Home GÓRYGóry w PolsceSudetyGóry Kamienne Waligóra (Góry Kamienne) – 15 minut i po bólu

Waligóra (Góry Kamienne) – 15 minut i po bólu

by Dominika
Przełęcz Trzech Dolin ośnieżona trasa do Schroniska Andrzejówka Waligóra w tle

Góry Kamienne były ostatnim naszym celem podczas zimowego wypadu w góry w lutym 2022 roku. A konkretniej – był nim szczyt Waligóra, zaliczany do Korony Gór Polski, którą od zeszłego roku zdobywamy.

Czytałam wcześniej różne relacje, głównie dotyczące wchodzenia na ten wierzchołek, i wszystkie zgodnie mówiły, że masakra, srogo i można ducha wyzionąć. Na szczęście trwa to tylko chwilę. Przyznam szczerze, że nie dowierzałam trochę, bo wiadomo jak to bywa w Internecie – warto dodać nieco emocji i przerysować, bo wtedy się lepiej klika. Powiedziałam “sprawdzam!” i… warto było, aczkolwiek drugi raz nie planuję tego robić!

Poniżej znajdziesz opis szlaku nie tylko na Waligórę, ale też przez spory kawałek Gór Kamiennych (po co wybierać najkrótsze szlaki, skoro można sobie utrudnić? 😉 ), jak również dokąd można dojechać i gdzie ewentualnie zostawić samochód, gdzie zjeść dobre jedzonko godne zdobywcy gór i jak zdobyć sam szczyt, nie łamiąc sobie przy tym nóg ani nie wybijając zębów. Słowem: wszystko, czego potrzebujesz do zdobycia wierzchołka Waligóry.

panorama Gór Suchych widok na szczyt Waligóry

Waligóra – gdzie to jest i czym można tam dojechać?

Szukając informacji na temat Waligóry, możesz się natknąć na taką, że to najwyższy szczyt Gór Kamiennych… albo że najwyższy szczyt Gór Suchych. No to w końcu których? – mógłbyś zapytać. Wyjaśnienie jest proste – Góry Kamienne dzielą się na mniejsze pasma górskie i Góry Suche są właśnie taką częścią Gór Kamiennych. W przypadku Waligóry obie te informacje są zatem prawdziwe – to najwyższy szczyt pasma i całego zbioru gór w okolicy. Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawy, wszystko to razem zlokalizowane jest w Sudetach Środkowych.

Waligóra znajduje się około 11 km na południe od Wałbrzycha. Ale spokojnie, nie musisz iść wszystkich tych kilometrów, żeby wspiąć się na wierzchołek (chyba, że chcesz, wówczas dojdziesz tam zielonym szlakiem spod dworca Wałbrzych Główny). Do Przełęczy Trzech Dolin, znajdującej się u podnóża naszego bohatera, możesz dojechać samochodem i zostawić go na całkiem pojemnym, bezpłatnym parkingu w pobliżu Schroniska Andrzejówka. A jeśli nie jesteś zmotoryzowany, ale nie chce Ci się iść taki kawał, w to samo miejsce dojedziesz z Wałbrzycha autobusem linii 12 (tu uwaga: ten autobus jeździ bardzo rzadko, więc dobrze zaplanuj swoją wycieczkę, a zwłaszcza powrót!).

Opcja dojechania pod niemal sam szczyt z Wałbrzycha, czy to własnym transportem, czy to autobusem, wydaje się jedną z popularniejszych, więc polecam Ci – szczególnie jeśli używasz swojego samochodu – uwzględnić ten szczegół w szczycie sezonu turystycznego (wakacje, ferie zimowe). Może się okazać, że ten duży parking nie jest aż tak duży.

Inną, dość powszechną drogą po kolejną pieczątkę Korony Gór Polski, jest żółto-zielony szlak z pobliskiego Sokołowska. Polecano mi zobaczenie samej miejscowości, niestety tym razem nie daliśmy rady tego uczynić. Trasa z Sokołowska do Andrzejówki zajmuje około godzinę i nie jest szczególnie wymagająca, a po drodze można obejrzeć ruiny Zamku Radosno. Idąc od tej strony, łatwiej też jest podjąć decyzję czy zdobywać Waligórę przez “ścianę płaczu”, czy naokoło, nadkładając kolejną godzinę, ale za to bez trzech zgonów po drodze. Tak czy inaczej, zdecydowanie polecam Ci schodzenie tym dłuższym wariantem. To o wiele większa szansa na zachowanie wszystkich kończyn w całości i kompletu zębów. Naprawdę.

Można też oczywiście wybrać o wiele dłuższy wariant dla szaleńców (to znaczy… pasjonatów gór, ma się rozumieć) i przejść z Wałbrzycha przez Góry Czarne i dalej niebiesko-czerwonym, a potem niebieskim bądź żółtym szlakiem przez całkiem zacny kawał Gór Kamiennych i dopiero po tych kilkunastu kilometrach dziarsko przystąpić do szturmu na “ścianę płaczu” (dlaczego tak ją nazywają, zobaczysz w następnym akapicie). Zdobywając po drodze Wołowiec, Kozła, Jeleniec i na końcu, jak tą wisienkę na torcie, Waligórę, nasycisz się górskim klimatem po samą czapkę. Chociaż z góry uprzedzam – to satysfakcjonujący, ale wcale nie lekki kawałek drogi.

Zbocze góry, na której znajduje się zamek Rogowiec Góry Kamienne

Czerwonym i żółtym szlakiem przez Góry Kamienne

Jak wspomniałam w poprzednim akapicie, przy zdobywaniu Waligóry postanowiliśmy nie iść na łatwiznę. Było to też wynikiem ograniczonego czasu naszego wypadu – na chodzenie po górach mieliśmy w sumie tylko trzy dni, a jest tu gdzie chodzić! Dlatego starałam się układać trasy tak, aby obejmowały możliwie największe połacie Gór Wałbrzyskich i Kamiennych, żeby poznać je jak najlepiej.

Dlatego naszą wędrówkę na Waligórę zaczęliśmy w Wałbrzychu, od ulicy Świdnickiej (droga krajowa 379), gdzie niebieski szlak skręca za blokiem mieszkalnym i na dzień dobry ostro prowadzi pod górę. Cały odcinek przejścia przez Góry Czarne i Rybnicki Grzbiet opisałam w poprzednim poście – polecam Twojej uwadze, jeśli planujesz wyjazd w Góry Wałbrzyskie. Tamten opis zakończyłam na zejściu do ulicy Turystycznej, pomiędzy Unisławem Śląskim a Głuszycą (droga krajowa numer 380).

Dalej szlak prowadzi już przez Góry Kamienne i opis tego fragmentu znajdziesz poniżej, pod mapką obrazującą tę część naszej wędrówki. Jestem przekonana, że z łatwością znajdziesz na przekroju trasy Waligórę 😉

Co ciekawe, tutaj szczyt jest oznaczony wysokością 934 metrów, a na mojej mapie drukowanej i w książeczce KGP ma on wysokość 936 metrów nad poziomem morza. Nie wiem skąd ta rozbieżność.

Zejście z Rybnickiego Grzbietu na południe jest bardzo łagodne i może w kontraście do poprzednich, krótszych, ale o wiele bardziej intensywnych odcinków przez Góry Czarne, trochę nam się dłużyło. Po przekroczeniu drogi krajowej numer 380 (ulica Turystyczna), kontynuowaliśmy naszą wędrówkę niebieskim szlakiem. Przeszliśmy przez niewielki most na rzeczce o nazwie Rybna i… no cóż, jak się tyle przed chwilą schodziło, to teraz trzeba było znów iść pod górkę. Na szczęście tutaj szlak nie trawersował zbocza na bezczelnego, tylko spokojnie po nim zygzakował, więc nie odczuwaliśmy (zwłaszcza ja) tak bardzo kolejnych zdobywanych metrów wysokości.

Idylla nie trwała jednak długo, ponieważ już po niecałym kilometrze szlak niebieski spotyka się z czerwonym i tu, stojąc przed zboczem, na które ewidentnie wskazywały kolorowe znaczki, wymamrotałam pod nosem – “to chyba jakiś żart”. No nie. To nie był żart i znów musieliśmy zwiększyć intensywność pracy mięśni naszych nóg. Jakkolwiek muszę przyznać, że to tylko z dołu tak wyglądało. Owszem, było stromo, ale szło się ten kawałek całkiem nieźle. Zdecydowanie w takich miejscach zimą raczki na butach robią różnicę. Zapewniając lepszą przyczepność, nie tylko chronią przed wywinięciem orła, ale również pomagają oszczędzać energię.

Dalej czerwony, a właściwie czerwono-niebieski, szlak był już bardzo przyjemny. W Górach Kamiennych zdecydowanie było bardziej zimowo niż parę chwil wcześniej w Górach Wałbrzyskich (tam tylko miejscami leżał śnieg, tutaj miejscami nie leżał), co w połączeniu ze słońcem stwarzało naprawdę fajny klimat.

ośniezona trasa szlakiem żółto-czerwonym w Górach Kamiennych

Trwała ta nasza wędrówka około pół godziny zanim doszliśmy do miejsca, w którym szlak czerwono-niebieski spotyka się z żółtym, tuż przed wzniesieniem ozdobionym ruinami Zamku Rogowiec. Była to kamienna budowla, wzniesiona w XIII wieku, zwana po niemiecku Hornschloss, z której niewiele do dziś pozostało. Ciekawostką jest, że to najwyżej położony zamek w Polsce. No, dziś to już resztki zamku. Historia budowli, mającej charakter warowni i tworzącej wraz z twierdzami Radosno, Grodno oraz Nowy Dwór lokalną linię umocnień na południowej granicy z Czechami, jest bardzo ciekawa i jeśli masz ochotę dowiedzieć się nieco więcej, zapraszam Cię tutaj.

Do ruin zamku można się wspiąć na szczyt wzgórza żółtym szlakiem, a można go obejść dookoła szlakiem czerwonym. My wybraliśmy ten drugi wariant i tym samym wkroczyliśmy na ścieżkę bardzo wąską, pokrytą śniegiem, ze stromym zboczem pnącym się do góry po prawej ręce, a z tak samo stromym zboczem, opadającym mocno w dół, po lewej. Trzeba było bardzo uważać, żeby nie znaleźć się nagle i nieoczekiwanie kawałek poniżej naszej drogi, na przykład przytulonym do któregoś z drzew. Minęliśmy urocze skałki przy szlaku i doszliśmy do miejsca, gdzie ustawiono krzyż, za którym rozpościera się piękna panorama Gór Kamiennych.

Skały w pobliżu Zamku Rogowiec Góry Kamienne

Krzyż na trasie obok Zamku Rogowiec w Górach Kamiennych z panoramą Gór Suchych

Stąd już kontynuowaliśmy wędrówkę łagodnie wnoszącym się co jakiś czas i opadającym równie łaskawie szlakiem żółtym. Szliśmy w miarę sprawnie, mimo lekkiego zapadania się w świeżym śniegu. W naszych okolicach nieczęsto możemy się nim nacieszyć, więc czerpaliśmy radość z tego śnieżnego dreptania garściami.

Schronisko Andrzejówka

Każdy, kto zdobywał szczyt Waligóry, albo chociaż był w tej części Gór Kamiennych, zna to miejsce. Schronisko Andrzejówka to doskonała baza wypadowa zarówno na Jeleniec, jak i Lesistą Wielką, nie zapominając także o czeskiej stronie gór. To tutaj dumni zdobywcy najwyższego szczytu Gór Suchych wbijają sobie pieczątkę chwały do książeczek KGP i posilają się po swoim wyczynie przepysznym jedzeniem, przygotowywanym przez schroniskową kuchnię (czynna od 10:00 do 18:00).

Schronisko oczywiście ma swoją bazę noclegową i dysponuje własnym parkingiem, ponieważ można tu przybyć z Wałbrzycha samochodem (a nawet autobusem, o czym wspominałam wyżej w sekcji “gdzie to jest i czym można tam dojechać?”). W pobliżu schroniska jest nieduży stok narciarski z orczykiem, w sam raz dla początkujących narciarzy. Nie brakuje też niewielkiej, ale bardzo szerokiej górki, idealnej wprost dla zjeżdżających na sankach dzieci. To właśnie rodzin z dziećmi było tu najwięcej, kiedy zawitaliśmy w Andrzejowe progi.

Schronisko znajduje się na Przełęczy Trzech Dolin i zostało otwarte w 1933 roku. Pomysłodawcą i głównym napędowym jego utworzenia był ówczesny prezes towarzystwa turystycznego w Wałbrzychu – Andreas Bock. To od jego imienia budynek zyskał miano Andreasbaude. Różne były losy schroniska (kto ciekaw, odsyłam do Wikipedii), zwłaszcza w czasie wojny. W 1953 roku budynek został oficjalnie otwarty przez Polaków jako schronisko PTTK i dostał przy tym imię Mirosława Krajewskiego, ale nowa nazwa zupełnie się nie przyjęła i jak dawniej mówiono Andreasbaude, tak w spolszczonej wersji ostała się Andrzejówka.

Oczywiście i my również nie omieszkaliśmy, po zdobyciu wierzchołka Waligóry, udać się tutaj po pamiątkową pieczątkę i pyszny posiłek. Przez chwilę zastanawiałam się nawet czy nie zgrzeszyć i nie skusić się na tutejszą szarlotkę, bo wyglądała obłędnie. Ale moja porcja obiadowa była tak ogromna, że nie dałabym rady. Jeśli więc próbowałaś tutejszej szarlotki, napisz mi swoje wrażenia w komentarzu 🙂 Może dam się przekonać i wrócę do Andrzejówki na ciacho 🙂

Więcej na temat Schroniska Andrzejówka, możliwości rezerwacji noclegu lub z inną potrzebą (organizują też imprezy okolicznościowe), znajdziesz na ich stronie – o właśnie tutaj. Na swojej stronie schronisko udostępnia też transmisję z ich kamery – gdybyś zastanawiał się jaka jest pogoda w okolicy, to jest świetne źródło informacji na ten temat!

Widok na Przełęcz Trzech Dolin i Schronisko Andrzejówka

Schronisko Andrzejówka

pyszne jedzenie w Schronisku Andrzejówka

Waligóra – jak wejść na szczyt?

Waligóra ma 936 metrów wysokości nad poziomem morza. Z poziomu schroniska do szczytu trzeba pokonać przewyższenie ponad 100 metrów. Brzmi jak łatwizna? Masz rację, brzmi 🙂

Chociaż… to zależy. Na Waligórę wejścia są dwa. Jedno naokoło, najpierw niebieskim szlakiem od Schroniska Andrzejówka do Rozdroża pod Waligórą, a potem żółtym na sam szczyt. Przejście tego odcinka zajmuje niecałą godzinę i chociaż ma on swoje ambitniejsze momenty, to nie nastręcza większych trudności. Co innego drugi wariant…

Druga opcja jest bardzo kusząca. Drogowskazy przy schronisku mówią “15 minut” i brzmi to jak bajka. Ale taka bajka braci Grimm wyreżyserowana przez Tarantino. Nie na darmo wejście żółtym szlakiem od Przełęczy Trzech Dolin na szczyt Waligóry nazywane jest “ścianą płaczu”. Jest to jedno z najbardziej stromych podejść w całych Sudetach.

Rzeczywiście do pokonania jest przewyższenie około 140 metrów. Ale na mniej więcej 300-metrowym odcinku, a to sprawia, że popularne wśród zdobywców jest łapanie się gałęzi i korzeni drzew. Dodać należy, że najbardziej stromy jest środkowy odcinek. Ponadto często jest tam wilgotno i ślisko.

Mimo to, polecam wejść tą krótszą, stromą drogą, za to schodzić już naokoło. Albo wejść naokoło i schodzić tą samą drogą. Odradzam schodzenie żółtym szlakiem do schroniska, zwłaszcza gdy jest mokro. Wejście “ścianą płaczu” może wprawdzie przysporzyć o solidne trzy zgony po drodze (tak, to o mnie), ale faktycznie zajmuje to 15, no może 20 minut, a jaka potem satysfakcja!

My wchodziliśmy “ścianą płaczu” i nie powiem, były momenty zwątpienia. Przypominam, że to był luty i na ziemi leżał zmrożony śnieg. W takich warunkach bez raczków nawet o tym nie myśl. Dobrze jest też mieć ze sobą kijki, ale my akurat ich nie posiadamy.

Szlak zaczyna się od chwili podejścia ubitą drogą pod zbocze góry. Na początku było bardzo stromo, ale jeszcze jakoś szliśmy. Zabawa zaczynała się na środkowym odcinku podejścia. Mimo raczków, nie było łatwo nie zjeżdżać przy takim nachyleniu, a niektóre odcinki najlepiej było dosłownie szybko wbiec – tak, aby kolce zdążyły się wbić i dać punkt oparcia, ale żeby nie zdążyć się na zmarzniętym śniegu osunąć razem z podłożem. Grane było wszystko – gałęzie, korzenie, co się dało, a samo podejście przypominało bardziej skakanie od drzewa do drzewa niż płynne wchodzenie (wiadomo, za drzewem można chwilę przystanąć, złapać dech, zaplanować kilka kolejnych kroków i w razie czego ma się jakiś punkt oparcia za plecami). Jednym słowem – było wesoło. Ale absolutnie nie wyobrażam sobie tamtędy schodzić w warunkach choć trochę odbiegających od idealnych!

ja na szczycie Waligóry w Górach Kamiennych

Na szczycie Waligóry nie dzieje się wiele. Znajdziesz tu kamienny obelisk z wygrawerowaną nazwą wierzchołka oraz szlakówki, pod którymi wszyscy kandydaci na zdobywców KGP robią sobie zdjęcia.

Waligóra nie zaoferuje Ci też pięknych widoków, ponieważ po samą czapkę jest porośnięta gęstym lasem. Legendy mówią, że w XIX wieku szczyt był odsłonięty, a jeszcze po II Wojnie Światowej znajdowała się tu wieża triangulacyjno-widokowa. Niestety, z czasem popadła w ruinę i została rozebrana.

Taka właśnie jest Waligóra – 15 minut cierpienia, za to satysfakcja na całe życie 😉 Kto by pomyślał, że ledwie 936 metrów może tak zapaść w pamięć. Bo jestem przekonana, że to podejście będziemy długo wspominać!

Na szczęście potem jest już o wiele lżej (chociaż po takim wejściu, to wszystko wydaje się dużo lżejsze). Zejście naokoło żółtym szlakiem do Rozdroża pod Waligórą, a potem niebieskim do schroniska nie przysparza już trudności, więc niecałą godzinę później można cieszyć się przepysznym jedzeniem i jakimś adekwatnym napojem.

Podsumowanie

Dla tych, którym nie chce się tyle czytać 😉

  • Waligóra to najwyższy szczyt Gór Suchych i całych Gór Kamiennych, ma 936 metrów n.p.m. i może nie jest zbyt wysoki, ale za to wie, jak zostać zapamiętanym na długo;
  • Na szczyt można wejść od strony Przełęczy Trzech Dolin (Schronisko Andrzejówka) lub od strony Sokołowska (albo w ogóle z czeskiej ziemi);
  • Do Schroniska Andrzejówka można dojechać samochodem (jest spory, darmowy parking) albo autobusem linii 12 z Wałbrzycha (trzeba dobrze sprawdzić rozkład, bo kursuje niezwykle rzadko);
  • Przy schronisku jest nieduży stok narciarski z orczykiem (w sam raz dla początkujących) oraz nieduża, ale bardzo szeroka górka, która pomieści całe stada dzieci zjeżdżających na sankach;
  • Przez szczyt przechodzi szlak żółty, który stwarza dwa warianty wejścia – jeden dłuższy, ale lżejszy (w połączeniu z niebieskim szlakiem do schroniska, trasa na około 50 minut) oraz krótszy, zwany “ścianą płaczu” – 15 minut, ale bardzo stromo (naprawdę bardzo);
  • “Ściana płaczu” to jedno z najbardziej stromych podejść w całych Sudetach;
  • Nie polecam schodzić “ścianą płaczu” jeśli chcesz zachować kończyny w całości i komplet uzębienia, szczególnie jeśli jest mokro;
  • Zimą lepiej nie próbować wchodzić krótszym wariantem żółtego szlaku bez raczków, bardzo wskazane jest także posiadanie kijów, rękawiczki też będą spoko – zwłaszcza przy łapaniu się gałęzi i korzeni lub czegokolwiek co wystaje z gleby;
  • Na szczycie nie ma widoków, bo wszędzie są wysokie drzewa, ale jest kamienny obelisk z wygrawerowaną nazwą góry i można sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie pod tablicą informującą, że to Waligóra;
  • Pieczątka do książeczki zdobywców Korony Gór Polski znajduje się w Schronisku Andrzejówka (jak tam byliśmy, to mieszkała przy barze);
  • W tymże schronisku znajduje się również przepyszne jedzenie w ogromnych porcjach, obłędnie wyglądająca szarlotka, kawa w kilku rodzajach oraz dobre piwo lub wino w wersji na zimno i na gorąco. Menu obejmuje też liczne pozycje wegetariańskie, a nawet mleko roślinne do kawy, gdyby ktoś miał taką potrzebę. W menu są też pozycje dla dzieci;
  • Z powodu powyższego, polecam najpierw pójść zdobyć wierzchołek Waligóry, a dopiero potem jako dumny zdobywca zagościć w schronisku, bo jest tam tak fajnie i miło, że zasiedzieć się nietrudno;
  • A jakbyś się planowała zasiedzieć na dłużej, to na stronie schroniska znajdziesz wszelkie informacje na temat noclegów i wszystkiego, co oferują.

Zdobywasz Koronę Gór Polski? Planujesz zdobyć wierzchołek Waligóry? Mam nadzieję, że mój opis Ci w tym pomoże 🙂

A jeśli spodobał Ci się mój wpis, będzie mi przemiło, gdy go udostępnisz 🙂

Leave a Comment

* Używając tego formularza, wyrażasz zgodę na przechowywanie Twoich danych przez tę stronę zgodnie z polityką prywatności.

Ta strona potrzebuje ciastek (cookies), żeby poprawnie działać. Bez tego ciężko ją zapędzić do roboty :) Niech żre na zdrowie! Co to za ciastka?