Wyspa niebieskich pingwinów

pingwinki małe w norce Phillip Island

Z czym kojarzą się Wam pingwiny? Z Antarktydą? Górami lodowymi? Z nieprzemierzonymi połaciami śniegu i mroźnym Morzem Rossa? Wszystko prawda. Ale żeby z palmami, piaszczystymi, szerokimi plażami Australii? Właśnie tak. I w dodatku są.. niebieskie!

Nie pamiętam już w jaki sposób dowiedziałam się o tym, że warto pojechać na Phillip Island, leżącą nieopodal Melbourne. Może ktoś mi o tym powiedział, może wyjątkowo zainteresowała mnie jedna z ulotek rozdawanych w pobliżu dworca kolejowego w Melbourne, reklamujących wycieczkę w te okolice. Nieważne. Pojechałam i trafiłam do jednego z ziemskich rajów.

Wyspa nie jest duża (26 km na 9 km, co daje jakieś 10 tys. hektarów). Ulotka, którą mam do dziś, informuje, że zamieszkuje ją 10 tysięcy stałych rezydentów i 16 tysięcy par pingwinów. Ponadto 346 gatunków ptaków, ponad 25 tysięcy fok i ok. 50 koali. Nie wspominają nic o wallabies (niewielkie kangurki), których całkiem sporo widzieliśmy hasających po zielonych przestrzeniach wyspy. Phillip Island położona jest ok. 90 minut jazdy samochodem z Melbourne i łączy ją ze stałym lądem most. Dla niezmotoryzowanych, do których i ja się zaliczałam, pomyślano o jednodniowych wycieczkach autokarami albo busikami i jest to całkiem popularna metoda zwiedzania Australii w ogóle.

Spędziłam tam jeden dzień, ale jakże uroczy 🙂

Zaczęliśmy od parku zwierzęcego Maru, gdzie można było doznać spotkania pierwszego stopnia z koalami, kangurami, a nawet emu. Niezwykła atrakcja nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych turystów, którzy dotąd oglądali te zwierzęta jedynie w telewizji albo w książkach. Do podobnych parków trafiają zwierzęta, w tym osierocone, które z różnych względów nie mogą już za bardzo wrócić na łono dzikiej przyrody.

koala na drzewie maru koala park Phillip Island
leżące kangury Maru Koala Park Phillip Island
zdjęcie z kangurem Maru Koala Park Phillip Island
kangurzyca karmiąca młode Maru Koala Park Phillip Island

Phillip Island to bogactwo oryginalnej przyrody, zarówno piękne piaszczyste, jak i skaliste plaże, zielone pagórki oraz dużo przestrzeni, jak na tak niewielką wyspę. Poniższe zdjęcia pochodzą z Phillip Island Nature Park we wschodnio-południowej części wyspy i ze Swan Lake Trail (część południowo-zachodnia).

plaża na Phillip Island
trawy na wydmach plaża Phillip Island
las i krzewy nad jeziorem Phillip Island
czarne łabędzie na Black Swan Lake Phillip Island

Południowo-zachodni półwysep to rejony bardziej skaliste, z wciśniętymi pomiędzy skały piaszczystymi plażami. Tu właśnie można spotkać kolonie fok oraz słynne, niebieskie pingwinki. Pingwin mały (Eudyptula minor), bo o nim mowa, jest rzeczywiście niewielki – ma niecałe 40 cm i waży około 1 kg. Jak wszystkie pingwiny, na lądzie są dość nieporadne, w wodzie natomiast nabierają zwinności i szybkości. Gnieżdżą się w małych norkach na wybrzeżu i można je spotkać w całej południowej części Australii oraz Nowej Zelandii. Jako, że są małe i trudno byłoby im obronić się przed drapieżnikami, wypracowały cały rytuał wychodzenia z norek na żer. Otóż opuszczają je wczesnym świtem, kiedy jeszcze jest dość ciemno, cały dzień spędzają w wodzie, by wraz z zachodem słońca ponownie przemierzyć plażę i udać się do swych norek, gdzie w okresie lęgowym czekają na nie młode. Na wyspie organizowane są dla turystów pokazy „parady pingwinów” – można zasiąść na trybunach ustawionych przy plaży i czekać aż pojawią się pingwinki. Na prośbę organizatorów, by nie używać fleszy, powstrzymałam się przed robieniem im zdjęć podczas tej parady. To jedno ze wspomnień, które na zawsze zachowam w głowie. Niesamowite jest to zjawisko – najpierw pojawiają się pierwsi zwiadowcy, którzy nieśmiało wychylają się z morza małymi grupkami – wychodzą, wracają do wody, znów wychodzą, by chwilę potem hycnąć przez plażę w stronę wydm. Najpierw pojedyncze, niewielkie grupki, a potem już cała masa małych pingwinków biegnie przez plażę do swoich domków. I są ich setki, tysiące. Na koniec można jeszcze pospacerować po drewnianych podestach, wybudowanych na wydmach, gdzie można spotkać jeszcze buszujące w nadmorskich trawach pingwinki.

skaliste wybrzeże Phillip Island
mewa z pisklęciem Phillip Island
fale oceanu uderzające o skaliste wybrzeże Phillip Island
młoda foka na zielonych zboczach wyspy Phillip Island
fale uderzające o skaliste brzegi Phillip Island
wzgórza schodzące do oceanu Phillip Island
niebieskie pingwinki małe w norce Phillip Island
wallaby wśród traw Phillip Island
niebieskie pingwinki małe w trawie Phillip Island

Gdybyście mieli kiedyś okazję zawitać na Wyspę Filipa – serdecznie polecam to miejsce. Poza cudowną przyrodą, można tam znaleźć wiele innych atrakcji – od pól do minigolfa po… tor wyścigowy, na którym co roku w październiku odbywają się wyścigi motocyklowe z serii MotoGP. I właśnie rozegranemu w ten weekend tam wyścigowi zawdzięczam dzisiejsze swoje niewyspanie (środek dnia w Australii to u nas jednak środek nocy) i wspomnienia. Jeśli chciałabym gdzieś jeszcze kiedyś w życiu wrócić, Phillip Island jest na pewno jednym z miejsc wysoko na liście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *