Tajemnice zadziwiającego kamyka

Uluru w promieniach słońca o świcie

Musiał się mocno zdziwić pan Ernest Giles, gdy po tygodniach pełnej trudów podróży przez pustynię, dostrzegł na horyzoncie skaliste kształty. Wyobraź sobie: idziesz (może raczej jedziesz konno albo na wielbłądzie, które były swego czasu sprowadzane tutaj), jedziesz, dzień za dniem, tygodniami, wszędzie po horyzont widzisz niemal płaską jak stół, czerwoną ziemię, porośniętą wyschniętą na wiór roślinnością, karłowatą, kolczastą i ogólnie średnio przyjazną. Jedziesz tak w upale i czerwonym kurzu, który wdziera się dosłownie wszędzie i końca nie widać. Aż tu nagle, pośrodku niczego, dostrzegasz w oddali wypukłe kształty.

Kata Tjuta o wschodzie słońca Australia
Panorama The Olgas (Kata Tjuta)

Pan Giles, wraz z ekspedycją penetrującą centralne obszary Australii, dotarł w 1872 roku do grupy skalnych kopuł, które oznaczył na mapie nazywając The Olgas. Do samego Uluru, oddalonego o nieco ponad 40 km, już nie dotarł, ale najwyraźniej widział ten ogromny monolit na horyzoncie, bowiem określił go mianem.. zadziwiającego kamyka (ang.: the remarkable pebble).

Rok później, w 1873 r., na czele kolejnej ekspedycji wysłanej w głąb lądu przez australijski rząd, trafił tutaj pan William Gosse, który stanąwszy u stóp tego olbrzymiego, jak się okazało, kamyka, nadał mu nazwę Ayers’ Rock, na cześć urzędującego wówczas premiera stanu Australia Południowa, Henry’ego Ayersa. Naniósł na mapy odpowiednie poprawki, opisał wszystko, co znalazł i uznał za istotne i… włączył kolejne tereny do kolekcji potężnej korony brytyjskiej.

Wtedy też plemiona Aborygenów, które zamieszkiwały te obszary, straciły ziemie swoich przodków. I nawet gdyby ktokolwiek wiedział, że The Olgas miały już swoją nazwę, która brzmiała Kata Tjuta, a Skała Ayersa to Uluru, że miejsca te dla ich mieszkańców mają znaczenie szczególne, nikogo by to pewnie nie obeszło. I nie bardzo obchodziło przez kolejne ponad 100 lat.

droga dookoła Uluru Australia

Wielki sen Baiame

Zarówno Uluru, jak i Kata Tjuta, są dla Aborygenów miejscami świętymi. W ich pojmowaniu, nie byli oni właścicielami ziemi, na której mieszkali. Oni z tą ziemią współistnieli. To niesamowite, że motyw Matki-Ziemi pojawia się niemal we wszystkich chyba kulturach. A przynajmniej jest bardzo powszechny.

Według aborygeńskich legend, świat wyłonił się… ze snu Wielkiego Ducha Baiame, od którego szeptu zaczęło się wszystko. Powstała ziemia, woda, roślinność, zwierzęta, skały, jaskinie, słone jeziora, cała materia ożywiona i nieożywiona. Świat się przebudził. Powstał też człowiek, ale nie jako pan tej ziemi, ale jako element całości świata. I według tradycji tutejszych ludów, wszystkim tym elementom na równi należny jest szacunek.

Ludzie Anangu, opiekujący się tą ziemią, wierzą w świat duchowy, w duchy przodków, którzy nadali kształt ich światu, w duchowy element w każdej istocie. W okolicy Uluru pomieszkuje wiele boskich istot, zajmujących istotne miejsce w aborygeńskich legendach – jaszczurka Lungkata o niebieskim języku, pyton Kuniya, brązowy, jadowity wąż Liru i dzielni wojownicy z plemienia Mala pod postacią maleńkich kangurków zwanych filandrami kosmatymi. Od ich imion nazwano szlaki spacerowe wiodące wokół wielkiej skały.

droga spacerowa wokół Uluru Australia

Święte miejsca Aborygenów (sacred sites) to elementy ich świata, które mają duże znaczenie dla ich tradycji. Może to być drzewo, skała, jaskinia, wzgórze, źródło, jezioro… Wiele z nich związanych jest z legendą o wielkim śnie Baiame, z aktem stworzenia świata i człowieka. Inne to miejsca odprawiania ceremonii. Aborygeni nie mówią o nich wiele. Częściowo uchylają rąbka tajemnicy, pozwalają obcym zerknąć przez szparę w drzwiach, zrozumieć ich świat i poczuć nieco aurę ich wierzeń, tradycji, kultury. Ale niektóre święte miejsca mają moc tak wielką, że nie wolno o nich nawet mówić.

Opiekunowie tych miejsc mają za zadanie ich strzec, mogą w nich odprawiać ceremonie i śpiewać związane z nimi pieśni. Naruszenie ich świętości może być zgodnie z wierzeniami niebezpieczne zarówno dla naruszającego, jak i opiekuna.

Święte miejsca chronione są prawem stanu Terytorium Północne. Jeżeli gdzieś są znaki zakazu wstępu, fotografowania lub filmowania – odwiedzający muszą ten zakaz uszanować.

Jak dojechać?

Kompleks Uluru-Kata Tjuta znajduje się ok. 450 km na południowy-zachód od Alice Springs i ciężko byłoby tutaj dojeżdżać, zwłaszcza na podziwianie wschodu słońca, aż stamtąd. Dlatego utworzono kompleks turystyczny w Yulara, oddalony o ok. 20 km. W tamtejszym Ayers Rock Resort można znaleźć każdy nocleg – od pięciogwiazdkowego hotelu po kempingi. Znajdują się tam również sklepy, poczta i podstawowe punkty usługowe.

Stamtąd też startują wszystkie grupy udające się do Uluru, jak również indywidualni turyści. Jedzie się tam drogą prowadzącą przez pustynię, wszyscy wypatrują przez okna w atmosferze wyczekiwania, którą często podkręcają żartobliwi przewodnicy ogłaszając konkursy w grupie, kto pierwszy dostrzeże Uluru i… czekający na wybuch pierwszej radości, żeby…

Fooluru skała przy drodze w drodze do Uluru Australia

…móc ze śmiechem oznajmić, że skała, która się właśnie wyłoniła zza zakrętu, to potocznie zwane Fool-uru (z ang. „Uluru głupców”). Jest bowiem po drodze taka skała, która swoim wyglądem i rozmiarami (bo jest blisko drogi) przypomina nieco prawdziwe Uluru i ku uciesze przewodników, prawie każdy się na ten żarcik łapie 😉

Samotnie czy z grupą?

Odpowiedź na to pytanie zależy oczywiście od wielu czynników: własnych preferencji, budżetu, ale również stopnia zaawansowania w podróżowaniu i umiejętności poruszania się w dość trudnym terenie. Jeżeli nie jesteś wytrawnym podróżnikiem, który niejeden kontynent przeszedł lub przejechał, zalecałabym jednak bezpieczniejszy wariant wykupienia jakiejś zorganizowanej wycieczki. Sama tak zresztą zrobiłam, choćby dlatego, że z moją zdolnością do jazdy samochodem, nie wyobrażałam sobie rzucać się na samotną podróż przez pustynię. Poza tym – zorganizowanie noclegu, jedzenia, wszystkich wejść itp. przez lokalnego operatora turystycznego miało swoje plusy i miałam pewność, że o niczym nie zapomnę i wszystko będzie jak trzeba. W związku z tym, z Alice Springs przez Uluru, Coober Pedy do Adelaide, podróżowałam z niewielką, zorganizowaną grupą, co ostatecznie było zdecydowanie tańsze i z mojej perspektywy bezpieczniejsze. Poza tym takie kilkudniowe wycieczki to doskonały sposób na przemieszczanie się z miejsca na miejsce. I, jakkolwiek nie przepadam za stadnym poruszaniem się, tak tego nie żałuję.

Ale oczywiście opcji jest wiele, a przykładowe propozycje możecie znaleźć chociażby tutaj.

Uluru – już nie największe

Przez całe lata Uluru było uznawane na największy monolit świata, ale okazało się to nieprawdą. Ponad dwukrotnie większy jest od niego chociażby Mount Augustus w Australii Zachodniej. Dodatkowe badania stawiają ponadto pod znakiem zapytania czy Uluru rzeczywiście jest monolitem, czy raczej częścią większego kompleksu skalnego stanowiącego całość z Kata Tjuta.

Nie zmienia to faktu, że Uluru jest duże. Ma 348 metrów nad poziomem pustyni i niecałe 10 km obwodu (3,6 km długości i 2,4 km szerokości), aczkolwiek szacuje się, że około 2/3 całej skały znajduje się pod ziemią (choć znalazłam też informacje o 5 km w głąb ziemi).

Uluru o zachodzie słońca Australia

Spacer pośród legend i życiodajny ogień

Wokół Uluru wytyczono kilka szlaków spacerowych, o różnej długości i tematyce. Na miejscu można skorzystać z usług lokalnych przewodników, a o wybranych porach dnia takie spacery są bezpłatne. Dokładne informacje na ten temat można znaleźć na stronie Parku Narodowego Uluru-Kata-Tjuta.

tablica informacyjna szlaki spacerowe wokół Uluru Australia
Tablica informacyjna z mapkami szlaków i zaznaczonymi miejscami, których zabronione jest robienie zdjęć i kręcenie filmów.

Wytyczono pięć szlaków o różnej długości, stopniu trudności (głównie ze względu na odległość do pokonania w upale, bo sam teren nie należy do trudnych) i dostępności dla osób niepełnosprawnych.

Najdłuższy jest szlak podstawowy (ang.: base walk). Ma łącznie 10,6 km długości i szacowany czas jego przejścia określony został na 3,5 godziny. Właśnie ze względu na te parametry ustalono, że jest to szlak o umiarkowanym stopniu trudności. Zdecydowanie warto przejść cały. Podążając ścieżkami wytyczonymi pośród pustynnych zarośli i lasów eukaliptusowych, można podziwiać górę z każdej jej strony, zachwycać się niebanalną rzeźbą, kolorami i cieniami kryjącymi się w jej uskokach i zakamarkach.

droga poprzez spalony las eukaliptusowy koło Uluru Australia

Podczas spaceru, warto przyjrzeć się nie tylko samej skale, głównej bohaterce wyprawy, ale również otaczającej ją roślinności, a może uda się nawet wypatrzeć jakąś interesującą zwierzynę 🙂 Ja próbowałam polować z obiektywem na ptaki, ale bez satysfakcjonujących rezultatów.

W czasie, kiedy tam byłam, dało się zauważyć, że ziemia pokryta była spalenizną, na której powoli odrastał nowy las eukaliptusów. Pożar, jaki miał tu miejsce parę tygodni wcześniej, nie był przypadkowy. To element tradycyjnej ochrony przyrody przed pożarami właśnie. Co roku w Australii wybuchają ogniska ogniowe i niestety z roku na rok ta tradycja jest coraz bardziej zaniedbywana, między innymi za sprawą tzw. ekologów, którzy sprzeciwiają się kontrolowanemu wypalaniu lasów. Efekt? Olbrzymie połacie kraju stają w ogniu, jak miało to miejsce niedawno (2019-2020 r.).

Klimat na tym obszarze jest suchy do wybitnie suchego. W niektórych miejscach na palcach jednej ręki można policzyć dni w roku, kiedy pada deszcz. No, może obu rąk. Ale jest go naprawdę niewiele. Zarówno ziemia, jak i roślinność, są bardzo suche. Do tego wszystkiego dochodzą eukaliptusy. Rośliny te znane są z bardzo przyjemnych olejków eterycznych o korzystnym wpływie na zdrowie człowieka. Kiedy temperatura powietrza wzrasta, a w środkowej części Australii potrafi ona przekraczać 46 stopni w cieniu (!), drzewa zaczynają uwalniać olejki eteryczne, które parując, unoszą się w powietrzu, nadając mu bardzo przyjemny zapach. Duże stężenie tych olejków, potrafi jednak doprowadzić do samozapłonu drzewa.

Dokładnie tak! Największym piromanem w Australii nie jest człowiek, ale eukaliptusy. Australijska fauna jest bardzo różnorodna i występują w niej zarówno pirofity (rośliny przystosowane do przetrwania ognia), jak i pirofile – rośliny, które do swojego życia potrzebują pożaru. Do takich pirofilów należą także eukaliptusy – ich nasiona mieszczą się w takich jakby zdrewniałych torebkach, które otwierają się pod wpływem wysokiej temperatury. Wtedy nasionka wypadają z osłonki i trafiają na glebę użyźnioną popiołem, co stwarza im lepsze warunki do wykiełkowania.

Stąd, w tradycji Australii, było regularne, kontrolowane wypalanie fragmentów lasów. To jest po prostu coś, czego nie da się tam uniknąć i jedyne, co pozostaje, to próbować trzymać ten proces w ryzach. Dlatego cyklicznie wyznaczano poszczególne obszary, oddzielano je od okolicy bezpiecznymi pasami, wycinając część roślinności i… palono. Po to, aby kiedy zdarzy się jakiś pożar, który wybuchnie bez kontroli człowieka, nie rozprzestrzeniał się on tak szybko i nieograniczenie – wypalone wcześniej obszary, na których nie było tak dużo pożywki dla ognia, stanowiły wówczas obszary buforowe, które pozwalały ogień zatrzymać. I łatwiej go ugasić.

krajobraz po przejściu pożaru
nowe życie roślin po przejściu pożaru na pustyni australijskiej

Ale wracając do szlaków…

Poza podstawowym szlakiem dookoła Uluru, wytyczono jeszcze kilka krótszych, bardziej tematycznych, po których oprowadzają lokalni przewodnicy, opowiadając o historii i tradycji żyjących tutaj plemion, jak również o roślinach i zwierzętach, które żyją w tej okolicy:

  • szlak spacerowy Mala do wąwozu Kantju – do miejsca, gdzie lud Mala przybył pierwszy raz do Uluru i osiedlił się. Trasa tego szlaku prowadzi przez kilka jaskiń z przykładami aborygeńskiej sztuki naskalnej. Dodatkową atrakcją są pionowe ściany wąwozu Kantju. Trasa jest ogólnodostępna, jej długość wynosi 2 km w obie strony, czas przewidziany na jej pokonanie to 1,5 godziny,
  • szlak spacerowy Kuniya do jeziorka Mutitjulu – ta trasa jest szczególnie polecana miłośnikom ptaków, gdyż można ich tu sporo zaobserwować. W nielicznych okresach deszczu, można mieć szczęście podziwiać okresowe wodospady. Tutaj również trafia się na jaskinie z przykładami sztuki naskalnej. Trasa prowadzi do okresowego jeziorka, gdzie ludzie z plemienia Anangu opowiadają historie związane ze stworzeniem świata i pokazują dzieła sztuki obrazujące różne legendy. Szlak jest ogólnodostępny, ma długość 1 km w obie strony i zajmuje ok. 30-45 minut,
  • szlak spacerowy Lungkata – pokonując ten szlak odwiedzający mogą poznać legendę o jaszczurce Lungkata i dowiedzieć się dlaczego nie należy zabierać czegoś, co nie jest naszą własnością. Można się również przekonać o niebezpieczeństwach związanych ze wspinaczką na Uluru. Szlak Lungkata łączy szlak Kuniya ze szlakiem podstawowym, skąd można na horyzoncie podziwiać kopuły Kata Tjuta. Szlak jest określony jako łatwy, przy suchej pogodzie jest dostępny także dla osób niepełnosprawnych, ma długość 4 km, a czas jego przejścia szacowany jest na 1,5 godziny,
  • szlak spacerowy Liru – rozpoczyna się przy Centrum Kultury i prowadzi do szlaku podstawowego. Szlak wije się pomiędzy tutejszą krzewiastą roślinnością zwaną mulga, która w okresie deszczowym zakwita pięknymi kwiatami. Szlak oznaczony jest jako łatwy, w porze suchej dostępny także dla niepełnosprawnych, ma długość 4 km i czas, potrzebny na jego pokonanie, szacowany jest na ok. 1,5 godziny.
droga wokół Uluru Australia
ławeczka z wiatą miejsce odpoczynku na szlaku wokół Uluru Australia
skały fale Uluru Australia

Na szczyt Uluru prowadzi widoczna ścieżka, która niegdyś zabezpieczona była łańcuchową poręczą. Kiedyś zdobywanie skały było dość popularne, jednak Aborygeni prosili, by na ich święte miejsce wchodzić. Mimo to, co roku znajdowali się śmiałkowie, którzy próbowali zdobyć świętą górę. Droga na szczyt jest bardzo trudna, stroma i pokonuje się ją w trudnych, upalnych warunkach. Podobno zajmuje około dwóch godzin. Co roku kilka osób ginęło próbując wspiąć się na szczyt, głównie z powodu zawałów serca i upadku. Ostatecznie, w 2019 roku, zostało to prawnie zakazane.

ślad po próbach wspinaczki na Uluru Australia

Powrót do korzeni

Teren Parku Narodowego Uluru – Kata Tjuta jest częściowo zarządzany przed przedstawicieli plemienia Anangu – oryginalnych mieszkańców tych ziem. Własność nad tym obszarem została Aborygenom zwrócona 26.10.1985 roku, jednocześnie przywracając obiektom ich tradycyjne nazwy, a oni wydzierżawili go rządowi Australii celem wspólnego zarządzania istniejącym tu parkiem narodowym. Co roku w październiku odbywa się na pamiątkę tego wydarzenia ceremonia zwrotu utraconych ziem Aborygenom. W 1987 roku park został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

W centrum kultury w pobliżu Uluru można zapoznać się nieco ze sztuką aborygeńską i ich historią, pobrać darmowy przewodnik po okolicy z mapkami szlaków spacerowych wokół skały, można też skorzystać z codziennych bezpłatnych spacerów w przewodnikiem.

Niemal połowa ziem w Północnym Terytorium należy do Aborygenów i potrzebne jest ich zezwolenie na wstęp na te ziemie, co jest uważane za podstawowe prawo ich właścicieli. Zezwolenie należy mieć przy sobie cały czas. Można je uzyskać w Central Land Council.

Nie tylko Uluru…

42 km na zachód od Uluru nad pustynną równiną wznoszą się olbrzymie kopuły, zwane Kata Tjuta (The Olgas). Są to pozostałości ogromnej warstwy skał osadowych, które być może kiedyś były jedną kopułą, wielokrotnie większą od Uluru. Kata Tjuta oznacza w języku Aborygenów „wiele głów” i rzeczywiście jest ich tu aż 36, a największa ze skał – Olga – jest o 200 metrów wyższa od najsłynniejszego monolitu Australii. Można podziwiać cudowny wschód słońca nad pustynią i niesamowitą grę cieni i kolorów na skałach. Spacer Doliną Wiatrów (Valley of the Winds) pozwala nasycić zmysły pięknem tutejszych formacji skalnych. Jeżeli temperatura powietrza przekracza 36 stopni C, szlak jest częściowo zamykany, a i tak lepiej jest się nim poruszać o wczesnych godzinach, kiedy słońce nie jest jeszcze całkiem wysoko. Dla Aborygenów Kata Tjuta dorównuje znaczeniu Uluru, ale niewiele o nich mówią, bo wiedza na ten temat dostępna może być tylko wtajemniczonym członkom plemienia.

Na obszarze Kata Tjuta wytyczono dwie trasy, którymi mogą poruszać się turyści:

  • wspomniana wyżej Dolina Wiatrów (Valley of Winds) – tworzy pętlę, czas jej przejścia szacowany jest na ok. 3 godziny. Trzeba się liczyć z nierównym teren i kilkoma podejściami pod górkę po skałach, dlatego lepiej mieć kryte obuwie trekingowe. Trasa jest zamykana kiedy temperatura w cieniu przekracza 36 stopni.
  • trasa przez wąwóz Olga (Olga Gorge lub Walpa Gorge) – krótsza, typu tam-i-z-powrotem, prowadzi ślepo zakończonym wąwozem do skalnego jeziorka na jego końcu.

Taniec cieni i barw o wschodzie (i zachodzie) słońca

Podziwianie Uluru o zachodzie bądź wschodzie słońca to bardzo popularna atrakcja turystyczna. Są w okolicy wydzielone specjalne obszary, w których gromadzą się turyści spragnieni pięknego widoku i setek zdjęć. Codziennie w tych miejscach gromadzą się tłumy (choć nie aż tak przerażające, przynajmniej kiedy tam byłam), żeby podziwiać spektakl tańca cieni w zakamarkach skał i zmieniających się, wraz z kątem padania promieni słonecznych, barw.

Nie ma znaczenia ile zdjęć Uluru zobaczysz w życiu (wiele z nich podkolorowanych przy pomocy obróbki cyfrowej 😉 ), ujrzenie jej na własne oczy i tak zrobi na Tobie niesamowite wrażenie. Mówi się, że skała nigdy nie wygląda tak samo dwa razy. Za każdym razem inaczej układa się na niej światło, inną barwę z niej wydobywa. Podobnie Kata Tjuta. To takie widoki, na które można by patrzeć godzinami, które jednocześnie uświadamiają jak ulotna jest chwila. Paręnaście sekund, już słońce jest nieco wyżej (lub niżej), pojawi się chmurka lub się rozproszy i już cienie układają się inaczej, już inna barwa wysuwa się na pierwszy plan. Czerwienie tańczą z pomarańczami i fioletami przy akompaniamencie również zmieniającego się nieba. Widok, który ma w sobie coś magicznego i który nawet po latach ciężko jest zapomnieć.

Dlatego jeżeli wybierzesz się kiedyś do Australii, to cokolwiek planujesz tam zobaczyć, naprawdę warto rozważyć włączenie Czerwonego Środka z jego „zadziwiającym kamykiem” do swojej podróży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *