Trzecie urodziny bloga!

by Dominika
Urodzinowy_newsletter_obrazek_wyróżniający_nowy

Kiedy to zleciało – nie mam pojęcia! Ale fakt jest faktem – ten blog właśnie obchodzi swoje trzecie urodziny. I choć powstał chwilę przed czasem “wielkiej smuty” w turystyce, to jednak udało się mu przetrwać i ciągle się rozwija. A wszystko zaczęło się od marzeń…

Nie wiem czy ktokolwiek pamięta w ogóle pierwszy wpis, który tu powstał 🙂 Siedziałam akurat w mieszkaniu mojej Mamy, która wybyła na trochę, a ja zostałam, by zaopiekować się jej psem. Chwilę wcześniej uruchomiłam bloga na Wordpressie, takiego najprostszego, z gotowego szablonu, do którego wystarczyło tylko dodać zdjęcia i jakiś tekst. Nic więcej nie musiałam umieć. I nie umiałam. Zrobiłam sobie herbatę, której nazwa brzmiała Singapore ginger i… popłynęły wspomnienia!

Od tego czasu zmieniło się właściwie wszystko!

Kiedy zaczynałam pisać, nie miałam jasnego pomysłu na tego bloga. Na początku istniał on pod inną nazwą, w innym miejscu. Nie pisałam dużo, za to uczyłam się mnóstwa rzeczy. Skupiłam się głównie na opisaniu i uporządkowaniu wspomnień z Australii, które aż 7 lat na to czekały. I z każdym kolejnym postem coraz bardziej czułam, że to jest to!

Już od dziecka marzyłam, aby podróżować po świecie, pisać i robić zdjęcia. Ale z wielu powodów nigdy tego marzenia nie realizowałam. Opisując swoje wrażenia z Australii, a potem z innych miejsc, w których byłam czy to sama, czy później razem z Krzyśkiem, mocniej i mocniej rosła we mnie potrzeba, by właśnie w tę stronę iść. By w końcu podążyć za głosem w sobie, który woła od wielu lat, a który tak uparcie ignorowałam.

Po roku prowadzenia bloga, o którym świat w ogóle nie słyszał, zdecydowałam się zająć tym na poważnie. Wykupiłam własną domenę, hosting i zaczęłam całkiem od zera tworzyć swoją stronę internetową z darmowym kursem, który zupełnie przypadkiem znalazłam na Facebooku. Dziewczyna, która stworzyło ten kurs, wyjaśniała wszystko krok po kroku tak prosto, że prościej się już chyba nie dało! W ten sposób ja, której zawsze się wydawało, że stworzenie strony to jest dziedzina równie zawiła, jak fizyka kwantowa, zrobiłam to!

Miałam zatem własną domenę i utworzoną stronę – własny dom… do którego nadal prawie nikt nie przychodził. Nie zrażało mnie to, bo przecież realizowałam swoje marzenie – mogłam pisać o podróżach, robić zdjęcia i publikować je jak chciałam 🙂

W międzyczasie jak tylko mogłam, próbowałam uczyć się nowych rzeczy. Zapisałam się więc na kurs o blogowaniu oraz publikowaniu na Instagramie i w innych social media. Bardzo powoli, na ile mi czas (praca na etacie nie zostawia go wiele) pozwalał, wdrażałam kolejne wskazówki, a potem… “odkryłam” SEO i osobny kurs związany z tą tematyką. Wiesz, te wszystkie triki, które pomagają sprawić, że moje wpisy nie będą całkiem ginęły w oceanie Internetu i że będzie można je tam znaleźć. I rzeczywiście, mój blog zaczął być czytany! 🙂

Kto nie idzie do przodu, ten się cofa

Od początku 2022 roku, czyli tak naprawdę po 2 latach dopiero, moje działania na blogu zaczęły nabierać kształtu. Ciągle jeszcze wyglądał on fatalnie, ale zmieniłam to w czerwcu i wreszcie w miarę mi się tu podoba. Jeszcze nie raz na pewno udoskonalę to i owo, ale czuję, że to jest dobry kierunek.

Ciągle uczę się czegoś nowego i choć niektóre, nawet drobne, rzeczy zajmują mi sporo czasu, to jednak jestem dumna z tego, że wszystko tu tworzę sama 🙂 I będę tworzyć coraz więcej i coraz fajniejsze rzeczy, bo co i rusz inwestuję w jakieś szkolenie, różne fajne rozwiązania podglądam u innych, ciągle próbuję podnosić jakość tego, co możesz znaleźć na stronie.

A przede wszystkim zależy mi, by była ona dla Ciebie użyteczna, by stanowiła nie tylko źródło informacji na temat danego miejsca, szlaku czy wydarzenia, ale również inspirację dla Ciebie do poszukiwań własnego sposobu na podróżowanie i odkrywanie świata.

Marzy mi się również, aby stworzyć tutaj społeczność, którą łączyć będzie zarówno pasja do podróżowania, zdobywania szczytów ale też do “łażenia po krzakach” na nizinach, pasja do poznawania nowych rzeczy i wrażliwość na piękno świata. Marzy mi się społeczność ludzi, dla których ciągle ważniejsze jest zbieranie w życiu doświadczeń i wspomnień, zamiast przedmiotów. Bo czy nie o to właśnie w życiu chodzi, by je PRZEŻYĆ?

Dołącz do grupy Pionierów!

Wszystko na tej stronie ma swój początek w marzeniach, dlatego dziś – z okazji trzecich urodzin bloga – postanowiłam w końcu uruchomić LISTY Z PODRÓŻY.

Dotąd, przez trzy lata prowadzenia bloga, nie było takiej opcji tutaj. Pojawiła się kiedyś dosłownie na chwilę, żeby równie szybko zniknąć. Wystraszył mnie wtedy ogromny jaszczur zwany RODO i w obawie o to, że z braku głębszej wiedzy na ten temat, sprowadzę tylko na swój płowy łeb jakieś kłopoty – zrezygnowałam.

Potem temat umarł, bo… teraz jest już standardem i na wszystkich szkoleniach jest to mocno podkreślane, że aby uruchomić zapisy na Newsletter, trzeba coś za ten zapis zaoferować. Oczywiście za darmo. Taka przynęta. W pełni to rozumiem, wiem jak świat działa i że w dobie wiecznej wyprzedaży, przecen i gratisków bez jakiegoś upominku to nie ma co w ogóle zaczynać tematu. Bardzo długo mnie to blokowało.

Ale taka filozofia nie pasuje do mojego postrzegania świata. Bardzo, ale to bardzo, nie chciałabym tworzyć czegoś, do czego nie mam przekonania, o prawdopodobnie wątpliwej jakości, tylko po to, by zachęcić Cię do zapisu do Listów z Podróży.

Dlatego wymyśliłam Grupę Pionierów. Pionierzy to ci, którzy mają odwagę iść w nieznane i nie wiedzą, co będzie na końcu tej drogi. Ba, nie wiedzą nawet, co będzie za następnym zakrętem! To ci, którzy przecierają szlaki. Idą tam, gdzie jeszcze nie szedł nikt.

Zapisując się na moje Listy z Podróży dziś, nie otrzymasz nic namacalnego. Otrzymasz słowo. Dostaniesz obietnicę, że Twoje zaufanie do mnie zostanie w przyszłości docenione. Kiedy któregoś dnia stworzę wreszcie coś fajnego, będziesz w grupie tych pierwszych, którzy to otrzymają. Jeśli to coś, co stworzę (a mam parę pomysłów, tylko to wyższa szkoła i muszę się jeszcze dużo nauczyć), będzie płatne – Ty będziesz w grupie osób, dla których cena zawsze będzie wyjątkowa. Do tego zyskasz dostęp do niektórych treści – czy tu na blogu, czy tylko poprzez newsletter – które nie będą publikowane szerzej. Dożywotnio. Albo dopóki sam nie będziesz chciał zrezygnować. Wszak zapisać się i wypisać możesz przecież w każdej chwili 🙂

 

Postanowiłam, że Grupa Pionierów będzie obejmowała maksymalnie 100 pierwszych osób ALBO do czasu, kiedy stworzę jakiś darmowy upominek w podziękowaniu za zapis do Listów z Podróży. Kiedy to może nastąpić? Nie mam pojęcia, ale nie spodziewałabym się tego jeszcze w tym roku. Co ważne: raz zamknięta Grupa Pionierów pozostanie już taka na zawsze. Jeżeli zapisze się 100 osób, a po jakimś czasie np. 17 z nich zrezygnuje z otrzymywania Listów z Podróży – na ich miejsce nie “wskoczy” już nikt.

Czym będą Listy z Podróży?

Na początek czym na pewno nie będą – nie będą spamem informującym Cię za każdym razem o tym, że na blogu pojawił się nowy wpis. Nie będą też mailem wysyłanym do Ciebie tylko po to, żeby poinformować Cię o kończącej się właśnie promocji na kolejny produkt (pewnie kiedyś taki stworzę, ale nie to będzie najważniejsze), którego Ty jeszcze jakimś cudem nie masz. Zdecydowanie nie.

Kiedyś… jeszcze w podstawówce pisałyśmy do siebie listy z dziewczyną z Norwegii. Po angielsku. Na tyle, na ile obie potrafiłyśmy. Uwierzysz, że do dziś mam niektóre z nich? Naprawdę. A to nie było nic wielkiego. Pisałyśmy do siebie o tym, jak wygląda nasze codzienne życie, o szkole, o wakacjach, o… marzeniach. To były zupełnie proste listy, które pisałyśmy do siebie chyba z rok, zawsze odręcznie, na ładnej papeterii z kolorowym nadrukiem. Pamiętam te emocje związane z zaklejaniem koperty i wysyłaniem listu, a potem oczekiwaniem na odpowiedź. Kilka kartek papieru, kursujących przez morze mniej więcej raz w miesiącu, sprawiało, że dystans między nami jakby się skracał. To było coś pięknego.

Chciałabym, by Listy z Podróży miały charakter bardziej osobisty. Co jakiś czas znajdą się w nim pewnie treści, których nie opublikuję nigdy na blogu, bo to są jednak dwa różne światy. Choć zapewne znajdziesz tu i tam różne nawiązania. Traktuję to jako formę dialogu, bardziej bezpośredni kontakt z Tobą, na spokojnie, z dala od tłumu. Traktuję Listy z Podróży jak listy do przyjaciela, w których znajdziesz anegdotki z życia, moje przemyślenia na różne tematy, barwne opisy moich przeróżnych wtop i pomyłek, w których jestem naprawdę świetna, a czasem jakąś radę, podróżniczą wskazówkę lub garść motywacji do realizowania swoich marzeń i szczęśliwszego życia. To ostatnie zwłaszcza tak pompatycznie brzmi, ale nie obawiaj się pseudocoachingowych treści 🙂 To zupełnie nie o to chodzi.

Znajdzie się w tym pewnie co jakiś czas jakieś podsumowanie z tego, co się dzieje na blogu, ale nie będę z tym przesadzać. Myślę, że list raz na tydzień albo nawet dwa w zupełności nam wystarczy, a taki “raport z bloga” to raz na dwa miesiące. Dobrze wiem, jak często w życiu brakuje czasu i nie zamierzam Ci go zbyt wiele zabierać. Poza tym, to nawet dobrze tak trochę zatęsknić 🙂

To jak? Wchodzisz w to? 🙂

Leave a Comment

* Używając tego formularza, wyrażasz zgodę na przechowywanie Twoich danych przez tę stronę zgodnie z polityką prywatności.

Zobacz więcej

Ta strona potrzebuje ciastek (cookies), żeby poprawnie działać. Bez tego ciężko ją zapędzić do roboty :) Niech żre na zdrowie! Co to za ciastka?