Home Polska Pieszo wzdłuż polskiego wybrzeża – nocleg na 1 noc

Pieszo wzdłuż polskiego wybrzeża – nocleg na 1 noc

by Dominika
Plaża w okolicach Podczela

Kto śledził moje relacje na Instagramie (jeśli nie, nic straconego – są zapisane!) albo kto sam próbował wędrować wzdłuż wybrzeża Bałtyku, ten wie, że znaleźć nocleg na jedną noc to nie lada wyzwanie. I to nawet nie liczba osób okazała się tu mieć największe znaczenie, bowiem pod koniec wędrówki, jak już dołączył do mnie Krzysiek, poszukiwanie dachu nad głową dla dwójki zamiast dla mnie jednej wcale nie stało się prostsze. Kluczem okazała się jedna noc.

To właśnie z tego powodu moje wieczory niejednokrotnie przypominały pracę w call center, kiedy musiałam wykonać czasem kilkanaście telefonów obdzwaniając całą okolicę, gdzie planowałam następnego dnia dojść, żeby mieć gdzie spać. I nie wydać na to fortuny. Bo nocleg znajdzie się zawsze – to jedynie kwestia ilości wykonanych telefonów i ceny, którą jest się gotowym zapłacić. A z tym bywało różnie.

Żeby nie było – ja się absolutnie niektórym właścicielom obiektów noclegowych nie dziwię i nie uważam ich za podłych zdzierców, bo za jedną noc w pokoju dwuosobowym (a takich była większość, mówię o tych najmniejszych, bo oczywiście większych jest mnóstwo) kasowali mnie lub chcieli skasować jak za dwie osoby. Albo więcej. Może akurat byłabym dość zdesperowana. Taki nocleg to są przecież koszty, a pokój dwuosobowy po jednej osobie trzeba posprzątać tak samo, jak po dwóch. Po jednej nocy tak samo, jak po tygodniu. Przy czym przychód niewspółmiernie niski do kosztów. Jednym słowem: więcej kłopotu niż pożytku. Co by nie mówić – taki obiekt noclegowy to jest jednak czyjś biznes i po to go prowadzi, żeby na nim zarobić. Proste.

Z drugiej strony – ja miałam jakiś swój przewidziany budżet i starałam się go w miarę trzymać. Stąd być może nie zawsze musiałam wykonać tych kilkanaście telefonów. Mogłam po prostu zapłacić więcej i zamknąć temat. I bywało, że tak robiłam. Ale czasem wolałam trochę podzwonić i jeszcze poszukać, choćby tak trochę dla zasady.

Dlatego pomyślałam, że stworzę osobny post dotyczący noclegów na trasie Świnoujście – Hel. Z konkretnymi adresami i moją krótką opinią. Z jednej strony, może to komuś pomoże zaplanować swoją trasę albo po prostu znaleźć fajną miejscówkę na urlop nad Bałtykiem, z drugiej – żeby polecając to czy tamto miejsce, trochę docenić i podziękować wszystkim dobrym ludziom, którzy zdecydowali się mnie przygarnąć 🙂 O niektórych z nich można by osobną książkę napisać (i dobrze wiecie, że to o Was mowa!) 🙂

Okej, ale przecież można wziąć namiot

No jasne, że można i wiele osób tak robi. Ja (tym razem) nie wzięłam w pełni świadomie, a powodów ku temu było kilka:

  • lżejszy plecak – jakby na to nie patrzeć, to nawet najlżejszy namiot ileś waży, a kilogram czy dwa wydają się może nie takim dużym ciężarem (mój namiot waży ok. 2 kg), ale tylko przez pierwsze parę kilometrów. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że tych kilometrów dziennie było średnio 25 (a najdłuższy odcinek liczył ich 37), to uwierz, że to robi różnicę, która zdaje się rosnąć z każdym kilometrem. Poza tym jak do namiotu doliczyć matę i śpiwór, to dochodzi dodatkowe kilkaset gramów i już całość zaczyna ważyć bardziej 3 niż 2 kg;
  • wybrzeże jest na tyle gęsto usiane miejscowościami (zwłaszcza w zachodniej części) i infrastruktura turystyczna jest w nich tak mocno rozwinięta, że nie ma mowy, żeby nie znaleźć jakiegoś noclegu – choć być może trzeba się będzie czasem nieco naszukać;
  • bezpieczeństwo – jako samotnie przemierzające polskie wybrzeże dziewczę (przynajmniej do Łeby) wolałam jednak zapłacić nieco więcej, ale czuć się trochę bezpieczniej. Być może przesadzam, ale własny pokój, który można zamknąć na klucz, to jednak inny poziom spokoju niż pole namiotowe, na którym mogłoby być różnie;
  • komfort – no nie oszukujmy się, przespanie się nawet w niezbyt wygodnym łóżku jest jednak wygodniejsze niż na glebie, a o poranku nie interesują Cię pojęcia typu kondensacja, których nazwy bez kawy nawet sobie nie przypominasz. Po prostu wstajesz i beztrosko parzysz sobie kawkę.

Poza tym informuję bądź przypominam, że rozbijanie namiotu i nocowanie na plaży oraz w technicznym pasie nadmorskim zaraz za plażą (wydmy, zwykle pas lasu) jest póki co w Polsce nielegalne. Oczywiście można znaleźć w Internecie opowieści mnóstwa osób, które tak robiły i świat się nie zawalił, ale można za to zgarnąć mandat w wysokości do 500 zł (stan na rok 2021). Od jakiegoś czasu Lasy Państwowe stopniowo “uwalniają” lasy i zezwalają na nocowanie w niektórych obszarach, od tego roku nawet z użyciem kuchenek gazowych i bez wcześniejszego zgłaszania (jeśli nocleg dotyczy nie więcej niż chyba 5 osób i nie dłużej niż 2 noce), aczkolwiek z tego, co patrzyłam, chyba żaden z tych wydzielonych terenów nie znajduje się nad morzem. Może kiedyś to się zmieni.

W ogóle w kwestii przygotowań i różnych rozważań przed wyruszeniem na wędrówkę, polecam mój wpis radośnie obwieszczający światu ten sukces, w którym sporo miejsca poświęciłam właśnie przygotowaniom i lekcjom wyciągniętym z poprzedniej próby przejścia wzdłuż wybrzeża.

Jak znaleźć nocleg na jedną noc?

Przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość. I zrozumienie dla człowieka po drugiej stronie. To może nie być łatwe, szczególnie jeśli ktoś na taką wędrówkę wybiera się w szczycie sezonu, ale jest do zrobienia.

Szukając noclegów, korzystałam głównie z dwóch stron internetowych:

  • booking.com – jeden z większych serwisów z ofertami noclegów, ale tego używałam najmniej i raczej w tej części wędrówki, w której szliśmy już z Krzyśkiem razem. Plusy: zaznaczasz tylko jaki chcesz pokój, że na 1 noc, ile osób, płacisz i nie musisz z nikim dyskutować. Minusy: ceny noclegów, jakie tam znajdziesz, mogą być dość ambitne (zwłaszcza jeśli wędrujesz samotnie);
  • przymorzu.pl – z tego portalu korzystałam najczęściej. Przeważają tutaj mniejsze obiekty, raczej domy gościnne, agroturystyka, pensjonaty, apartamenty itp. Oferta jest bardzo duża i obejmuje akurat obszar wybrzeża, na co wskazuje sama nazwa strony. Plusy: można znaleźć nocleg w niższej cenie niż na wyżej wspomnianej stronie, oferta jest bardzo szeroka. Minusy: trzeba dzwonić, pytać, negocjować (podane ceny nie zawsze są aktualne na dany sezon).

Plus do tego nieoceniona pomoc ludzi, których spotkałam po drodze 🙂

Kiedy wybierałam sobie miejsce na nocleg, nie patrzyłam na żadne zdjęcia, listy wszystkich wspaniałych udogodnień, a w opisach szukałam jedynie przedziałów cenowych, żeby wiedzieć o czym możemy rozmawiać i czy obiekt posiada w ogóle pokoje jedno- lub dwuosobowe (bywają obiekty z pokojami większymi tylko, ale i to nie zawsze musi być przeszkodą). Bo tak szczerze – co mi za różnica jak piękny to będzie pokój, skoro zamierzam się tam tylko wykąpać, przespać, wypić kawę i następnego dnia rano ruszyć w dalszą drogę? Pod tym względem moje noclegi zawsze pozostawały niespodzianką do momentu pojawienia się na miejscu.

W opisach obiektów patrzyłam jeszcze na jeden parametr – odległość od morza lub gdzie dany adres znajduje się na planie danej miejscowości. Nie ma większego znaczenia jak pokój wygląda, ale ma duże znaczenie czy po przejściu zaplanowanych 26 km będziesz musiał przejść jeszcze 500 metrów w danej miejscowości, czy dołożyć kolejne 3 km.

Jak już znajdziesz interesujący Cię obiekt i nie ma opcji zarezerwowania go bez bezpośredniego kontaktu z właścicielem/zarządcą (jak na booking.com), to bierzesz telefon i dzwonisz. Przygotuj się na to, że ludzie będą Ci mówić wprost, że nie, że na jedną noc to nie. Albo będą rzucać ceną z kosmosu licząc, że spasujesz. Zwykle kilka moich pierwszych telefonów tak wyglądało. Grzecznie pytałam czy znajdzie się jakiś nocleg dla jednej osoby na jedną noc, a kiedy się nie znajdował, po paru telefonach zaczynałam uciekać się do drobnej manipulacji na emocjach i szłam nieco na litość 😉 Moje dialogi w skrócie wyglądały wtedy mniej więcej tak:

– Dobry wieczór, czy to obiekt (tu nazwa)?

– Tak, słucham.

– Znalazłam Państwa ofertę na stronie (nazwa strony) i chciałabym zapytać czy znalazłby się nocleg u Państwa na jutro, dla jednej osoby na jedną noc?

– Na jedną noc? Jedna osoba? To nieeee, nie bardzooo… Na jedną noc to ciężko…

– Ach, no wiem. Bo widzi Pan/Pani, to jest taka śmieszna sytuacja, że idę sobie piechotą wzdłuż wybrzeża, ze Świnoujścia do Helu, i szukam samych takich noclegów na jedną noc…

– Co Pani robi?! Skąd? Ze Świnoujścia? I na Hel? I Pani tak sama?! O matko, ale numer. No dobra, to coś się znajdzie.

Tu czasem następowało zastrzeżenie, że może to nie będzie jakiś szał, bo są jeszcze przed sezonem albo w trakcie remontu, albo coś, albo że dobra, ale no ktoś nie może mniej niż 60 zł za taki nocleg wziąć (brałam w ciemno, uważam, że to uczciwa cena!). Koniec końców dogadywaliśmy się zawsze, a raz zdarzyło mi się, że ostatecznie ktoś wziął ode mnie mniejszą kwotę niż się umówiliśmy. Wszystkie te sytuacje pokazywały mi, że ludzie w większości naprawdę są w porządku, że jest mnóstwo na świecie dobrych ludzi, że wiele da się dogadać, że słowo ciągle coś znaczy, a jeśli robisz coś niestandardowego, nieszablonowego, masz w sobie pewną odwagę i może odrobinę pozytywnego szaleństwa, ludzie chętnie pomogą Ci w realizacji Twojego marzenia. To było naprawdę niesamowite i warto było dla tych wszystkich spotkań nie taszczyć ze sobą namiotu 😉

Gdzie nocowałam – adresy, opinie, historie i zdjęcia

Tu jeszcze raz odsyłam Cię do zapisanych relacji z wędrówki na Instagramie, bo w nich – zazwyczaj na koniec każdego dnia – robiłam taką krótką wycieczkę po moim lokum. Niewiele robiłam zdjęć, ale jak coś mnie wyjątkowo urzekło, to zdarzyło się. Raczej są to krótkie filmiki pokazujące jak wyglądał mój pokój, jakie były warunki, jaka atmosfera, właściciele, no wszystko, co w danym miejscu uznałam za istotne, by to udokumentować. Jeśli chcesz sobie obejrzeć dany obiekt, to starałam się podlinkować ich nazwy do ich stron albo ofert na stronie pośrednika, jeśli nie mają własnej, gdzie możesz wszystko znaleźć.

Relacje na Instagramie

Noclegów po drodze miałam 15 w miejscowościach oznaczonych na poniższej mapce czerwonymi kropkami. Może Cię to nieco zaskoczyć, ponieważ kropek na mapie jest więcej, ale to dlatego, że w Świnoujściu i Międzyzdrojach nie nocowałam. Świnoujście – wiadomo – to był punkt startowy mojej wędrówki. Przyjechałam i od razu ruszyłam w trasę. A Międzyzdroje? Tu historia była taka, że przeszłam pierwszy odcinek i… wróciłam do domu 🙂 Tak się bowiem składa, że na co dzień mieszkam w Szczecinie i dojazd pociągiem nad morze zajmuje mi nieco ponad godzinę, jak również jest o wiele tańszy niż jakikolwiek nocleg (przy obecnie przywróconej zniżce dla Honorowych Krwiodawców, to bilet w obie strony na pociąg byłby pewnie tańszy niż pole namiotowe, ale tego nie sprawdzałam). Więc co do noclegu w dwóch pierwszych miejscowościach – nie mam doświadczeń. Za to dalej już owszem.

Poniżej znajdziesz opisy poszczególnych miejsc noclegowych, adresy, czasem zdjęcia, odnośniki do stron z większą ilością zdjęć (jeśli istnieją) oraz krótką historię związaną z danym noclegiem, która często mówi sporo o gospodarzach, a to też moim zdaniem istotne. Podaję również ceny, które zapłaciłam w tych miejscach, ale od razu uprzedzam – po pierwsze: wędrowałam przed sezonem (czerwiec 2021) i te ceny w innych porach roku albo w kolejnych latach mogą wyglądać inaczej, a po drugie: nie wiem na ile dana cena była “dla mnie”, a na ile jest regularną ceną, jaką ten czy inny gospodarz bierze normalnie za nocleg.

mapa wybrzeża z zaznaczonymi etapami wędrówki

Dziwnów

Nocowałam tu w obiekcie “Pokoje gościnne DANAL” przy ulicy Mickiewicza 40 e. Znalazłam go na stronie przymorzu.pl, o której pisałam wcześniej.

Dom ten prowadzi przemiła Pani, która udostępniła mi mały pokoik jednoosobowy i poczęstowała dodatkowo herbatą 🙂 Nie mam tu zdjęć, ale jest film w relacji na Instagramie. Pokój znajdował się na piętrze w domu jednorodzinnym. Na tym samym piętrze był jeszcze niewielki aneks kuchenny i łazienka, która jest wspólna dla kilku pokoi (ale akurat byłam tam wtedy sama). Miło, czysto, całkiem wygodnie, z dostępem do wi-fi. Pozostałe pokoje były większe (3-4-osobowe) i one były szykowane na zbliżający się właśnie długi czerwcowy weekend. Zapłaciłam tu 60 zł, co uważam za uczciwą cenę za nocleg.

Niechorze

Do Niechorza dotarłam 02.06.2021 – dzień przed długim czerwcowym weekendem. Znaleźć tutaj nocleg to było nieliche wyzwanie, a ceny rozgrzewały lepiej niż herbata od Pani w Dziwnowie. 150 zł, 135 zł za noc. W końcu udało mi się dodzwonić do miłej Pani, która powiedziała, że wprawdzie są jeszcze przed sezonem i trochę się remontują, ale pokój się dla mnie znajdzie.

Nocowałam w Domu Wczasowym Sara przy ulicy Bursztynowej 70b i było to bardzo przyjemne miejsce. Dostałam dwuosobowy pokój na piętrze, z własnym balkonem. I znowu miło, wygodnie, czysto. Dodatkowo fajny ogród wokół domu, teren ogrodzony, nieco na uboczu od głównej drogi. Przy dłuższym pobycie można takie rzeczy bardziej docenić 🙂 Za pokój zapłaciłam 100 zł za noc, co w porównaniu z innymi cenami, jakie słyszałam w Niechorzu, wydawało mi się całkiem niezłe.

Niechorze - Dom Wczasowy Sara

Mrzeżyno

Kiedy dotarłam do Mrzeżyna, zaczynał się właśnie długi weekend i misja znalezienia tutaj noclegu wydawała się już po kilku telefonach niezłym żartem. Znowu szukałam na stronie przymorzu.pl. Jeden telefon, drugi, trzeci, szósty – nic. Aż w końcu dodzwoniłam się do pewnego pana, który powiedział mi, że on to jeszcze nie, bo przed sezonem, ale żeby zadzwonić do jego brata. I podał mi numer. Niewiele myśląc, zadzwoniłam, bo co mi szkodzi. Odebrał telefon człowiek o przyjemnym głosie, wysłuchał mojej historii o tym skąd mam jego numer, że lezę wzdłuż wybrzeża i szukam noclegu na jedną noc i… powiedział mi, że też jeszcze są przed sezonem, że remont, ale skonsultuje z żoną. Konsultacja wypadła pomyślnie – miałam nocleg!

Tak poznałam Asię i Mariusza, ludzi niesamowitych, którzy anegdotkami ze swojego życia mogliby obdzielić jeszcze co najmniej kilka osób, a do tego opowiadanymi w sposób, który przysparza o zakwasy na brzuchu od śmiechu.

Zostałam przywitana bigosem domowej roboty z młodej kapusty, dostałam do dyspozycji wielki pokój na piętrze z fajnie wyposażonym aneksem kuchennym i łazienką. Za 50 zł. Kosmos! Film pokazujący to wszystko też znajduje się w relacji na Instagramie. A największym bonusem był wieczór spędzony w towarzystwie gospodarzy, którzy są przecudownymi i fascynującymi ludźmi 🙂

Miejscówkę, a zwłaszcza gospodarzy, serdecznie polecam: Pokoje Gościnne, ul. Wypoczynkowa 6b.

Kołobrzeg

W Kołobrzegu pierwotnie nie planowałam nocować w ogóle, ale ból stopy, który przypałętał się do mnie trzeciego dnia wędrówki, skłonił mnie do zweryfikowania planu i skrócenia nieco dystansów w kolejnych dniach, żeby nie przeciążać nogi. I tak oto stanęłam przed wyzwaniem znalezienia noclegu w Kołobrzegu. W środku długiego weekendu. Z dnia na dzień. Dla jednej osoby, na jedną noc. Czy to brzmi jak słaby żart? No jakby…

I już się nastawiłam na poszukiwanie niemożliwego, na długi wieczór z telefonem przy uchu, względnie na desperackie próby znalezienia czegoś jak już dojdę, na miejscu.

Nic z tego, bo oto niespodziewanie z opresji wybawił mnie Mariusz (wspomniany wyżej), który załatwił mi nocleg u swojej Cioci.

Dlatego w drodze wyjątku z Kołobrzegu nie mam takiego oficjalnego adresu do polecenia, było to bowiem mieszkanie prywatne, Pani właścicielka wynajmuje pokój czy dwa w swoim mieszkaniu w sezonie, ale z tego, co zrozumiałam raczej tak dla “starych znajomych”, gości, którzy przyjeżdżają od lat i nic nie wiem o tym, by to gdzieś ogłaszała światu. Nie chciałabym więc jej robić potencjalnego problemu, zwłaszcza że Pani była bardzo miła i bardzo jej za gościnę jestem wdzięczna.

Gąski

W Gąskach nocleg udało mi się znaleźć gdzieś po 10 telefonach chyba i już uruchomieniu wzmianki, że idę piechotą, że wiem, że to kłopot, ale niestety na jedną noc szukam, bo taka specyfika wędrówki, co zrobić… Pani, z którą rozmawiałam była autentycznie zaskoczona i zafascynowana moim pomysłem przejścia wybrzeża i wprost mi obwieściła, że na jedną noc to oni nie rezerwują żadnych noclegów, ale zrobi dla mnie wyjątek.

Tym samym zyskałam nocleg w obiekcie Gąski na Fali przy ul. Zefirowej 5 w Gąskach-Paprotnie. W umówionej cenie 60 zł, a ostatecznie Pani skasowała mnie na 50 zł, jak mnie zobaczyła z tym moim całym majdanem i pogadałyśmy chwilę 🙂 Dostałam jednosobowy, niewielki pokoik z łazienką. Sam dom, a właściwie dwa domy obok siebie, otoczone są sporym terenem, jest dużo zieleni i w ogóle obiekt jest nieco na uboczu. Ma to swoje minusy, bo do morza jest przez to kawałek, ale to wydaje się naprawdę przyjemna miejscówka.

Gąski na Fali

Łazy

W Łazach noclegu szukałam na dwie raty. Bo najpierw, jeszcze będąc w Kołobrzegu, pomyślałam, że skoro mi z tymi Gąskami tak nieźle poszło, to może od razu następny nocleg w Łazach też się uda ogarnąć. Ale gdzie tam. Wykonałam kilkanaście telefonów i nic. Nikt w Łazach mnie nie chciał.

Drugą próbę podjęłam będąc już w Gąskach i pierwszy telefon również nie zapowiadał sukcesu. No trudno, zadzwoniłam w kolejne miejsce, przedstawiłam się, zapytałam o nocleg na jedną noc…

– Nie ma problemu. Na jutro, tak? – odpowiedział mi kobiecy głos w słuchawce.

– Tak, na jutro. Ale naprawdę? Nie ma problemu? Rety, od tygodnia jestem w drodze, codziennie szukam noclegu, codziennie dzwonię w ileś miejsc i tłumaczę się, wiję, próbuję negocjować, a Pani jest pierwszą osobą, która na to pytanie odpowiada mi, że nie ma problemu! Jeszcze Pani nie znam, a już uwielbiam!

Moja gospodyni zaśmiała się i nie trzeba chyba dodawać, że dogadałyśmy się w mig. Dostałam dwuosobowy pokój z łazienką w cenie 60 zł. Czysto, przyjemnie, na piętrze aneks kuchenny, piętro wyżej coś w rodzaju jadalni z taką większą kuchnią i inne pokoje. Oczywiście na Instagramie znajdziesz krótki film pokazujący te wszystkie dobra. Bardzo mi się ten dom podobał, a Pani, która go prowadzi jest cudowną, pozytywną osobą 🙂

Kwatery Prywatne Brzezicki ul. Morska 1A – gospodyni powiedziała mi, że oni są przyzwyczajeni do takich jednodniowych noclegów, często się u nich zatrzymują rowerzyści, który jeżdżą trasę wzdłuż wybrzeża, dlatego jeśli planujesz taką wędrówkę albo przejażdżkę, ten adres warto zapamiętać – tu nie ma problemu! 🙂

Darłówko

Tu znów się trochę nadzwoniłam, ale muszę przyznać, że znalezienie przystępnego cenowo noclegu w Darłówku nie było wybitnym wyczynem. Noc spędziłam w Ośrodku Wypoczynkowym “Jaskółka” przy ul. Wczasowej 2. Bardzo miła Pani podała mi przez telefon cenę 65 zł za – jak się okazało – trzyosobowy pokój z łazienką. Cały do mojej dyspozycji.

W pokoju był też telewizor, z którego i tak nie korzystałam oraz czajnik elektryczny, z którego korzystałam chętnie. Standard obiektu określiłabym jako przyzwoity – na dłuższy pobyt może wolałabym coś fajniejszego, ale na kilka dni już byłoby spoko. Na jedną noc – idealnie.

Jezierzany koło Jarosławca

To był prawdziwy nocleg-przygoda. Z właścicielem “obiektu” skontaktował mnie Mariusz (ten cudowny człowiek z Mrzeżyna). To był jego kolega, swoja drogą naprawdę fajny człowiek tak na pierwszy kontakt. Mariusz się z nim zgadał, On (zapomniałam imienia!) zgodził się mnie przenocować, więc dostałam numer telefonu, na który zadzwoniłam z Darłówka, umówiliśmy się, spoko.

Mariusz wspomniał mi tylko, że ten kolega ma jakieś domki holenderskie, tam jeszcze jest remont, ale na tyle, by przenocować, to nie będzie problemu. Na miejscu okazało się, że domek jest jeden (kolejne dopiero są w planach) i na co dzień robi za taki trochę barak dla ekipy, która tam pracuje. Jeśli dobrze pamiętam. Domek ów nie był używany od dawna, w związku z czym przez zimę sparciał jakiś wężyk i w zasadzie nie do końca można było liczyć na bieżącą wodę (znaczy można było, ale musiałam ją odkręcić delikatnie, żeby naprędce sklecona w to miejsce prowizorka nie wywaliła w kosmos i zakręcać zawór, jak już woda nie była mi potrzebna). Woda była dostępna w ograniczonym zakresie i tylko w wersji zimnej, bo coś tam nie działało z jej podgrzewaniem. A na to wszystko nie mogłam nawet podładować sprzętu, bowiem wszystkie dostępne gniazdka były angielskie i zbiegiem okoliczności nie miałam ze sobą przejściówki.

Podsumowując: warunki trafiły mi się dość syfiaste, z mocno ograniczonym dostępem do wody (o umyciu głowy nie było mowy) po całym dniu wędrowania w upale i z perspektywą kolejnego dnia asfaltowania w pełnym słońcu oraz bez prądu, poza działającym światłem. Za to u przemiłego człowieka, który nie skasował mnie za to ani złotówki.

Jako, że nie był to jakiś działający komercyjnie obiekt, podobnie jak w przypadku Kołobrzegu nie podaję adresu i kontaktu. Ponadto… no była przygoda, był sympatyczny właściciel i ostatecznie jakoś przenocowałam, było ciepło, całkiem spore i wygodne łóżko, ale gdybym wiedziała wcześniej jak to będzie wyglądało, to przy całej mojej wdzięczności za nocleg dla tego fajnego Ludzia, chyba raczej zdecydowałabym się poszukać czegoś w Jarosławcu…

Ustka

Po trudach poprzedniej nocy i – a jakże – niekończących się próbach znalezienia sensownego noclegu w Ustce z widmem prawie 30 km wzdłuż asfaltowej drogi w upale, ostatecznie postanowiłam pójść na łatwiznę i zafundować sobie odrobinę luksusu.

Po tym, jak udało mi się zaopatrzyć w śniadanie i podładować nieco telefon w sklepie w Królewie (Pani Ekspedientka była super!), odpaliłam stronę Booking.com i zarezerwowałam sobie lokum o wdzięcznie brzmiącej nazwie Cztery Lisy (4 Foxes) przy ulicy Polnej 17.

Za nieco ponad stówę za noc dostałam bardzo przyjemny, jednoosobowy pokoik z pełnym wyposażeniem w postaci telewizora, lodówki, czajnika i super łazienki z wypasionym prysznicem z opcją hydromasażu. Relację znajdziesz na Instagramie (część Bałtyk 4). Byłam zachwycona nie tylko pokojem, ale również przyjęciem mnie w obiekcie.

Rezerwowałam ten pobyt tego samego dnia rano, na który chciałam nocleg, więc wprawdzie strona Bookingu mówiła mi, że pokój będzie od 14:00, ale brałam pod uwagę, że tak na ostatnią chwilę, to być może będę musiała chwilę poczekać. I rzeczywiście – jak dotarłam na miejsce, okazało się, że informacja o mojej rezerwacji nawet jeszcze nie dotarła do obiektu, ale przemiła Pani, która tam na miejscu rządziła, zajęła się wszystkim w mig, ja sobie mogłam poczekać w cieniu w takiej ogródkowej części obiektu i właściwie już byłam całkiem szczęśliwym człowiekiem, a tu w dodatku, w drodze rekompensaty za tę niedogodność, dostałam szklankę lodu i wodę mineralną dla ochłody z przeprosinami w pakiecie. Po całym dniu wędrowania w upale, kiedy myślałam, że szczeznę tam na tym asfalcie i betonie, siedziałam sobie przy stoliczku w “ogródku” rozkoszując się luksusem możliwości posadzenia tyłka w przyjemnym miejscu, w cieniu, z myślą, że ten parszywy odcinek między Jarosławcem a Ustką już za mną i ta moja mała rozkosz została nazwana niedogodnością godną rekompensaty w postaci chłodnego napoju, bo musiałam chwilę poczekać. Niby drobna rzecz, ale poczułam się tym naprawdę dopieszczona! 🙂

Jedynym minusem tego obiektu może być to, że do głównej części miasta, jak i na plażę, jest dość daleko. Ale akurat z mojej perspektywy, osoby wchodzącej do Ustki od południowej strony, to położenie było bardzo na plus.

Gościnne przyjęcie w 4 Foxes
4 Foxes Ustka

Rowy

Przy poszukiwaniu noclegu w Rowach wróciłam do wspominanej już wcześniej strony przymorzu.pl i obdzwaniania kolejnych obiektów. Czy muszę wspominać, że lekko nie było? Co za niespodzianka.

W końcu dodzwoniłam się do obiektu, w którym Pani o akcencie, którego nie potrafiłam zidentyfikować, wypowiedziała wyczekane przeze mnie słowa, że pokój się znajdzie i to w rozsądnej cenie 60 zł. Jako, że nie potrafiłam tak ściśle powiedzieć, o której mniej więcej mogłabym się tam pojawić, umówiłam się z Panią na telefon jeszcze następnego dnia z trasy. Kiedy zadzwoniłam, tym razem odebrał miły Pan i potwierdziłam swoje przybycie w godzinach wczesnowieczornych.

Obiekt nazywa się “Zameczek” i rzeczywiście wygląda zamkowo, a znajduje się przy ulicy Leśnej 2. Nie widziałam, żeby mieli własną stronę, więc przekierowuję do tej, gdzie ich znalazłam, ale ogłaszają się na wielu, toteż nie powinno być trudności z ich odszukaniem w razie czego.

Pani o nieznanym mi akcencie okazała się być przeuroczą, cudownie uśmiechniętą Azjatką, a Pan, z którym rozmawiałam jej mężem. Razem prowadzą ten obiekt i stanowią niesamowicie pozytywną parę. Jak tylko dowiedzieli się, że idę piechotą wzdłuż wybrzeża i że wahałam się jeszcze czy następnego dnia iść plażą prosto do Łeby, czy jednak na południe obok jezior – ale wtedy czy jednym rzutem do Łeby, a może raczej z noclegiem w Czołpinie lub Smołdzińskim Lesie, zaczęli mi opowiadać, doradzać, zrobiła się z tego rada konsultacyjna na dobrą godzinę dyskusji 🙂

Co do pokoju, to dostałam trzyosobowy z łazienką. Był czajnik i kubeczki, żebym sobie mogła zrobić kawy. Był też niewielki aneks kuchenny na piętrze, ale nie miałam potrzeby z niego korzystać. Standard samego pokoju określiłabym jako dobry, za to właściciele cudowni 🙂 Sam budynek, wyglądający w istocie jak Zameczek, ma fajny klimat i znajduje się niemal w samym centrum Rowów, a jednocześnie w takiej bocznej uliczce, że jakby troszkę na uboczu. Bliskość wszędzie i spokój w jednym.

Łeba

Tutaj wyjątkowo zamierzałam spędzić więcej czasu. Początkowo myślałam o dwóch nocach, ale ostatecznie zostałam na trzy. Powody ku temu również miałam trzy. Po pierwsze: pogoda. Pierwotnie myślałam iść z Rowów do Łeby przez Czołpino i Smołdziński Las z noclegiem tamże. Ale w sobotę przed południem, kiedy miałabym iść stamtąd już do Łeby, prognozy przepowiadały deszcze. Pomyślałam więc, że zepnę poślady i jednak wybrałam wariant z Rowów prosto do Łeby, 37 kilometrów, żeby być tam już w piątek. Tym samym z dwóch nocy zrobiły mi się trzy, bo miałam w Łebie zostać do niedzieli, gdyż w ten dzień miał do mnie dołączyć Krzysiek (Łeba jest dobrze skomunikowana i łatwo tam dojechać). Poza tym uznałam, że po przejściu prawie 300 km łącznie od Świnoujścia, wypadałoby może zrobić sobie jakiś odpoczynek od codziennego wędrowania (do Łeby dotarłam dwunastego dnia wędrówki).

Postawiłam więc na nocleg nieco wyższej klasy, bo skoro miałam tam spędzić trochę czasu, to chciałam odpocząć w wygodnych warunkach. Mój wybór padł na obiekt, który znałam z poprzedniego pobytu i bardzo mi odpowiadał – Dask Aqua Holiday przy ulicy 10 Marca 16. Rezerwacji dokonałam przez Booking.com i tam też Cię odsyłam w powyższym linku.

Dostałam pokój 2-osobowy w cenie 300-parę zł za 3 noce. Wprawdzie Krzysiek przyjeżdżał dopiero na ostatnią noc, ale gdybyśmy ten czas spędzali cały razem, wychodziłoby to nieco ponad 50 zł na głowę za 1 noc. Całkiem niezła cena, choć przy wszystkich tych cenach należy brać pod uwagę, że byłam tam w czerwcu, a więc jeszcze przed ścisłym sezonem. Pokój był czysty, z niedużą łazienką, ale przestronną kabiną prysznicową, klimatyzacją, telewizorem, lodówką i czajnikiem. Do dyspozycji był też niewielki aneks kuchenny, z którego pożyczyłam na ten czas kubki na kawę. Moje lokum znajdowało się na parterze, wchodziło się do niego przez drzwi przypominające balkonowe. Na terenie obiektu był basen (ale z niego nie korzystałam). Do głównej ulicy Łeby rzut beretem, do plaży ok. 15-minutowy spacer. Pani na recepcji naprawdę super. Jeszcze zanim dotarłam do samego miasta (byłam dopiero przy wejściu do Słowińskiego Parku Narodowego), zadzwoniła do mnie, żeby się upewnić kiedy może się mnie spodziewać, bo potrzebowała podejść na chwilę do ich drugiego obiektu, a nie chciała by się okazało, że zaraz przyjdę i muszę czekać. Już to mnie ujęło. Ponadto Pani zdawała się mnie pamiętać z poprzedniego roku (kiedy szłam wybrzeżem w drugą stronę, co się wtedy nie udało, ale do Łeby dotarłam i również nocowaliśmy wtedy u nich – i również po okresie samotnej wędrówki spotykałam się tu z moimi towarzyszami na dalszą drogę). Poczułam się naprawdę miło 🙂

Obiekt ten polecam zatem z całą mocą 🙂

A na marginesie: następnego dnia rano po przejściu tych morderczych 37 kilometrów, obudziłam się, zrobiłam sobie kawy, wyjrzałam za okno… padało. Jednak było warto o mało nie szczeznąć na tej plaży dzień wcześniej 😉 Zadowolona z siebie wróciłam do wygodnego łóżka, gdzie spędziłam jeszcze pół dnia.

Białogóra

Ta miejscowość i ten fragment wybrzeża był dla mnie wielką niewiadomą. Możesz zapytać: jak, skoro podobno rok wcześniej udało Ci się dotrzeć z Helu aż do Ustki?

No faktycznie, większość fragmentów tej trasy już znałam – poza tym między Dębkami a Łebą, na którym w minionym roku użyłam z konieczności oszukańczego kodu w postaci autostopa, by wejść na wyższy poziom w tej wybrzeżnej grze. Jeżeli interesuje Cię historia tej porażki, więcej o niej możesz przeczytać tutaj.

Wracając do Białogóry… Tak naprawdę to bardziej szukałam noclegu w Lubiatowie bądź Kopalinie, jakieś 10 km wcześniej, ale mimo wykonania miliona telefonów nie znalazłam nic. W tych rejonach bowiem dominują domki letniskowe, a wynajęcie takiego nawet na dwie osoby, ale na jedną noc, to jednak dramat. Po równie długich, jak bezskutecznych, próbach, rozważaniach, przeliczeniach kilometrów i całej tej planistycznej akrobacji, zdecydowałam się na zarezerwowanie noclegu przez Booking.comGościńcu Kaszubskim.

Wzięłam pokój 2-osobowy z łazienką w cenie 150 zł (75 zł na osobę wydało mi się w porządku ceną). I muszę to napisać wprost: ten obiekt nas po prostu oczarował. Nawet rozważaliśmy czy nie przyjechać tu jeszcze na trochę dłużej później w ciągu roku, ale chyba mamy troszkę przesyt morza na tę chwilę 😉 Aczkolwiek gdybyśmy wpadli na taki pomysł, ten obiekt zostaje na naszej liście naprawdę wartych zapamiętania i powrotu.

Gościniec znajduje się na uboczu Białogóry, która już sama w sobie zdaje się być na uboczu wszystkiego (łącznie ze znikającym zasięgiem komórkowym, co akurat my uznajemy za plus). Nasz pokój, czy raczej apartament, znajdował się na parterze. Przed wejściem mieliśmy taki zadaszony tarasik ze stoliczkiem i krzesełkami. Wszystko w zieleni. Pokój, poza przestronną łazienką, miał w pełni wyposażony aneks kuchenny, telewizor, wielkie, wygodne łóżka zestawione razem i stół jadalny z krzesłami. Poza tym była jeszcze mniejsza sofa. Całość bardzo zadbana, wyglądała na dość nową, zrobiona bardzo praktycznie, porządnie jeśli chodzi o wykończenia i w dobrym guście, jeśli idzie o efekt wizualny. Stosunek ceny do standardu, który otrzymaliśmy: zachwyt.

I nawet nie można w tym przypadku uznać, że jedynym minusem tego obiektu jest odległość od plaży, którą należy szacować na dobre pół godziny spacerem, bowiem cała Białogóra leży jakieś 2 km od morza i z każdego innego obiektu tutaj też trzeba sobie pospacerować (co tak naprawdę jest dużym plusem, bo nawet w środku lata nie ma takich dzikich tłumów w tych okolicach!).

Gościniec Kaszubski w Białogórze
pokój w Gościuńcu Kaszubskim w Białogórze

Karwia

Do Karwi nie byłam nastawiona nader optymistycznie, bo kojarzyła mi się z zeszłorocznym ociekaniem wodą, przemarznięciem, bólem nóg i ogólnym nieszczęściem. Jednocześnie miałam sporą nadzieję na “odczarowanie” tego miejsca w – tym razem – o niebo lepszych okolicznościach. Ale nie. Jest coś takiego w tej miejscowości, że jej po prostu nie umiem polubić. A jeszcze nocleg, jaki nam się tutaj trafił, zwłaszcza po wcześniejszym zachwycie w Białogórze, nie pomógł nijak w polubieniu czegokolwiek.

Zatrzymaliśmy się w obiekcie Pokoje Gościnne “Rybitwa” przy ul. Mokrej 19. Za pokój dwuosobowy zapłaciliśmy 110 zł, co nie było wysoką ceną. Ale standard tego pokoju za wysoki też nie był. I to nawet nie, że po olśnieniu cudownością noclegu w Białogórze poprzeczka była tak wysoko, że wszystko musiało być gorsze. Po prostu wierzę, że nawet w Karwi można znaleźć lepsze lokum.

Ogólnie to było wszystko, co powinno być – łóżka, lodówka, czajnik, stół, łazienka w pokoju. Ale wszystko wykończone tak słabo, że obawialiśmy się czy prysznic się nie rozpadnie, jak wejdzie się do kabiny (nie rozpadł się), a w brodziku zatrzymywała się woda, więc trochę opory mieliśmy przed włażeniem tam bez klapków. Kafelki, fugi, wszystko zrobione tak, by nie odpadało, ale efekt wizualny był słaby i nie wzbudzał wielkiego zaufania. No po prostu cieszyliśmy się, że to tylko jedna noc i następnego dnia opuścimy Karwię, która jakoś nie wykorzystała swojej drugiej szansy.

Kuźnica

Po wkroczeniu w strefę Półwyspu Helskiego, która zaczyna się już od Władysławowa, weszliśmy jednocześnie w krainę cen z kosmosu. To nie jest wielkie odkrycie, że Hel jest drogi. Mimo to ceny za nocleg tutaj mnie zaskoczyły.

Pierwotnie myślałam, aby rozplanować noclegi we Władysławowie, potem w Jastarni i w samym Helu, ale po przedyskutowaniu tematu zdecydowaliśmy się te ostatnie kilometry podzielić jednak na dwa dni, żeby mieć jeden – ostatni – dzień urlopu na taki totalny luz. Tym samym padło na Kuźnicę, jako to miejsce, gdzie nocleg musiał się znaleźć. Z Chałup ostatni odcinek byłby morderczy, za to z Karwi do Jastarni to gruba przesada.

Czy jeszcze kogoś zaskakuje, że nocleg w Kuźnicy nie chciał się znaleźć? W ogóle. Nikogo nie interesowało udzielenie nam gościny na jedną noc, choć podobno pustych obiektów w okolicy było sporo, a to był środek tygodnia i przed sezonem. Żadne gadanie, że idziemy ze Świnoujścia, już zaraz finisz, tyle kilometrów – nic nie pomagało, nikomu nawet powieka nie drgnęła. Na Booking ceny zaczynały się od 330 zł. Za jedną noc.

Aż w końcu jedna Pani z obiektu Dom Pod Żaglem przy ul. Morskiej 3 zaoferowała nam nocleg. Za 200 zł za dwie osoby za noc. Z początku wydało mi się to strasznie dużo, ale po pierwsze – to była tak naprawdę jedyna i w dodatku najtańsza oferta, a po drugie – jak zobaczyliśmy obiekt i nasz pokój… nie mieliśmy wrażenia, że za niego przepłaciliśmy.

Pokój był dwuosobowy, nieduży, ale dość luksusowy. Z niewielką łazienką, za to z obszerną kabiną prysznicową w niej. Nawet z balkonem, na którym mogliśmy zostawić i otrzepać z piachu swoje sterane wędrówką buty. Tam było tak czysto, tak ładnie, że aż nam głupio było, że my tacy cali w pyle, jakichś okruchach roślin po wędrówce przez las, a tu dywan w pokoju w kolorze czerwonego wina, stylowe meble, wszystko z gustem i klasą. Do dyspozycji na piętrze mieliśmy też naczynia i niewielki aneks kuchenny. Pani, która nas przyjęła, była przemiła. Wszystko tu było na swoim miejscu i to również jest jedno z tych miejsc, które zachowamy sobie w naszych kajecikach, na wypadek, gdyby nas kiedyś naszło spędzić w tej okolicy więcej czasu. To jest miejsce, które mogę polecić, bo choć do najtańszych nie należy, ale jednak ma się tu poczucie, że się wie za co się płaci. Choć podejrzewam, że na dłuższy okres to i cena nie byłaby wcale za wysoka.

Hel

W Helu, ostatnim przystanku naszej wędrówki, było podobnie jak w Kuźnicy… tylko bardziej. Booking na dzień dobry pokazał mi obiekty żądające za 2 noce dla 2 osób co najmniej 800 zł… Pomyślałam, że to jakiś żart i po bliżej nieokreślonej ilości telefonów znalazłam nam ostatnie dwa noclegi w Villi Helios przy ul. Lipowej 2 za łączną cenę 280 zł. Gospodyni była bardzo miłą osobą, ale nalegała na wpłacenie zaliczki (podobnie jak w Kuźnicy). Jednak w obu przypadkach udało się przekonać Panie, że zrobienie przelewu jest nieco kłopotliwe (mów, co chcesz, ja nie lubię robić takich rzeczy z komórki), że dojdzie i tak dopiero następnego dnia, a my przecież będziemy tego następnego dnia już u nich, co możemy dodatkowo jeszcze potwierdzić telefonem o ustalonej godzinie i wtedy się rozliczymy od razu w gotówce. W Kuźnicy poszło łatwiej, Pani z Helu miała większe opory, bo najwyraźniej nie raz już się przejechała, co jest przykre. Tym bardziej cieszy mnie, że zdecydowała się nam w końcu zaufać i że jej zaufanie nie zostało tym razem nadszarpnięte.

Dostaliśmy nieduży pokoik dwuosobowy na parterze z własną łazienką, ale poza obrębem pokoju. W praktyce oznaczało to, że musieliśmy przejść korytarzem do tej łazienki, choć mieliśmy ją na wyłączność – mieliśmy do niej swój klucz. Sama łazienka przypominała mi trochę takie w ośrodkach, do których jeździło się na wycieczki szkolne albo kolonie w podstawówce. Stanowiła spory kontrast w porównaniu z np. głównym holem obiektu. I to był minus tego miejsca, choć chyba mają też pokoje z łazienkami przynależnymi do nich, być może tamte wyglądają lepiej. Do dyspozycji była jeszcze kuchnia, również na parterze, a w razie czego obiekt dysponuje własną tawerną po drugiej stronie uliczki (trzy kroki zaraz po wyjściu z pensjonatu). Dużą wagę położono tutaj na wystrój wnętrza i stworzenie odpowiedniego klimatu (zwłaszcza w holu na parterze i kuchni, na piętrze nie byłam). Liczba zgromadzonych przedmiotów dekoracyjnych wszelkiego rodzaju naprawdę robi wrażenie. Z minusów dodałabym czystość. Ten element zdecydowanie można by poprawić, choć nie było jakoś bardzo źle.

Podsumowując: dla nas to było takie miejsce, że na dwa dni to spoko (szczególnie, że my mało czasu spędzamy w pokoju), nie mamy wielkich wymagań, ale na dłużej poszukalibyśmy czegoś lepszego (albo lepszego pokoju z łazienką nie osobno w tym samym obiekcie, jeśli są). Biorąc pod uwagę ceny, jakie widziałam w Helu i tę, jaką zapłaciliśmy tutaj, to podejrzewam, że standard był w zupełności adekwatny do naszego wydatku. Wychodzi na to, że jeśli nie chce się zapłacić miliona monet za nocleg, należy po prostu omijać Hel 😉

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, będzie mi przemiło, gdy go udostępnisz 🙂

Leave a Comment

* Używając tego formularza, wyrażasz zgodę na przechowywanie Twoich danych przez tę stronę zgodnie z polityką prywatności.

You may also like

Ta strona potrzebuje ciastek (cookies), żeby poprawnie działać. Bez tego ciężko ją zapędzić do roboty :) Niech żre na zdrowie! Co to za ciastka?