Home O mnie

O mnie

by Dominika
Platforma widokowa przy Schronisku na Szrenicy w Karkonoszach

Cześć! Jestem Dominika i jestem człowiekiem-paradoksem, a hiperbola to moje drugie imię. W przeciwieństwie do punktualności, co jest źródłem wielu anegdotek w moim życiu.

Odkąd pamiętam, chciałam w życiu podróżować, robić zdjęcia i pisać książki. Pewnie dlatego aktualnie pracuję w międzynarodowej korporacji w jednym z ponoć najnudniejszych zawodów świata.

Z natury jestem przekorna i uparta. Kiedy w wieku 11 lat założyłam się z moją Mamą, że nie będę jadła mięsa, to nie jadłam go… 23 lata. Serio. Co nie znaczy, że nigdy nie zmieniam zdania. Raz na ćwierć wieku się zdarza 😉

Prowadzę tego bloga od października 2019 roku. Piszę głównie o podróżach, zwłaszcza tych z plecakiem i z dużym udziałem własnych nóg. Trzy miesiące po tym, jak go założyłam, ogłoszono globalną pandemię sama-wiesz-czego. Co jak co, ale dobry timing nigdy nie był moją mocną stroną 😉

Początkowo blog istniał pod inną nazwą (komuwdrogetemutrampki.com), ale w grudniu 2020 roku postanowiłam go przenieść i przemeblować, dzięki czemu od stycznia 2021 działa już jako zplecakiemprzezswiat.pl.

ja z plecakiem przy tablicy na dworcu kolejowym w Alice Springs

Wszystko zaczęło się na drugim końcu świata

A konkretnie od pewnego dnia, jeszcze w Polsce, w którym moja Mama zapytała:

  • Nie miałabyś ochoty polecieć do Australii?

Spojrzałam na nią jak na UFO. (Boże, o co Ty mnie pytasz kobieto?!)

  • No jasne, już lecę się pakować!

Okazało się, że to jednak nie był żarcik. Pytanie było całkiem serio. Przez kolejny rok robiłam więc wszystkie nadgodziny, jakie tylko się dało, odkładałam każdą kasę, jaka nie była niezbędna do przeżycia, załatwiłam wizę, urlop na dwa miesiące, pojechałam i… zakochałam się bez pamięci.

Kawałek mojego serca już chyba na zawsze został w Australii i stąd też po powrocie czułam potrzebę podzielenia się swoim zachwytem ze światem. Założyłam więc bloga, na którym postanowiłam zebrać wszystkie swoje wrażenia z pobytu w Krainie Kangurów. Dziś możesz je znaleźć tutaj.

Z plecakiem… wszędzie!

Opisanie na blogu moich wrażeń z Australii pozwoliło mi po niemal dekadzie zamknąć ten rozdział w moim życiu (choć nadal tęsknię). Bo przecież nie samą Australią człowiek żyje!

Od zawsze byłam fanką plecaków. Walizki nigdy mnie nie przekonywały, aczkolwiek mam jedną w posiadaniu. Wzięłam ją na wakacje raz. Za to plecaki zdecydowanie darzę szczególną sympatią. Jestem w dodatku wybredna, jeśli chodzi o układ kieszonek, kwestie organizowania przestrzeni w tymże i ogólne parametry mojego – bądź co bądź – towarzysza wielu (zazwyczaj przedeptanych) kilometrów. I lat. Nie miałam w życiu wielu plecaków, jestem bowiem z tych wiernych, które jak raz powiedzą “tak”, to są na dobre i na złe, póki się materia do cna nie zużyje. W związku z tym i proces wyboru nowego plecaka trwa długo, jak również jest obarczony długimi analizami właściwości, opinii i własnym poczuciem estetyki (koniec końców jestem jednak kobietą – rzecz ma być funkcjonalna, ale takie sprawy, jak kolor i ogólny wygląd, nie są mi obojętne!).

Plecak doskonale wpisuje się w bliską mi ideę minimalizmu w życiu. Musisz bowiem rozważnie pakować to, co zamierzasz ze sobą zabrać na wakacje – będziesz to potem nosić na własnym garbie! I o ile kilka kilometrów to jeszcze nie jest wielkie halo, to już kilkanaście albo kilkadziesiąt dziennie powoduje, że z każdym kolejnym kilometrem ciężar zdaje się rosnąć… logarytmicznie 😉

Zabieram ze sobą plecak nie tylko na długodystansowe piesze wędrówki, jak ta wzdłuż wybrzeża Bałtyku, ale również zazwyczaj podróżuję tylko z bagażem podręcznym, na przykład na Lanzarote albo Teneryfę. W dalsze rejony świata i na dłużej również zabierałam ze sobą plecak, tylko nieco większy (mój stary Campus 45l+ 10l był ze mną na trzech kontynentach – w Ameryce Północnej, Australii i Europie – uczcijmy go minutą ciszy, gdyż dokonał swego żywota w tym roku po jakichś 20 latach dzielnej służby).

ja idąca plażą z plecakiem pieszo ze świnoujścia na hel pomiędzy Rowami a Łebą

Z dala od tłumu

Nie to, że nie przepadam za ludźmi – nie przepadam za nimi w nadmiarze. Bardzo cenię sobie spokój i ciszę, lubię samotne podróże, choć cenię też bardzo te, które odbywamy we dwoje (z moim niezastąpionym partnerem życiowym). Mówiąc krótko – nie znoszę tłumów.

Na tym blogu nie znajdziesz więc opisów hoteli i wczasów typu all-inclusive (choć być może kiedyś się skuszę, nawet po to, by móc stwierdzić, że to jednak nie dla mnie). Z pewnością znajdziesz za to dużo przyrody i ciekawostek na jej temat, gdyż tkwi we mnie niespełniony biologo-geolog. Znajdziesz niebanalne sposoby na zwiedzanie różnych miejsc, zwykle z dala od głównych szlaków i podążających nimi tłumów. W oko wpaść mogą Ci zarówno długodystansowe piesze wędrówki, jak i krótkie, weekendowe wypady do miejsc zupełnie nieoczywistych, o których być może nawet nie słyszałeś, a wcale nie są tak daleko.

Marzenia i plany

Jakby się zastanowić, mogłoby się okazać, że to – zaraz po oddychaniu i paru innych podobnych czynnościach – moje główne aktywności w życiu 🙂 I zupełnie przypadkiem większość z nich kręci się wokół podróży 🙂 Ogłoszenie pandemii istotnie wpłynęło na zmianę moich planów z tym związanych, ale jedynie wydłużyło listę marzeń! 🙂 Ta rośnie szybciej niż dług publiczny Polski!

Sporą część z nich zmuszona jestem chwilowo odłożyć na wyższą półkę, ale to nie szkodzi! Czyż to nie doskonała okazja do odwiedzenia wszystkich tych miejsc w Polsce, które wcześniej odkładałam “na potem”, bo to przecież blisko i “zawsze można tam pojechać”, a przez to jakoś nigdy się nie składało, by to uczynić?

Postanowiłam zacząć od… własnego podwórka. Fabrycznie jestem ze Szczecina, toteż na pierwszy ogień stawiam na województwo zachodniopomorskie, a zwłaszcza jego mniej znane rejony. Aczkolwiek nie zamierzam się ograniczać tylko do tych ram i z pewnością zdarzą mi się również wypady gdzieś dalej.

Ponadto, pod koniec 2020 roku postanowiłam zdobyć Koronę Gór Polski. Na razie na koncie mam dopiero 6 szczytów, na które wdrapałam się w 2021 roku, więc z pewnością możesz liczyć na kolejne relacje z wędrówek po różnych pasmach górskich w naszym kraju.

Niezmiennie mam nadzieję, że jak każde zbiorowe szaleństwo – tak i to – kiedyś się jednak skończy.

ja na szlaku w Wilsons Prom

Cichy bohater drugiego planu

Każde wielkie przedsięwzięcie ma takiego swojego bohatera i nie inaczej jest w tym przypadku. Być może zauważyłaś, że w niektórych miejscach na blogu pojawia się liczba mnoga. Tą drugą połową jest Krzysztof. To on znosi moje humory i zwątpienia, to on stoi na straży wszelkich planów i dba, by w miarę możliwości nie umierały zbyt szybko. To on dzielnie ze mną łazi, nosi cięższe rzeczy i wozi mi tyłek gdzie trzeba, bo ja, mimo posiadania prawa jazdy od 20 lat, od równie dawna nie siedziałam za kierownicą niczego ponad gokartem. To on czasem pozwala się użyć jako anonimowa postać na niektórych zdjęciach (“żeby był tam jakiś ludź”). On też cierpliwie bierze na klatę wszystkie moje jęki z gatunku “Pojedźmy do Kostaryki/Gwatemali/Kiribati/Australii/Nowej Zelandii/Wietnamu/Tadżykistanu/Włoch/wybierz-dowolne-miejsce-na-świecie”.
I poniekąd on jest inspiracją dla powstania projektu #acotamjest, o którym więcej możesz przeczytać tutaj.

Krzysiek nie udziela się aktywnie na blogu, ale jest jego istotną częścią 🙂 Za co niezmiennie mu dziękuję 🙂

Leave a Comment

* Używając tego formularza, wyrażasz zgodę na przechowywanie Twoich danych przez tę stronę zgodnie z polityką prywatności.

Ta strona potrzebuje ciastek (cookies), żeby poprawnie działać. Bez tego ciężko ją zapędzić do roboty :) Niech żre na zdrowie! Co to za ciastka?