Wilsons Promontory Park – bardziej na południe się nie da!

skaliste wybrzeże Cieśniny Bassa Wilsons Promontory Park Australia

Cieśnina Bassa wyznacza pewien koniec. Dalej na południe iść się już nie da. To nie znaczy, że dalej nic nie ma, nie należy zapominać wszak o Tasmanii, a jeszcze dalej, hen, daleko, o Antarktydzie. Ale jeśli chodzi o ścisły kontynent, o Terra Australis Incognita, to jest ostatnia stacja.

Naturalną cechą cieśnin jest ich dwoistość. Pewien paradoks polegający na tym, że zarówno łączą, jak i dzielą. Jednocześnie. Tak jest i w tym przypadku – Cieśnina Bassa oddziela kontynentalną Australię od Tasmanii, w tym samym czasie łącząc Ocean Indyjski (Wielką Zatokę Australijską) z Oceanem Spokojnym (Morze Tasmana).

To właśnie tutaj, na tej ostatniej stacji na południu, znajduje się park narodowy Wilsons Promontory (albo The Prom). Obejmuje on cały półwysep o tej samej nazwie i mieści w sobie wszystko: dwa oceany, plaże, niezliczone skały, wyspy, wzgórza, rzeki, lasy i ogrom wszelkiego życia, którego ciężko wypatrywać w innych częściach świata. To właśnie tu zdarzyło mi się jedno jedyne spotkanie z wombatem!

szak wzdłuż wybrzeża Cieśniny Bassa Wilsons Promontory Park

Kiedy już myślisz, że piękniej być nie może…

…Australia chwilę później pokazuje Ci, że to żaden problem!

Po zobaczeniu Uluru i przejechaniu Great Ocean Road myślałam, że najpiękniejsze miejsca w Australii już widziałam. Myliłam się! Wiedziałam, że znajomi, u których mieszkałam, zaplanowali na najbliższe dni kilkudniowe wypady do Wilsons Prom i Bright, ale nazwy te kompletnie nic mi nie mówiły. Nie miałam też w związku z nimi żadnych oczekiwań, chociaż dotychczasowe doświadczenia z podróżowaniem po Australii podpowiadały mi, że o rozczarowanie może być trudno. Okazało się, że w obu przypadkach wydaje się to po prostu niemożliwe.

widok na Cieśninę Bassa Wilsons Promontory Park

Wilsons Promontory to nazwa półwyspu w stanie Wiktoria w Australii, na którym od 1898 roku znajduje się park narodowy. Panowie Matthew Flinders i George Bass, którzy odkryli te rejony, nadali mu to imię na cześć swojego przyjaciela – Thomasa Wilsona. To największy dziki obszar wybrzeża w Wiktorii. Jedyną osadą, a zarazem głównym centrum turystycznym, jest tutaj Tidal River – miejsce, gdzie można wynająć domek dla kilku osób, rozbić namiot albo postawić przyczepę kempingową lub zaparkować swój przewoźny, kamperowy dom. W miejscowości znajduje się sklep, w którym można się zaopatrzyć w niezbędne produkty, kawiarenka oraz bistro w stylu “fish and chips”. Latem uruchamiane jest kino na otwartym powietrzu, które cieszy się podobno dużą popularnością. Wszelkie przydatne informacje na temat szlaków, zakwaterowania i w ogóle wszystkiego możesz znaleźć na stronie parków narodowych stanu Wiktoria.

pośród zieleni na szlaku Wilsons Promontory Park

Przede wszystkim półwysep nie na darmo jest parkiem narodowym. Piękno i bogactwo tutejszej przyrody to raj nie tylko dla takich niespełnionych biologów, jak ja. Cudownie pachnące lasy eukaliptusowe, olbrzymie paprocie niczym z Jurassic Park, urocze plaże wciśnięte pomiędzy skały, wody oceanu o pięknym, niebieskim odcieniu, mnogość ptaków, z których największe wrażenie robią oczywiście różne gatunki kakadu (jak ogromna, czarna żałobnica żółtosterna), ale i maleńka, niesamowicie niebieska chwostka szafirowa, od której nie można oderwać wzroku. Do tego standardowo w pakiecie kangury, wallaby oraz wombaty i kolczatki. To wszystko nie są sprawy, obok których można przejść obojętnie. A jest tutaj gdzie chodzić.

Let’s take a walk!

Trzeba przyznać, że Wilsons Prom to raj dla wędrowców na wszystkich poziomach zaawansowania. Szlaków jest tutaj bardzo dużo i niektóre z nich są długie na paręnaście lub parędziesiąt kilometrów, ale większość jest krótka – po kilka kilometrów – zwykle niezbyt forsowna, a jeśli komuś mało, to łączą się one, przecinają w najróżniejszych kombinacjach, tak że można sobie z tych szlakowych puzzli ułożyć własną, autorską trasę.

Przez trzy dni przeszłam tutaj kilkoma szlakami, zaliczając różne punkty widokowe i odwiedzając poszczególne plaże. Szczerze mówiąc, nie znajduję szlaku, którego nie mogłabym tu nie polecić. Cały półwysep jest po prostu świetnym miejscem i każdy jego zakątek może budzić zachwyt.

Poniżej znajdziesz kilka z najbardziej popularnych tras i atrakcji Wilsons Prom.

drogowskaz w Wilsons Promontory

Tidal River

Szlak (a właściwie dwa szlaki – Tidal Overlook i Lilly Pilly Link Track) przez australijską zieleń z mnóstwem punktów widokowych obejmujących panoramę rzeki Tidal i centrum turystyczne o tej samej nazwie. Po drodze można napotkać ławeczki, które zachęcają do spoczynku i niespiesznej kontemplacji krajobrazu. Idąc wzdłuż rzeki można dojść do jej ujścia przy Norman Beach, która jest całkiem fajnym miejscem na leniwe zaleganie albo na piknik. W pobliżu ujścia Tidal River znajdują się ogromne, kolorowe głazy, które zwłaszcza w słońcu wyglądają przepięknie. Również tutaj spotkałam jedynego “węża”, jakiego widziałam w naturze (poza tym oswojonym z Reptile Center w Alice Springs) w całej Australii!

widok na zatokę w Cieśninie Bassa
widok na jedną z zatok w Cieśninie Bassa
kolorowe głazy w rzece Tidal w Wilsons Promontory Park Australia
kolorowe głazy nad rzeką Tidal w Wilsons Promontory Park Australia
drewniany wąż w Wilsons Promontory Park
Uwierzysz, że w Australii – kraju, w którym podobno wszystko chce Cię zabić – nie spotkałam w naturze ANI JEDNEGO WĘŻA? Dwa miesiące jeżdżenia, cztery różne stany i NIC. A szukałam! Cóż, lepszy patyk w rzece niż wąż na dachu… Czy jakoś tak 🙂

Squeaky Beach

Szlak wiodący w to miejsce odbija od wspomnianego wyżej Tidal Overlook i nazywa się – co za niespodzianka – Squeaky Beach Walk 🙂 Spotkałam się z opinią, że Squeaky Beach jest jedną z ładniejszych plaż w Australii. Nie wiem czy jest ujęta w jakimś oficjalnym rankingu (i na podstawie jakich parametrów się je robi), czy to była tylko subiektywna ocena, trzeba jednak przyznać, że jest naprawdę ładna. Wciśnięta pomiędzy kolorowe skały w Zatoce Leonarda, wyróżnia się bardzo jasnym, drobnym piaskiem, który… skrzypi! Nie wierzysz? Idź i się przekonaj!

skały schodzące do morza w Cieśninie Bassa
skalisty brzeg Cieśniny Bassa Wilsons Promontory Park
skaliste wybrzeże Cieśniny Bassa Wilsons Promontory Park Australia
na szlaku w Wilsons Promontory Park
muszle na skale w Wilsons Promontory Park
zdjęcie mnie robiącej zdjęcie
mewa spacerująca po plaży

Rzeka i plaża Darby

To druga rzeczka płynąca w okolicy, na północny-zachód od Tidal River. Parking, przy którym zaczyna się droga prowadząca wzdłuż rzeki na plażę o tej samej nazwie, jest świetnym miejscem na piknik. Szlak wiodący do Zatoki Darby nie jest długi, ale dość piaszczysty, dlatego gorzej się po nim idzie. Mniej tu jest tych charakterystycznych, kolorowych skał, więcej za to piasku i porośniętych trawami wydm. Kiedy byliśmy na Darby Beach, pogoda akurat się załamywała i wiatr urywał głowy. W ładny dzień miejsce zdecydowanie warte jest odwiedzenia na popołudniowe leniuchowanie 🙂

spacer po wydmach nad Cieśniną Bassa w Wilsons Promontory Park
plaża w Cieśninie Bassa

Dobra, a co z tym wombatem?

Na wstępie wspomniałam, że to jedyne miejsce, w którym dane mi było zobaczyć wombata. Tymczasem wjeżdżają kolejne plaże, jakieś skałki, roślinki, jaszczurki i inne robactwo, a wombata jak nie było, tak nie ma. Nie ma i nie było długo. Chodziłam po różnych szlakach w okolicy, o różnych porach dnia i nic. Śladów było owszem sporo i to dość charakterystycznych – nie wiem czy wiesz, ale wombat robi… kupy w kształcie kostek. Takie sześciany. Których pełno było na niektórych ścieżkach. Sprawców za to ani jednego.

Do czasu…

Otóż wyobraź sobie, że siedzimy przed naszym wynajętym na te kilka dni domkiem w Tidal River któregoś popołudnia na werandzie. Pijemy kawkę czy co tam kto wtedy pił, gadamy o wszystkim i o niczym, puszczając czas przez palce. I nagle, bez żadnej zapowiedzi, dosłownie znikąd, a konkretnie z pobliskich krzaków, wyłania się ON. Skrzyżowanie świnki morskiej z niedźwiadkiem. Książę Wombat we własnej osobie.

Można by się spodziewać, że jako dzikie zwierzę, które weszło nieoczekiwanie na teren kempingu, wombat się spłoszy i da z powrotem nura w krzaki. Ale gdzie tam! Książę Wombat sunie jakby nigdy nic przez środek kempingu, nie zważając zupełnie na ludzi dookoła, na samochody, namioty, rozstawionego grilla. Pełen chillout. Jakby tego wszystkiego zwyczajnie nie było. Wśród ludzi nastąpiło lekkie poruszenie, ja pobiegłam czym prędzej do domku po aparat, a ten sunie. Powoli. Dostojnie. Przed siebie. Do tego stopnia nie zważając na to, co jest wokół, a nawet przed nim samym, że ludzie naprędce zabierali mu krzesełko turystyczne z drogi, bo chyba by w nie wlazł. Zero stresu. Zero przejmowania się czymkolwiek. Prawdziwy król życia. Jego Wysokość – Książę Wombat.

wombat spacerujący po polu kampingowym w Wilsons Promontory Park

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *