Gdzie w Polsce nad morze (3) – plaże od Ustki do Helu

widok z klifu na plażę na trasie Ustka - Rowy

Oto i trzecia część mojego subiektywnego przewodnika po polskich plażach. Dotychczasowe dwie obejmowały odcinki od Świnoujścia do Kołobrzegu oraz od Kołobrzegu do Ustki. Aby stworzyć ten przewodnik, przeszłam całe polskie wybrzeże Bałtyku na piechotę i odwiedziłam niemal wszystkie plaże po drodze. Jeśli więc stoisz przed dylematem dokąd w Polsce pojechać nad morze – to lektura właśnie dla Ciebie 🙂

W tym odcinku zabiorę Cię na wędrówkę po plażach od Ustki po sam Hel. Uważam, że to jest najpiękniejszy kawałek naszego wybrzeża (Wolin, sorry, jednak jesteś drugi!), a już ta część pomiędzy Ustką a Białogórą po prostu zwala z nóg. Czy w związku z tym w tej części będzie najwięcej zdjęć ze wszystkich odcinków? Być może 😉

Dodatkowo polecam do obejrzenia mój profil na Instagramie, gdzie na bieżąco wrzucałam relacje z wędrówki i poza zdjęciami, można tam w zapisanych relacjach obejrzeć nagrania z fragmentów trasy.

Relacje na Instagramie

To pakuj plecak i ruszamy! 🙂

Orzechowo, Poddąbie, Dębina

Wymienione w tytule miejscowości położone są w lesie, w pobliżu morza (nie nad samym morzem) na trasie oznakowanej czerwonym Szlakiem Nadmorskim, który wiedzie od Żarnowca aż po Świnoujście. No, może Dębina znajduje się obok szlaku, ale niedaleko. Nie będę ukrywać – w tym odcinku jestem po prostu zakochana! Szłam już nim kiedyś, w zeszłym roku, i nawet myślałam czy tym razem nie przejść tego fragmentu dołem, plażą. Ale nie, nie mogłam podarować sobie przyjemności podziwiania takich widoków i umierania z zachwytu co pięć kroków!

Trasa wiedzie przez las, a w dużej części po klifach, z których można podziwiać niesamowity błękit nieba i morza, cudowną białą plażę w dole, do tego czerwcowa zieleń i kwitnące żółto kwiaty. Po prostu bajka 🙂

Jeśli wybierasz się nad morze do Ustki – poświęć jeden dzień leżenia plackiem na plaży i przejdź się chociaż kawałek tą trasą. Nie pożałujesz! Całość w dwie strony mogłaby już być trudna, bowiem w jedną to ok. 20 km, ale chociaż kawałek. Już tuż za Ustką zaczynają się cuda.

Orzechowo, Poddąbie i Dębina to bardzo małe miejscowości i jeśli szukasz nad morzem spokoju, jest szansa, że znajdziesz go właśnie tutaj. Plaże na całym tym odcinku przyprawiają o szybsze bicie serca – są umiarkowanie szerokie, z drobnym, białym piaskiem, prawie bez kamyczków i ze spektakularnymi klifami od strony lądu. Otoczenie lasu sosnowego lub miejscami dębowo-bukowego, dopełnia wspaniałości. Jeśli lubisz spędzać czas aktywnie, znajdziesz tu też mnóstwo ścieżek i szlaków do wycieczek rowerowych po okolicy. Czy muszę Cię jeszcze przekonywać? 🙂

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na trasie Ustka-Rowy, niekoniecznie w samych miejscowościach z tego rozdziału. Ale taki piękny pas plaży ciągnie się na całej długości tego fragmentu wybrzeża, więc uwierz, że w samych miejscowościach, są one równie piękne.

plaża pomiędzy Ustką a Rowami widziana z klifu
widok nad morze i plażę między Ustką a Rowami
piękna biała plaża widok z klifu na trasie z Ustki do Rowów
widok na plażę pomiędzy Ustką z Rowami z czerwonego Szlaku Nadmorskiego

Rowy – nad morze i nad jezioro

W okolicy Rowów plaże stają się od strony zachodniej nieco szersze, a od lądu odgraniczają je niewielkie wydmy. Tuż za miejscowością, na wschód, zaczyna się Słowiński Park Narodowy, obejmujący nie tylko część wybrzeża, ale również Jezioro Gardno. Z tego powodu jezioro to nie jest zbytnio zagospodarowane.

Osoby wybierające się nad morze do Rowów znajdą tutaj bardzo ładne plaże. Szczególnie po stronie zachodniej. Mają szerokość kilkudziesięciu metrów, jest na nich drobny, jasny piasek, a na odrobinę kamieni można czasem trafić przy samym zejściu do morza, gdzie mają postać drobnego żwirku.

Z tej części plaży nie mam akurat zdjęcia, gdyż robiłam wszystkie w części wschodniej niedługo po wschodzie słońca. Plaża wschodnia ma tutaj pewną cechę charakterystyczną – otóż czasami jej nie ma. Jeszcze przy ujściu Łupawy na ogół jest dość szeroka, ale potem się zwęża, a bywa, że Bałtyk zabiera ją całkowicie. Taka historia miała miejsce między innymi w 2019 roku. Kiedy tam byłam – w czerwcu 2021 roku – plaża wschodnia istniała i wyglądała doskonale. Choć już niedługi spacer wystarczył, by mocno straciła na szerokości, a w piasku zaczęło się pojawiać więcej kamieni. Ciągle jednak robiła bardzo dobre wrażenie.

plaża w Rowach o świcie
wydmy i plaża w Rowach o świcie
wydmy i plaża w okolicy Rowów o świcie
plaża kilka kilometrów za Rowami na wschód

Słowiński Park Narodowy – Czołpino

Ten rejon polskiego wybrzeża to prawdziwa gratka dla koneserów wycieczek nad morze. Nie ma też co ukrywać – to miejsce dla ambitnych. Jako że teren ten należy do Słowińskiego Parku Narodowego, nie da się tu podjechać na plażę samochodem. Najdalej można dojechać do Czołpina i stamtąd pozostają kilkukilometrowe spacery (w obie strony liczba kilometrów może stać się dwucyfrowa) albo można posiłkować się rowerem. Ale widoki warte są ceny tego wysiłku.

Kilka lat temu sztorm na Bałtyku odsłonił na plaży w okolicy Czołpina nielichą ciekawostkę – Zatopiony Las. Las ten, a raczej resztki pni, które po nim zostały, oszacowano na ok. 3000 lat! Kiedyś w tym miejscu rzeczywiście rosła puszcza bukowo-dębowa. Naukowcy stwierdzili, że drzewa zostały wcześniej spalone, zanim pochłonęło je morze. Ale nie jest jasne czy pożar miał charakter naturalny, czy las spalili z jakiegoś powodu ludzie.

Zatopionego lasu można szukać na plaży, pomiędzy Rowami a Czołpinem na terenie Słowińskiego Parku Narodowego. To jakieś 8-9 km plażą od Rowów (na wschód) i ok. 4-5 km od Czołpina (na zachód, na wysokości Jeziora Dołgie Duże).

Polecam się spieszyć! Od kiedy las został odsłonięty przez sztorm, jest cały czas zasypywany przez piasek i nie wiadomo ile jeszcze będzie można go podziwiać.

pozostałości pni drzew w Zatopionym Lesie pomiędzy Rowami a Łebą
Zatopiony Las między Rowami a Łebą
pozostałości pni drzew Zatopiony Las

Z Czołpina można również czerwonym Szlakiem Nadmorskim przejść przez Smołdziński Las (nie mylić z miejscowością o tej nazwie, która znajduje się nieco na południe od Czołpina) i Wydmę Czołpińską nad morze. Wydma ta ma w najwyższym swym punkcie aż 47 metrów ponad poziomem morza i jest naprawdę duża. Przy odpowiednim ujęciu, na zdjęciach można uzyskać efekt jak z saharyjskiej pustyni 😉

Podczas tegorocznej wędrówki Wydmę Czołpińską ominęłam, wybrałam bowiem wariant trasy z Rowów do Łeby cały czas plażą, zamiast dookoła Jezior Dołgie Małe i Duże (37 km a 42 km z plecakiem to jednak robi różnicę). Poniżej więc możesz zobaczyć zdjęcia z zeszłego roku, kiedy szliśmy przez Wydmę w drugą stronę – z Łeby do miejscowości Smołdziński Las.

Niezależnie od której strony będziesz iść, Wydma Czołpińska warta jest tych wszystkich przekleństw, które będą Ci się cisnąć na usta, kiedy będziesz grzęznąć w piasku 🙂

trasa przez wydmy Słowiński Park Narodowy droga do Czołpina
przejście przez wydmy na skraju Słowińskiego Parku Narodowego z plaży do Czołpina

Przejście odcinka Mierzei Łebskiej plażą, to zadanie jedynie dla najwytrwalszych. Mierzy on około 23 km, plaża w tym miejscu jest dość skośna przy samym morzu, co bardzo męczy stopy i stawy skokowe, a dalej od linii wody piasek jest bardzo grząski. Jednym słowem – idzie się jak po grudzie. Dodatkowo, jeśli trafisz akurat na upał, nie ma się gdzie przed nim schować nawet na chwilę. Dotyczy to zresztą całego odcinka od Rowów do Łeby, który ma łącznie ok. 37 km. Jakkolwiek plaże tu są piękne i widoki naprawdę cieszą oczy, to nie wiem czy drugi raz bym się na coś takiego odważyła, żeby iść ten kawałek w jeden dzień. Jeśli tylko możesz, lepiej podzielić go na dwie części – od Rowów do Czołpina/Smołdzińskiego Lasu i stamtąd dopiero do Łeby.

tratwa wyrzucona przez morze na brzeg na plaży w okolicy Czołpina
plaża w okolicy Czołpina
plaża w Słowińskim Parku Narodowym

Łeba – pomiędzy morzem i jeziorami

Do Łeby mam pewien sentyment, który wiąże się z wyjazdami w dawniejszych czasach. Jest nieco mniejsza od Ustki, ale latem równie zatłoczona, z całym tym nadmorskim kiczem pamiątek produkowanych masowo w Chinach, wszelakimi automatami do gier i głośną muzyką średniego sortu tu i ówdzie. Jak większość nadmorskich miejscowości w środku sezonu (poza sezonem można oczywiście liczyć na więcej spokoju). Ale to właśnie takie ma być – niewyszukane, pozwalające się rozerwać i odpocząć, przypomnieć sobie dawne, beztroskie lata. Jakkolwiek nie gustuję w podobnych klimatach wcale, to jednak Łebę zwyczajnie lubię.

Tu się po prostu nie da nudzić. Łeba położona jest nie tylko nad morzem, ale również nad jeziorami – Łebsko i Sarbsko. Ledwie rzut beretem dzieli miasteczko od Słowińskiego Parku Narodowego, w którym można podziwiać ruchome wydmy i krajobrazy niczym z saharyjskiej pustyni. Jest nieopodal park z dinozaurami, Oceanarium, Muzeum BursztynuMotyli oraz wiele, wiele więcej.

Są również plaże i to właśnie tutaj, od Łeby i dalej na wschód, piasek zaczyna się zmieniać na drobniejszy, jaśniejszy, aż swoje apogeum cudowności osiąga w okolicach Lubiatowa i Białogóry. Zresztą, poniżej próbka – zdjęcie piasku na plaży w Łebie.

piasek na plaży w Łebie

Plaże w Łebie są szerokie i piaszczyste, zarówno po stronie zachodniej, jak i wschodniej. Od strony lądu ogradzają je niewysokie wydmy. Kiedy tam byłam w tym roku – czerwiec 2021 – jednego dnia akurat wiał silny wiatr od morza, fale były wysokie i dość intensywnie wkraczały na plażę, dzięki czemu następnego dnia mieliśmy cudownie “uklepany” piasek, wprost idealny na dłuższą wędrówkę z plecakami. Zwykle jest on jednak bardziej grząski niż na zdjęciach poniżej.

Na plażach Łeby mogą się trafić nieduże kamyki tu i ówdzie, ale zejście do morza jest raczej piaszczyste i łagodne.

Mogłoby się wydawać, że Łeba to raj dla wybierających się nad morze. Tak myślałam, póki nie udałam się w dalszą wędrówkę w stronę Osetnika, Lubiatowa i Białogóry… Jeśli Łeba jest rajem, to takim, które – jak piekło w dziełach Dantego – ma kręgi i im dalej na wschód, tym wyższy krąg raju.

plaża wschodnia w Łebie widok na wejście do portu
plaża zachodnia w Łebie
plaża wschodnia Łeba
rzeźbione przez wiatr wydmy na wschód od Łeby
plaża na wschód od Łeby

Osetnik (Stilo) i Sasino

Około 10 km na wschód od Łeby z morza sterczy maszt – to wrak statku West Star. Stąd już tylko parę kilometrów do kolejnego charakterystycznego obiektu – ruin buczka mgłowego, który informuje o tym, że znajdujemy się na wysokości Osetnika (Stilo). W tej miejscowości znajduje się wysoka na 33 metry, całkowicie stalowa, latarnia morska, którą można zwiedzać.

Co na pewno warte jest uwagi w tej okolicy, to plaże. A te przyprawiają o prawdziwy zawrót głowy! Przepiękne, z delikatnym, jasnym piaskiem i… prawie całkowicie puste.

Przy okazji Łeby wspomniałam o plażowym raju, który w tych okolicach wzbija się na coraz wyższe kręgi. Ale ten raj ma swój drobny minus – Osetnik (Stilo), który jest ledwie małą osadą, znajduje się ok. 1,5 od samego morza. Nieco większe Sasino – to już dobre 5 km od morza. Z Sasina do Osetnika można podjechać samochodem, ale potem trzeba sobie zrobić wycieczkę przez las. I to wyjaśnia te pustki na plaży. Czy warto te niedogodności przeboleć i leźć te 1,5 km w jedną stronę nad morze, by się beztrosko smażyć na plaży? Mam nadzieję, że poniższe zdjęcia pomogą Ci znaleźć odpowiedź 🙂

wrak statku West Star
plaża w okolicach Osetnika - Stilo - widok na zachód
plaża w okolicy Osetnika - Stilo - widok na wschód

Kopalino, Lubiatowo, Białogóra

Czy istnieją nad morzem w Polsce miejsca, które nawet w środku najpiękniejszego lata nie są zatłoczone? Owszem i niektóre z nich są właśnie tutaj. Już od wspomnianego wyżej Osetnika, aż po Białogórę, nie zarejestrowaliśmy nad morzem tłumów, chociaż tutejsze plaże w moim subiektywnym rankingu znalazłyby mocne miejsca w pierwszej piątce najpiękniejszych plaż w kraju.

Co więc sprawia, że nie są tak popularne? Ano odległość miejscowości od samego morza. Kopalino i Lubiatowo to około 2 km spaceru przez las, by dostać się z tych miejscowości nad morze (w Lubiatowie, które ma swój nadmorski przyczółek, można podjechać samochodem, na miejscu jest strzeżony parking). Jeśli chodzi o Białogórę, spacer jest nieco krótszy – ok. 1-1,5 km. Tyle wystarczy, aby na plażach nie było tłumów.

Czy warto się tak poświęcać? Poniższe zdjęcia przedstawiają plaże w okolicach Kopalina i Lubiatowa właśnie. Ja uważam, że warto.

wejście na plażę numer 46 Lubiatowo
widok na plażę w Lubiatowie
szeroka biała plaża Lubiatowo
plaża w Lubiatowie

Idąc dalej w stronę Białogóry i starając się nie oszaleć z zachwytu otaczającym pięknem, mijamy uchodzącą do morza rzeczkę o wdzięcznej nazwie Bezimienna. Niedługo potem docieramy do Białogóry.

Jeśli zdarzy mi się kiedyś wpaść na pomysł pojechania nad morze na kilka dni, tak bardziej stacjonarnie, Białogóra z pewnością będzie jednym z intensywniej rozważanych miejsc. Po pierwsze – miejscowość jest niewielka. Do plaży trzeba się kawałek przejść, co już odsiewa spore grono turystów i zostawia więcej miejsca na rozłożenie kocyka na piasku. W miejscowości notorycznie gubił mi się zasięg, a to oznacza, że można się tam całkiem przyjemnie wyłączyć od problemów reszty świata 🙂 I trafiliśmy tam na doskonałą miejscówkę, która podbiła nasze serca (o miejscach noclegowych nad morzem sklecę jeszcze osobny wpis).

Plaża w Białogórze jest szeroka i piaszczysta, a piasek jest drobniutki i prawie biały. Nie bez powodu to miejsce zostało szczególnie opisane na mapie. Żadna inna nadmorska piaskownica takiego zaszczytu nie dostąpiła (przynajmniej nie na moich mapach).

Wyruszaliśmy wcześnie rano, a dzień akurat rozpoczął się chmurnie, więc zdjęcia nie wyszły może rewelacyjnie, ale równie dobrze możesz wrócić kawałek i zerknąć na te słoneczne z okolic Lubiatowa. Słowo, są równie piękne!

ujście rzeki Bezimiennej do morza
plaża w Białogórze
wybrzeże wydmowe na plaży Białogórskiej

Dębki

Kawałek za Białogórą plaża zwęża się, miejscami znacznie, aby ponownie przed Dębkami zyskiwać na szerokości. Piasek cały czas jest tu jasny i drobny jak mąka – takie porównanie usłyszałam z ust jednej pani, która właśnie udała się nad morze ze swoim synkiem.

Zejście do morza jest tu łagodne i pozbawione większych kamieni. Może się jedynie trafić drobny żwirek tu czy tam, ale nie stanowi to żadnej przeszkody.

Jednym z bardziej popularnych miejsc w Dębkach jest ujście rzeki Piaśnicy do Bałtyku. Rzeka nie jest wcale taka mała i tworzy na plaży sporych rozmiarów rozlewisko. Po Piaśnicy można pływać kajakami, które oferują lokalne wypożyczalnie sprzętu wodnego, a jeśli stan wody na to pozwala, można takim kajakiem dopłynąć aż na samą plażę!

plaża przy ujściu Piaśnicy w Dębkach
ujście Piaśnicy do Bałtyku koło Dębek
ujście rzeki Piaśnicy i ludzie pływający kajakiem na plaży
plaża w Dębkach na zachód od Piaśnicy
plaża w Dębkach wejście numer 17
wejście na plażę numer 17 plaża Dębki

Karwia

Tu chwilowo kończą się moje zachwyty polskim wybrzeżem. Niestety, Karwia jako miejscowość nie ujęła mnie zupełnie niczym. Przeciwnie – brakowało mi tam wszystkiego, z bliżej nieokreślonym klimatem nadmorskiego miasteczka na czele. Na domiar złego miejscówka trafiła się nam tu dość fatalna. Na jedną noc jeszcze ujdzie, ale na dłużej – nie ma mowy.

Co do plaży w Karwi to, owszem, jest całkiem szeroka. Zejście do morza jest bardzo łagodne, dlatego świetnie nadaje się dla dzieci. Piasek już wprawdzie nie taki cudny jak w Lubiatowie, Białogórze czy nawet Dębkach, ale nadal daje radę. Wprawdzie byłam na tej plaży przez cały jednej dzień i może akurat trafiłam tak słabo, ale z przykrością muszę przyznać, że była to najbardziej zaśmiecona różnymi papierkami, chusteczkami i petami plaża, jaką widziałam podczas całej mojej wędrówki. Podobnie prezentowało się dojście nad morze przez pas sosnowego lasu. Nie, żeby tam był jakiś koszmarny syf, no nie i nie chodzi o to, żeby tam ani jednego papierka nie było, a ścieżki na luzie przechodziły test białej rękawiczki. Bez przesady. Ale do takiej przeciętnej czystości też trochę brakowało.

Trochę mi było żal, bo kiedy próbowałam przejść wzdłuż wybrzeża rok temu, ale od drugiej strony, akurat wtedy w tych okolicach (od Władysławowa po Dębki) lało cały dzień i okrutnie wtedy przemokłam. Stąd nie zapamiętałam Jastrzębiej Góry, Karwi i Dębek zbyt dobrze (choć w tych ostatnich znalazłam wtedy nocleg w pensjonacie, w którym nie skrojono mnie, korzystając z sytuacji, z kasy i bardzo zadbano). Tym razem, przy pięknej pogodzie, jaką trafiłam w czerwcu, miałam nadzieję na “odczarowanie” tych rejonów. Z Dębkami i Jastrzębią Górą się udało. Z Karwią niestety jakoś nie.

plaża w Karwi

Jastrzębia Góra i Rozewie

Od tego miejsca zaczynają się popularne – jak to nazywam – “warszawskie” miejscówki. Mowa o Jastrzębiej Górze, Władysławowie i Półwyspie Helskim. Troszkę inny klimat, trochę więcej lansu i ceny od razu ambitniejsze w wielu miejscach.

Plaża w Jastrzębiej Górze jest mocno zróżnicowana i w części zachodniej jest całkiem szeroka i piaszczysta, zaś im dalej na wschód, tym bardziej możesz liczyć na kamienie, a okolice Przylądka Rozewie wzmocnione są na długości ponad kilometra betonową opaską (po której można spacerować). Barierę w dostaniu się nad morze tworzą tu wysokie klify. W części zachodniej są one zdecydowanie niższe i dojście na plażę może od Ciebie wymagać pokonania jedynie paru schodków, ale im bardziej na wschód, tym klify wyższe, a wspinaczka po schodach staje się o wiele ambitniejsza. Dla osób z małymi dziećmi i wózkami – odradzam.

plaża pomiędzy Karwią a Jastrzębią Górą widok z klifu

Za Przylądkiem Rozewie, w stronę Władysławowa, plaża na powrót rozszerza się i nie ma tu już kamieni (w istotnej ilości), ale nadal – aby się dostać nad morze, trzeba tu pokonać dość wysokie schody.

Kiedy tam byliśmy, akurat parę dni po silnych wiatrach z północy, plażę urozmaicały nieduże lagunki przelanej z Bałtyku wody. Niewielkie “jeziorka” rozsiane tu i tam dodawały sporo uroku okolicy.

W tym też rejonie zejście do morza jest dość łagodne. Im dalej w stronę Władysławowa, tym bardziej staje się ono ukośne i strome, żeby dopiero w samym Władysławowie ponownie się wypłaszczyć.

plaża w Rozewiu między Jastrzębią Górą a Władysławowie

Władysławowo

Przyznaję szczerze, nie jestem fanką Władysławowa. Trafiłam tu parę razy i za każdym umykałam czym prędzej. Niemniej, są tacy, co rekomendują, więc to zdecydowanie kwestia gustu.

Co trzeba przyznać, to tutejszej plaży czepiać się nie można. Szeroka, piaszczysta, o łagodnym zejściu do wody. Dobrze zagospodarowana pod względem toalet i przebieralni oraz wyposażona w bary na plaży. A o poranku można tam spotkać “czeszące” piasek traktory 😉 (ok, wszędzie można).

W sezonie tłok nad morzem we “Włodkowie” jest przeokrutny, a nawet jeszcze przed ścisłym sezonem ciężko przejść pomiędzy parawanami. Dlatego nie mam dobrego zdjęcia plaży z tego roku – nie dało się jej odnaleźć pośród morza głów plażowiczów. Musi zatem wystarczyć marnej jakości zdjęcie z pochmurnego poranka z zeszłego roku.

traktor na plaży Władysławowo

Półwysep Helski – Chałupy, Kuźnica, Jastarnia, Jurata oraz Hel

Co tu dużo mówić – czy Półwysep Helski jest piękny? Jest! Osobiście nawet wolę chyba lasy ciągnące się wzdłuż całej jego długości, w których bez problemu można spotkać sarenki, zające, a nawet dziki, ale tych ostatnich nigdy tam nie widziałam. Sarenki i zające za to owszem, nawet całkiem blisko, ku mojemu, trwającemu potem jeszcze długo, zachwytowi.

Plażom również nie można niczego odmówić. Są piękne, piaszczyste, o zróżnicowanej szerokości. Na niektórych odcinkach jednak dość ostro podcina je morze, dlatego wejście do wody bywa nieco strome.

Dla przyjeżdżających nad morze czekają tu doskonałe warunki do plażowania. A w bonusie po drugiej stronie, w niektórych miejscach tuż obok, szerzą się wody Zatoki Puckiej. Nawet naturyści znajdą tu kąt dla siebie – słynna plaża w Chałupach czeka z otwartymi ramionami!

Poniżej znajdziesz zdjęcia w plaży w Chałupach (dwa pierwsze), w Juracie (trzecie), z odcinka pomiędzy Juratą a Helem (czwarte), w okolicy samego Helu (piąte) i z plaży w Helu przy wejściu numer 64 (ostatnie zdjęcie).

I tu moja sugestia – jeśli wybierasz się nad morze do Helu właśnie, zdecydowanie wybierz plaże przy wejściach 64, 65 lub 66. Wymaga to wprawdzie umiarkowanej długości spaceru przez las, ale warto nie tylko ze względu na walory edukacyjne tamtejszych ścieżek, ale też jakość plaż. Plaża na samym Cyplu Helskim (wejście 67) była chyba najgorszą, jaką widziałam od samego Świnoujścia. Już w Karwi było lepiej, serio. Gruboziarnisty piasek, pełno kamyków, niekoniecznie czysto i tłok. A parę kilometrów dalej, na skróty przez las, zupełnie inna bajka.

plaża w Chałupach widok na zachód
plaża w Chałupach widok na wschód
plaża na wschód od Juraty - Półwysep Helski
plaża pomiędzy Juratą a Helem
plaża między Juratą a Helem przy ruinie wieży widokowej latarni
plaża w Helu wejście numer 65

A jeśli znudzi Ci się siedzenie nad morzem, nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać się na drugą stronę, nad Zatokę Pucką, by na tamtejszej plaży usiąść w spokoju i pokontemplować barwny zachód słońca w ciepły, letni wieczór.

plaża w Helu od strony Zatoki Puckiej

Tym samym doszliśmy już do końca polskiego wybrzeża Bałtyku, a zarazem do końca niniejszego subiektywnego przewodnika po nadmorskich plażach w Polsce. Zebranie tych wszystkich zdjęć, wrażeń, przemyśleń i opinii wymagało ode mnie przejścia trasy od Świnoujścia do Helu na piechotę, co dało łącznie 413 km i zajęło mi 18 dni. Nie powiem, przygoda była przednia 🙂 I tak samo dużo radości sprawiło mi przygotowanie wszystkich trzech części niniejszego przewodnika, który mam nadzieję zainspiruje Cię do odwiedzenia któregoś z opisanych miejsc 🙂

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, będzie mi przemiło, gdy go udostępnisz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.