienią bywają niezwykle malownicze i liczymy na to, że dane nam będzie podziwiać ich piękno w pełnej krasie.

Wspominałam już o tym przy okazji wpisu na temat Gór Sowich, że z końcem poprzedniego roku zapisaliśmy się do Klubu Zdobywców Gór i postanowiliśmy oficjalnie zdobywać Koronę Gór Polski. Każde z nas ma na swoim koncie po kilka szczytów z tej listy, ale bez tych wszystkich pieczątek, zdjęć i tak dalej. Pomyśleliśmy, że to całkiem fajne wyzwanie i okazja do wybrania się w różne piękne rejony Polski, zdecydowaliśmy się więc nabyć stosowne książeczki i zacząć zapełniać ich karty.

Korona Gór Polski – o co chodzi?

Korona Gór Polski to lista 28 szczytów w 28 pasmach górskich w Polsce, którą należy zdobyć w dowolny sposób (na nogach, rowerem, na nartach), byle zrobić to używając własnych mięśni. W założeniu miały to być szczyty najwyższe owych pasm, przy czym drugie kryterium mówiło o tym, żeby na dany szczyt prowadził jakiś oznakowany szlak. Jak się można domyślić, przy tworzeniu listy i po jej opublikowaniu nie obyło się bez kontrowersji, bo w niektórych miejscach wskazany szczyt wcale nie okazał się najwyższym (ale żadna oficjalna droga do niego nie prowadziła), a i kolejne pomiary w różnych pasmach górskich co jakiś czas weryfikują dotychczasowe wartości i tak oto dana góra może się „nagle” zmniejszyć lub zwiększyć o parę metrów, co zdarza się nie tylko wśród polskich gór.

Ale odłóżmy spory na bok. Została stworzona lista szczytów, obejmująca 28 pozycji, które łącznie tworzą Koronę. Żeby ją zdobyć, trzeba łącznie wspiąć się na ponad 30 tysięcy metrów! Brzmi jak wyzwanie? No pewnie! I my to wyzwanie postanowiliśmy podjąć!

Pełną listę wszystkich szczytów, wraz z mapką pokazującą, gdzie one są, możesz znaleźć na tej stronie. Stamtąd też zaczerpnęłam fragment mapki, która poniżej zdradzi Ci nasze najbliższe plany.

Czyżby padło to słowo na P?

Dokładnie! Oczywiście, że mamy PLAN, w związku z tym już czekam, co tym razem pójdzie nie tak 😉 Jeśli dziwi Cię to podejście, to najwyraźniej nie czytałaś mojego wpisu na temat planów i ich zwyczajowego krótkiego żywota, co możesz migiem nadrobić klikając tutaj. Chociaż tak serio, to poza pogodą, która ma moc uwalania wszystkich planów, nie spodziewam się większych niespodzianek (no, życie, zaskocz mnie!).

Plan w dodatku mamy bardzo ambitny. A jakże! W mojej głowie jest on jeszcze ambitniejszy niż zaraz przeczytasz w skróconej wersji i w dodatku wiem, że mój optymizm natrafi na opór rozsądku w osobie Krzyśka, ale liczę, że już na miejscu uda się to i owo wynegocjować, tę i tamtą trasę nieco wydłużyć o inne fajne miejsca „tu niedaleko”. Zobaczymy.

Do dyspozycji mamy 1,5 tygodnia. Dokładnie tydzień i trzy dni, ale w praktyce to dwa. Przez ten czas planujemy zahaczyć o 5 różnych pasm górskich i zdobyć 5 szczytów z listy Korony Gór Polski. Dużo? Mało? Się okaże!

Ciekawi Cię jak wygląda nasz PLAN? Oto on 🙂

Mapka Korona Gór Polski
  • zaczynamy już w czwartek od oddania krwi (oboje jesteśmy Honorowymi Krwiodawcami) i zaraz potem udajemy się do Wrocławia,
  • przenocujemy we Wrocławiu do soboty, a w piątek planujemy krótką wycieczkę do Ślężańskiego Parku Krajobrazowego ze zdobyciem Ślęży (718 m n.p.m.) jako głównym punktem tego dnia,
  • w sobotę opuszczamy Wrocław i udajemy się do Karpacza, po drodze zatrzymując się w Kowarach na chwilę, żeby wejść na Skalnik w Rudawach Janowickich (945 m n.p.m),
  • kolejne 3 noce spędzimy w Karpaczu i będziemy wędrować po Karkonoszach, między innymi wspinając się na Śnieżkę (1602 m n.p.m.),
  • następnie na kolejne 3 noce przenosimy się do Szklarskiej Poręby, gdzie będziemy nabijać kilometry trochę jeszcze w Karkonoszach, a trochę w Górach Izerskich, zdobywając Wysoką Kopę (1126 m n.p.m.),
  • na koniec jeszcze przystanek w Jeleniej Górze, gdzie planujemy zaprzyjaźnić się z Górami Kaczawskimi i zdobyć Skopiec (724 m n.p.m.)
  • w niedzielę rano planujemy już wracać na naszą Daleką Północ.

Szczyty, które wymieniłam, pomalowałam na powyższej mapce na pomarańczowo. Mapkę natomiast wzięłam z oficjalnej strony Korony Gór Polski.

Gotowi do startu…

Plan zatem jest zrobiony, noclegi porezerwowane, kurtki i buty porządnie zaimpregnowane na wypadek, gdyby pogoda jednak nie chciała zbytnio współpracować. Wszystko gotowe, a ja już przebieram nogami w blokach startowych i doczekać się nie mogę aż wreszcie ruszymy w trasę 🙂 Patrzę na ten nasz program wycieczki i jedno jest pewne: nie będzie nudy! I już się cieszę na te wszystkie kilometry w nogach, widoki, ciepłe kawki w schroniskach, te wszystkie zdjęcia, filmy i pomysły na kolejne wpisy i relacje (na bank będą na Instagramie). Jeszcze tylko kilka dni… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *