Home GÓRYGóry w PolsceSudety Śnieżka zimą – 3 proste rady jak wejść i… wrócić

Śnieżka zimą – 3 proste rady jak wejść i… wrócić

by Dominika
Stacja Meteorologiczna na szczycie Śnieżki zimą

Śnieżka nie jest trudną do zdobycia górą, nawet zimą. A jednak co jakiś czas zdarza się, że ktoś z niej nie wraca. Do napisania tego artykułu zainspirował mnie nasz ostatni wypad w Karkonosze w lutym 2024 roku i przerażające obrazki, jakie podczas wycieczki na własne oczy miałam wątpliwą przyjemność zobaczyć. Będzie więc emocjonalnie, ze sporą dozą sarkazmu, ale inaczej w tych okolicznościach sobie tego nie wyobrażam.

Nie znalazłam statystyk wypadków na Śnieżce, ale przyznam bez bicia, że nie szukałam też nazbyt głęboko. Wystarczy wspomnieć, że od końca stycznia do końca lutego 2024 roku, czyli w ciągu 4 tygodni, ze Śnieżki ześlizgnęły się przynajmniej 4 osoby. I zanim pomyślisz sobie, że co to tam poślizgnąć się na lodzie czy śniegu, to spieszę dopowiedzieć, że dwie osoby dokonały tego ze skutkiem śmiertelnym, jedna z ciężkimi obrażeniami trafiła do szpitala w stanie krytycznym i tylko młoda Czeszka miała wyjątkowe szczęście, żeby przejechać kilkaset metrów w dół bez większego uszczerbku, poza lekkimi stłuczeniami i zadrapaniami. Na miejscu czeskiego Lotto rozważyłabym wypłacanie jej comiesięcznej pensji tylko za to, żeby u nich nie grała.

Artykuł zawiera linki afiliacyjne (programy partnerskie). Oznacza to, że jeżeli zdecydujesz się na zakup (np. rezerwację noclegu), ja otrzymam z tego niewielką prowizję. Link afiliacyjny nie ma wpływu na wysokość ceny i nic Cię nie kosztuje. A mi pomoże kontynuować pracę na blogu, żeby dostarczać Ci wartościowych treści 🙂
Schronisko Dom Śląski na Przełęczy pod Śnieżką i Śnieżka w tle

Koniec śmieszków

Tu naprawdę żartów nie ma. Ześlizgnięcie się ze Śnieżki brzmi bowiem lekko, a może nawet zabawnie, ale po północnej (polskiej) stronie w praktyce oznacza zjechanie Rynną Śmierci (lub obok) w dół Kotła Łomniczki zwykle kilkaset metrów po stromym, oblodzonym zboczu. W zasadzie w przepaść. Bo mówimy tu o zboczu, na którym w warunkach zimowych człowiek bez odpowiedniego przygotowania, ma nikłe szanse ustać w ogóle na nogach. Przeważnie taka “przejażdżka” kończy się rozległymi obiciami i uszkodzeniami narządów wewnętrznych, a to brzmi jak mało przyjemna śmierć. Nie wiem, jak Ty, ale mnie wcale nie korci sprawdzać, jak to jest.

I choć tyle się mówi o bezpieczeństwie w górach, o odpowiednim ubiorze oraz ekwipunku, o rozwadze i mierzeniu sił na zamiary (chociaż rozsądniej byłoby chyba mierzyć zamiary na siły), to nadal powszechne są takie obrazki, jakie oglądaliśmy w piękny, zimowy weekend w drodze na Śnieżkę: ludzie idący po oblodzonym, stromym szlaku, właściwie wciągający się na na szczyt po wbitych wzdłuż drogi łańcuchach, ponieważ raczki to są dla słabych, a oni mają super adidasy czy inne buty sportowe, najlepiej nawet bez bieżnika, żeby się lepiej ślizgało. Do tego jeszcze często w towarzystwie dzieci. Rzekłoby się: brawo! Ale ręce opadają do kostek.

Większość z tych osób rzeczywiście weszła na Śnieżkę i z niej zeszła o własnych siłach, więc można powiedzieć: ale o co chodzi, o co ten cały raban, skoro nic się przecież nie stało? A jednak stało się, bo pewien Czech tyle szczęścia nie miał i zaliczył 200-metrowy zjazd prawie z wierzchołka góry. W czasie, kiedy my po zejściu ze szczytu siedzieliśmy sobie beztrosko w Domu Śląskim na Przełęczy pod Śnieżką, po zboczu, bez żadnej kontroli nad swoim losem, zjeżdżał w przepaść człowiek. Te 200 metrów wystarczyło, by śmigłowiec służb ratowniczych odstawił go do szpitala w stanie krytycznym. Nie wiem, czy przeżył. Ale jeśli tak, to na pewno nie będzie jego najlepiej wspominany weekend w życiu.

To mógł być każdy z nas. Niezależnie od naszego indywidualnego przygotowania. Ilość osób stwarzających zagrożenie dla siebie i innych na szlaku była zatrważająca. Bo to nie jest tylko tak, że Twoja sprawa i Twoje ryzyko. Wyobraź sobie, że poślizgniesz się i niczym worek cementu wjedziesz komuś prosto w nogi. Może się nawet szczęśliwie zatrzymasz, może złapiesz łańcucha i nie zlecisz dalej po zboczu. Ale osoba, którą właśnie podciąłeś, może już tej szansy nie mieć. Swoją niefrasobliwością, brakiem odpowiedzialności i wyobraźni zabijasz człowieka. A przecież wcale tego nie chcesz, prawda?

W tym artykule podpowiem Ci kilka banalnych, ale skutecznych sposobów na zwiększenie swoich szans wejścia na Śnieżkę zimą i zejścia z niej na własnych nogach. Podpowiem jak nie zostać wątpliwym bohaterem sensacyjnych nagłówków w mediach jako kolejna “ofiara gór” i przedmiotem niekończących się elaboratów na temat ludzkiej głupoty w komentarzach. Te trzy rady, które Ci zaraz przedstawię, mogą się wydawać oczywiste, a jednak co roku okazuje się, że wcale takie nie są.

Jeśli podoba Ci się to, co robię, możesz mi pomóc robić to dalej 🙂

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Po tych szlakach nie chodź

Niektóre szlaki bywają okresowo zamykane. Całkiem często dzieje się to zimą. W Karkonoszach takich dróg jest kilka, szczególnie w okolicach Śnieżki. I to naprawdę nie wynika z tego, że pracownicy parku pomyśleli, że to będzie ubaw po pachy, jak będziesz musiał iść naokoło albo odwrotnie – bardziej stromo zamiast spacerkiem po zboczu.

Powody do zamknięcia szlaków są różne. A to wycinka fragmentu lasu, a to okres godowy jakiejś zwierzyny, której uprasza się nie przeszkadzać w przedłużaniu ciągłości gatunku, a to zagrożenie lawinowe czy zupełnie banalny remont szlaku, którego na pewnym odcinku może wtedy… nie być. Albo jego przejście może być istotnie utrudnione. Przy okazji ciekawostka, bo nie wiem, czy wiesz, ale największa póki co tragedia związana z zejściem lawiny w Polsce, miała miejsce właśnie w Karkonoszach. To był rok 1968, w lawinie zginęło wtedy 19 osób, a sama akcja poszukiwawcza trwała 2 tygodnie.

Zamknięcie szlaku zwykle objawia się taśmą rozpiętą w poprzek drogi, którą szlak prowadzi. Czasem towarzyszy temu zjawisku jakaś tablica informująca o tym, że szlak jest zamknięty, a w wersji de lux możesz napotkać na coś w rodzaju drewnianego szlabanu. Nie ignoruj tego. Nie próbuj udowodnić światu, że wiesz lepiej i nikt Ci nie będzie życia układał. Każde zamknięcie szlaku ma jakąś istotną przyczynę, bo nikt nie siedzi i nie rzuca kostkami na zasadzie: “o, wypadło osiem, to dziś zamknijmy żółty pomiędzy Strzechą Akademicką a Białym Jarem”. To raczej działa tak: “mamy zimę, a ten szlak biegnie w poprzek stoku narciarskiego, to go zamknijmy, żeby nikt nie łaził i nie stwarzał ryzyka zderzenia z pędzącym w dół narciarzem”.

A skąd wiedzieć wcześniej, który szlak jest zamknięty? Informacje o tym zwykle można znaleźć na stronie parku narodowego, na terenie którego szlak się znajduje, choć oczywiście nie wszystkie górskie szlaki są na terenie parków narodowych. Jeśli chodzi o Karkonoski Park Narodowy, to wszystkie aktualne informacje możesz znaleźć na stronie KPN w zakładce “Ostrzeżenia”.

Przydatne strony do planowania wycieczek po Karkonoszach zimą:

Ostrzeżenia Karkonoskiego Parku Narodowego – zamknięte szlaki

Karkonoski GOPR – aktualne warunki, prognozy pogody, zagrożenie lawinowe, ostrzeżenia

Jako całkiem rozsądne i dobrze prowadzone źródło mogę Ci również polecić stronę mapa-turystyczna.pl. Jest naprawdę użyteczna do planowania wędrówek (nie tylko po górach), a jak zaznaczysz swoją trasę, ukażą Ci się dodatkowe komunikaty, np. o tym, że może być zamknięta. My bazowaliśmy właśnie na informacjach z mapy-turystycznej i w przypadku karkonoskich szlaków potwierdziły się one w całości. Poniżej możesz zobaczyć również mapkę często zamykanych zimą szlaków w okolicy Śnieżki.

Mapa szlaków wokół Śnieżki z zaznaczonymi często zamykanymi szlakami zimą
Źródło: https://mapa-turystyczna.pl. Opracowanie własne.
Widok ze Śnieżki na zimowe Karkonosze po czeskiej stronie
Widok na góry pokryte śniegiem w Karkonoskim Parku Narodowym ze szczytu Śnieżki

Stąpaj twardo po ziemi

Wszyscy wiedzą, że porządne buty w górach są ważne, choć nie wszyscy rzeczywiście się do tego stosują. To, co istotne jest latem, zimą nabiera jeszcze większego znaczenia. Nawet najlepsze buty z cudowną podeszwą nie uchronią Cię przed ślizganiem się po lodzie lub mocno zmrożonym, czy też ubitym, śniegu. A jeśli po tym lodzie próbujesz iść ostro pod górę, to w najlepszym razie możesz wyglądać jak niejeden bohater kreskówki, któremu drugi wylał pod nogi olej lub rzucił skórkę od banana. Na pewno kojarzysz te zabawne sceny z jazdą na jednej nodze i wymachiwaniem rękami w powietrzu.

W rzeczywistości może już tak zabawnie nie być. Jeszcze pal licho jeśli “tylko” skręcisz kostkę lub złamiesz rękę podczas upadku, choć nikomu nie życzę takich atrakcji. Gorzej, jeśli idziesz pod górę, a tu nagle – siup! I lecisz na dupie w przepaść. W tym już zupełnie nic śmiesznego nie ma.

Aby zminimalizować ryzyko poważnego uszczerbku na zdrowiu, utraty życia lub tylko zwykłej kompromitacji, należy zadbać o lepszą przyczepność naszych solidnych butów do śliskiego podłoża. W tym celu stworzono raki, a w ostatnich latach na rynku pojawiła się również ich lżejsza wersja – raczki.

Co one robią? Czym się różnią raki od raczków? Kiedy stosować jedne, a kiedy drugie?

Sprawa, przynajmniej na podstawowym poziomie, jest dość prosta i intuicyjna. Zarówno raki, jak i raczki, to kolce doczepiane do butów w różny sposób, dzięki czemu podeszwa buta zyskuje dużo przyczepności do podłoża i można o wiele wygodniej i sprawniej chodzić po mocno ubitym śniegu lub lodzie.

Raki są większe. Znaczy mają większe kolce i różne systemy mocowania na butach, więc i buty muszą być odpowiednie: po pierwsze – za kostkę, po drugie – muszą mieć sztywną podeszwę (do niektórych rodzajów raków nawet bardzo sztywną). Raki wymagają pewnego doświadczenia i umiejętności obchodzenia się z nimi. W niewprawnych rękach, a raczej na niewprawnych nogach, można uszkodzić nimi siebie lub przynajmniej nogawki spodni albo buty. Raki zdecydowanie powinny być częścią Twojego ekwipunku, jeśli wybierasz się zimą w Tatry czy inne wysokie góry.

Raczki – jak sama nazwa sugeruje – są mniejsze. Mają krótsze i mniej ostre kolce, więc są też bezpieczniejsze dla początkujących amatorów górskich wędrówek. Także dla dzieci. Mogą być mocowane do butów paskami albo rozpięte na silikonowej opasce, którą po prostu nakłada się na buta. Do raczków też najlepiej mieć buty za kostkę, ale ich podeszwa nie musi być tak sztywna. Teoretycznie da się je założyć na każde buty, pewnie nawet na te “adidasy”, w których ludzie namiętnie łażą w góry nawet zimą, ale nie polecam takiego rozwiązania. Raczki są doskonałym wyborem w niższe góry, a więc Sudety lub Beskidy.

Tłumy ludzi na czerwonym szlaku na Śnieżkę

Cofnąć się to nie wstyd!

Ta zasada jest świetna o każdej porze roku: jeśli na trasie swojej wycieczki napotkasz na zamknięty szlak, o którym nie wiedziałeś, jeśli nagle istotnie pogorszy się pogoda, spadnie widzialność lub wyraźnie idzie burza, jeśli dystans Cię przerósł, jeśli jest upał, a Ty nie masz dostatecznej ilości wody, jeśli dzieje się COKOLWIEK, co sprawia, że nie czujesz się pewnie tego, co robisz albo zadzieją się okoliczności, na które nie jesteś przygotowany i które mogą się wiązać z jakimś zagrożeniem dla Ciebie – zawróć.

To jest takie proste. Zwyczajnie zawróć. Ewentualnie zmień trasę, skróć ją, wróć do miejsca, w którym nocujesz, tudzież skieruj się – po szlakach! – do najbliższego miejsca (schroniska, miejscowości), które będzie bezpieczne. Nie musisz koniecznie dziś zdobywać tej góry. Zrobisz to następnym razem. Ona tu stoi setki tysięcy lat, poczeka na Ciebie jeszcze trochę. Daj jej szansę, żeby się doczekała i nie szarżuj. Po co leziesz na punkt widokowy nad urwiskiem, jeśli widzialność spadła właśnie do dwóch metrów w każdą stronę, więc żadnego widoku i tak nie zobaczysz, za to możesz się z tego urwiska spierniczyć?

Cofnięcie się, zawrócenie z drogi, to nie jest żaden wstyd. Robili to wiele razy nawet najwięksi górołazi i wspinacze. Każdy, kto po górach chodzi choć trochę, zupełnie hobbystycznie, urlopowo, ma na koncie co najmniej kilka taktycznych odwrotów. Powiem więcej: powinien je mieć! Bo to świadczy o umiejętnym szacowaniu swoich sił i doświadczenia, o dojrzałym podejściu do wędrowania i najprościej mówiąc: o rozsądku. Prawdziwy bohater wie, kiedy się wycofać w trudnej sytuacji. Pozostałych ściąga GOPR, nierzadko w workach.

Na szczycie zaśnieżonej Śnieżki

Ponadto: nie bój się mówić

Trzy zasady bezpiecznego wędrowania po górach zimą, o których napisałam w poprzednich akapitach, to takie najbardziej podstawowe sprawy. Takie oczywiste oczywistości. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dodała do tego jeszcze kilku zdań odnośnie czwartej zasady, którą uważam za równie ważną, a która może być najtrudniejsza ze wszystkich.

Zwracaj uwagę. Jeśli mijasz na szlaku ludzi, którzy idą drogą, o której wiesz, że kawałek dalej jest zamknięta albo niebezpieczna, albo jeśli mijasz ludzi, którzy nie są odpowiednio przygotowani do panujących warunków i może to stwarzać dla nich (i dla otoczenia) realne zagrożenie, albo z dowolnego innego, istotnego powodu – zwracaj ludziom uwagę na te sprawy. Oczywiście grzecznie, z nutką dyplomacji, nie z wyższością “wiedzącego lepiej”, bo to budzi jedynie opór. A już na pewno nie naskakuj na nikogo z ryjem, gdyż jedyne, co w ten sposób uzyskasz, to awantura.

Pomyślisz może, że chyba mnie pogięło, by obcym ludziom zwracać uwagę i narażać się na opiernicz lub inną nieprzyjemną reakcję. Może tak, ale sama często właśnie tak robię. Zdarza się, że spotyka się to z niemiłą reakcją albo z obraźliwym komentarzem, częściej jednak jest po prostu ignorowane. Ale bywa, że ludzie dziękują za uwagę, za podpowiedź lub poradę i czasem faktycznie zmieniają swoje plany, bo dochodzą do wniosku, że nie są one w danych okolicznościach najlepsze.

Podczas naszego ostatniego wyjścia na Śnieżkę zwróciłam uwagę na brak raczków przy dużym oblodzeniu szlaku trzem osobom. Zaledwie trzem, bo liczba osób, która była zupełnie nieprzygotowana, była znacznie, znacznie większa. Wszystkie trzy osoby na moją sugestię, żeby przemyślały czy w tych warunkach kontynuowanie marszu (bardziej to było wciąganie się pod górę po łańcuchach przy szlaku) jest dla nich bezpieczne, nie odpowiedziały mi zupełnie nic. Jedną z “pouczonych” była matka z dzieckiem w wieku około 6-7 lat. Minęłam ich i poszłam dalej. Kilkanaście metrów wyżej przystanęłam na moment, żeby odetchnąć i spojrzałam w dół. Matka z dzieckiem stała z boku ścieżki, rozglądała się i mam nadzieję, że właśnie podejmowała decyzję o powrocie na przełęcz, póki jeszcze nie zaszli zbyt daleko.

Nie masz wpływu na to, jakie decyzje ludzie podejmują ani jak zareagują na zwrócenie uwagi. Mimo to uważam, że warto jest reagować, bo w niektórych sytuacjach – jak ta na oblodzonym szlaku – źle przygotowany do warunków człowiek może stwarzać niebezpieczeństwo nie tylko dla siebie, ale również dla Ciebie lub dowolnego innego wędrowca. Nie wiem, jak Ty, ale ja w góry chodzę dla przyjemności, a nie żeby się stresować, że ktoś zaraz niechcący zrobi mi krzywdę, bo zabrakło mu/jej wyobraźni.

Pokryte lodem budynki na szczycie Śnieżki

No dobra, to którędy zimą na Śnieżkę?

Najprostsza i najkrótsza trasa na Śnieżkę zimą wiedzie z Karpacza zielono-żółtym szlakiem do Dzikiego Wodospadu na rzece Łomnicy, skąd należy przejść kawałek wzdłuż ulicy Olimpijskiej, by za chwilę skręcić w prawo w ulicę Turystyczną, prowadzącą do dolnej stacji kolei linowej “Zbyszek”.

Na Kopę możesz albo wjechać wyciągiem krzesełkowym, albo wejść czarnym szlakiem. Aktualny cennik i godziny działania wyciągu znajdziesz na tej stronie.

Zachęcam jednak, aby na Kopę wejść, o ile Twoja kondycja i czas Ci na to pozwalają. Cała trasa w obie strony ma niecałe 15 km, co nie wydaje się dużo, ale weź pod uwagę, że zimą dzień jest krótszy, a dodatkowo po śniegu czy lodzie idzie się nieco wolniej niż po suchej nawierzchni. Mapkę z zaznaczoną trasą możesz zobaczyć poniżej.

Czarny szlak na Kopę nie jest trudny. Idzie się oczywiście cały czas pod górę, bo na dystansie 3,6 km musisz podejść około 560 metrów. Jeśli chodzi o walory widokowe, to przez długi czas na początku szału nie ma, gdyż idzie się przez las, ale już powyżej Białego Jaru będziesz szedł zboczem Kopy i tu przy dobrej pogodzie można cieszyć oczy panoramą Karpacza i Kotliny Jeleniogórskiej w oddali.

Czarny szlak na odcinku z Kopy do Białego Jaru w Karkonoszach

Z Kopy, gdzie znajduje się górna stacja wyciągu krzesełkowego, idziesz dalej czarnym szlakiem na Przełęcz pod Śnieżką. Ten odcinek jest prawie płaski i bardzo przyjemny. Na przełęczy możesz zrobić sobie przerwę w tutejszym schronisku – Domu Śląskim, choć uprzedzam, że zwłaszcza w weekendy potrafi on być bardzo zatłoczony.

Stąd na szczyt Śnieżki zostaje Ci już tylko ostatni kilometr do przejścia. To najtrudniejszy odcinek. Zimą trasa prowadząca wokół po zboczu Śnieżki – tzw. Droga Jubileuszowa (niebieski szlak) – jest zamknięta, więc od tej strony Twoją jedyną opcją jest szlak czerwony, ten z łańcuchami. Trzeba wziąć pod uwagę, że szlak może być mocno oblodzony, a dodatkowo na północnych zboczach często wieją silne wiatry, więc raczki na butach w takich warunkach to konieczność. Ponadto Śnieżka słynie z tego, że często chowa się w chmurach, toteż należy się liczyć z dużym ryzykiem ograniczonej widzialności.

Najłatwiej jest wrócić ze szczytu tą samą trasą, jak się wchodziło, ale jeśli nie lubisz chodzić po własnych śladach, możesz zrobić pętlę i wybrać wariant przez Czarną Kopę, Jelenkę i Sowią Dolinę. Zejście będzie wtedy o 2,5 kilometra dłuższe, ale jeśli nie robi Ci to różnicy, to warto spróbować. Poniżej wkleiłam Ci mapkę z zaznaczoną trasą tego zejścia.

Nocleg z widokiem na Śnieżkę

Na koniec chciałabym się z Tobą podzielić moim tegorocznym odkryciem jeśli chodzi o nocleg w Karpaczu. Szczerze polecam Ci ten obiekt, bo znalazłam w nim wszystko, czego zazwyczaj szukam, a nawet jeszcze więcej:

  • znajduje się na ulicy Pustej, a więc nie tak daleko od Świątyni Wang, co oznacza również bliskość szlaków we wszystkie strony – na Śnieżkę, do Samotni i Strzechy Akademickiej, do Pielgrzymów i Słoneczników, jak również na wschód: do Sowiej Doliny czy na Skalny Stół,
  • mieliśmy do dyspozycji niewielkie pokoje z własną łazienką oraz czajnikiem, lodówką, kubeczkami i sztućcami (na korytarzu były też ogólnodostępne suszarki do włosów),
  • obiekt ma dużą kuchnię dostępną dla wszystkich i jest ona bardzo fajnie wyposażona – jest kuchenka, mikrofala, talerze, garnki, sztućce, nawet kieliszki do wina, opiekacz i gofrownica, gdyby ktoś miał ochotę na gofry na śniadanie,
  • obok kuchni jest też duży salon z kanapami, sofami, pufami, ale też dużym stołem z krzesłami – idealne miejsce, by tam posiedzieć wieczorem i pograć w planszówki przy lampce wina lub piwie,
  • a w bonusie mieliśmy balkon i świetny widok z okiem naszego pokoju prosto na pasmo Karkonoszy, Czarną Kopę i Śnieżkę!

Cenowo wyszło to naprawdę atrakcyjnie, zwłaszcza w porównaniu z innymi obiektami w okolicy. Tym miejscem była Panorama Gór w Karpaczu. Żeby nie być gołosłowną, zrobiłam kilka zdjęć jak wyjeżdżaliśmy, więc możesz zobaczyć, jak to wygląda naprawdę. Byliśmy tam pierwszy raz, ale zdecydowanie zapisujemy na naszej liście wartych ponownego odwiedzenia miejsc na przyszłość.

Widok z okna naszego pokoju w Karpaczu na Śnieżkę
Nasz pokój w obiekcie Panorama Gór w Karpaczu
Łazienka w naszym pokoju w obiekcie Panorama Gór w Karpaczu
Kuchnia w obiekcie Panorama Gór w Karpaczu
Salon w obiekcie Panorama Gór w Karpaczu
Salon dla gości w obiekcie Panorama Gór w Karpaczu

Leave a Comment

* Używając tego formularza, wyrażasz zgodę na przechowywanie Twoich danych przez tę stronę zgodnie z polityką prywatności.

Zobacz więcej

Ta strona potrzebuje ciastek (cookies), żeby poprawnie działać. Bez tego ciężko ją zapędzić do roboty :) Niech żre na zdrowie! Co to za ciastka?